Facebook Google+ Twitter

"Lwowskie Orlęta. Czyn i legenda"

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2009-11-03 15:45

Opis walk o Lwów w latach 1918-1920, sylwetki bohaterskich obrońców miasta, powstawanie i miejsce legendy Orląt w historycznej świadomości Polaków to treść książki "Lwowskie Orlęta. Czyn i legenda".

 / Fot. IskryLegenda Orląt Lwowskich, polskiej młodzieży walczącej o przynależność ich rodzinnego miasta do Polski, powstała tuż po zakończeniu walk o Lwów. Bohaterstwo młodych lwowian inspirowało do działania polityków, pisarzy, poetów, malarzy i rzeźbiarzy. Wyrazem hołdu dla bezgranicznego poświęcenia chłopców i dziewcząt, oprócz wierszy, piosenek, książek i obrazów, stał się Cmentarz Orląt - miejsce patriotycznych obchodów i zadumy nad trudną historią Polski.

***
Profesor Stanisław Sławomir Nicieja, historyk, biografista, eseista, długoletni rektor Uniwersytetu Opolskiego, senator V kadencji, jest autorem kilkunastu książek, setek artykułów i wielu dokumentalnych filmów telewizyjnych. Dzięki książkom Cmentarz Łyczakowski we Lwowie, Cmentarz Obrońców Lwowa, Twierdze kresowe Rzeczypospolitej, czy Kresowe Trójmiasto. Truskawiec-Drohobycz-Borysław zyskał rangę wielkiego znawcy Polskich Kresów. Z pasją i literackim wyczuciem pisze o ich trudnej historii, dawnych i współczesnych mieszkańcach i dzisiejszej sytuacji.

Fragment książki:

Tymczasem do oddziałów polskich oraz do punktu zbiorczego w „Łozińcu” zaczęli ściągać tłumnie ochotnicy, najczęściej młodzi chłopcy, którzy wymykali się z domu rodzicom. Byli wśród nich uczniowie, studenci oraz słynni lwowscy batiarzy - łobuziacy. Przynosili z sobą strzelby myśliwskie, archaiczne stare karabiny, pamiętające czasy powstania styczniowego, pistolety, które zdobiły gabinety ojców, nadające się raczej do pojedynków niż do walki frontowej. Ale najczęściej szli z gołymi rękami. To właśnie spośród nich śmierć zbierze najobfitsze żniwo. Mieli w sobie płomienny patriotyzm, dziecięcą pewność siebie i bezbronność. To o nich Kornel Makuszyński napisze później:

„Bo w tym przeklętym Lwowie nigdy nie znają miary. Do diabła wreszcie z tym miastem, które wszystkim jak sęp żarłoczny serce wyjada, jak i mnie wyjadło. Ni mniej, nie więcej tylko dwa tysiące grobów wydęło się w tej mieścinie psiakrewskiej, a wśród nich sto trzydzieści cztery nie wiadomo nawet, do kogo należy? Właściwie to wiadomo, sto trzydziestu czterech smyków, bosych i tak obdartych, że nawet odartych z nazwiska, porwało karabiny i poszło na śmierć. Znam cię jeden z drugim! Tyś sprzedawał gazety pod Hotelem George’a, a tyś uśmiechał się do mnie pędraku słodki, prosząc o niedopałek papierosa; tyś kradł jabłka w cudzym ogrodzie, a ty tak cicho śpiący, z raną od kuli w czole, nadaremnie udajesz niewiniątko i robisz miny, że mnie nie znasz. A któż to mi wytłukł kamieniem szyby, kiedyś się bawił w wojnę przy ulicy Małeckiego? O, chłopaki wy moje, o cudne chłopaki, dzieci królewskie! - Nie macie nazwisk, pewnie dlatego, że każde choć najwspanialsze, jest dla was za małe”.

Humorystycznym, a zarazem wzruszającym obrazkiem musiało być, gdy po zaciętej strzelaninie podchodził do starszego żołnierza taki 14-letni „ochotnik” i pokazując mu wyższy od siebie samego, rozgrzany od palby karabin, prosił uprzejmie: „Nie mogę załadować zamku, niech mi towarzysz pomoże”.

Stanisław Sławomir Nicieja
"Lwowskie Orlęta. Czyn i legenda"


Wydawnictwo iskry.com.pl

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.