Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

26750 miejsce

Lwów: (U)kraina możliwości

Weekend we Lwowie to niezapomniana przygoda. Obawa o zawieszenie samochodu miesza się z uwielbieniem dla ukraińskiej kuchni. To niegdyś trzecie pod względem wielkości polskie miasto potrafi w sobie rozkochać.

Ratusz / Fot. Arek BraniewskiLwów położony jest zaledwie 70 kilometrów od polskiej granicy. To dobra lokalizacja na weekendowy wypad. Pierwsze, co zwraca naszą uwagę po przekroczeniu granicy, to fatalny stan dróg. Można pomyśleć, że jedzie się po schodach. W Lwowie nie jest lepiej. Drogi są dziurawe i nie ma linii wyznaczających pasy ruchu. Naprawdę trzeba uważać, żeby nie urwać koła.

Na Ukrainie poczucie teraźniejszości miesza się z mimowolną podrożą w przeszłość. Na drodze do Lwowa mijamy wóz zaprzężony w konie. Zaraz potem wyprzedza nas wielki pędzący jeep z przyciemnionymi szybami, które stanowią tam widok znacznie częstszy niż w Polsce. Nie ma znaczenia czy to sfatygowana łada czy lśniące auto klasy premium. Przyciemniają wszyscy.

Kafe-bar / Fot. Arek BraniewskiKafe-bary to miejsca, których nie można przegapić będąc we Lwowie. Są o tyle interesujące, że mogą wydawać się zwykłą kawiarnią, podczas, gdy tak naprawdę to niedrogie restauracje, bądź bistra. Wydawnictwa turystyczne podają, że to relikt przeszłości, będący nieudanym mariażem kawiarni z restauracją. Ale co z tego, skoro to najlepsze miejsce, żeby zobaczyć jak stołują się Ukraińcy. Dobrze jest wybrać lokal poza centrum, raczej nieodwiedzany przez turystów. Taki, że gdy wchodzisz wszyscy stali klienci patrzą na ciebie pytającym wzrokiem, zdającym się mówić: kto to? Byliśmy w takim kafe-barze na ulicy Zielonej, niedaleko skrzyżowania z ulicą Studencką, przy cmentarzu Łyczakowskim. Menu jest tylko jedno. Przywiązane kablem do baru. Oczywiście napisane tylko cyrylicą. Byliśmy tam jedynymi turystami. W porze obiadowej, do solanki czy innego dania, każdy zamawiał pięćdziesiątkę albo setkę wódki. Bez wyjątków, bez względu na wiek i płeć. Co niektórzy dodatkowo zamawiali też piwo.

W centrum miasta znajduje się Teatr Wielki. Plac przy nim to popularne miejsce spotkań. Mnóstwo ludzi na kogoś czeka. Nasz pobyt we Lwowie zbiegł się z walentynkami. Przed gmachem co chwilę pojawiali się nowożeńcy. Później, gdy spacerowaliśmy po mieście, co jakiś czas mijały nas ślubne korowody. Nie dało się nie ulec wrażeniu, że sobota 14 lutego to dla wielu wymarzona data ślubu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Śmiało można mówić po polsku. Większość rozumie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Muszę tam kiedyś pojechać. Czy czuć tam jeszcze Polskę czy już nie?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.