Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

27731 miejsce

Łyżwiarz w przerębli

„Wygląda na to, że w całym kraju aż roi się od oszukanych mężów i okłamanych przedsiębiorców, którzy mieli tysiąc powodów, by zażądać głowy lorda Stephena”

 / Fot. internetO autorze:
Carola Dunn urodziła się 14 listopada 1946 roku w Anglii.
Twórczość literacką zaczęła od pisania romansów historycznych. Widocznie jednak ten gatunek jej nie wystarczał, bo napisała 21 tomów cyklu „Kryminalne przypadki Daisy D.” pozostając przy historycznym tle.

O książce:
Pierwszy tom serii nosi tytuł „Śmierć w posiadłości Wentwaterów”. W polskiej edycji na okładce jest, siedzący na wannie, czarny kot. Ale w tekście go nie ma, co mnie bardzo rozczarowało.
Akcja powieści toczy się w ciągu tygodnia, zimą 1925 roku.
Córka wicehrabiego dwudziestopięcioletnia błękitnooka Daisy Dalrymple nie chce być zależna od rodziny, a za mąż nie wyszła, bo jej narzeczony zginął w czasie pierwszej wojny. Namolny wielbiciel Philip natomiast niech sobie wielbi inna panią.
Wyprowadziła się od matki postanawiając zarabiać jako dziennikarka. Dostaje zlecenie na napisanie artykułu o posiadłości lorda Wentwater. Dobre pochodzenie umożliwia jej kontakt z wyższymi sferami.
Autorka klasycznie prowadzi akcję – najpierw przedstawia czytelnikowi całą rodzinę – lorda, jego bardzo młodą żonę z tajemnicą, czwórkę dorosłych dzieci, co jedno to mniej udane.
Także siostrę, to „Rozłożysta dama w niesprecyzowanym wieku, ubrana w obszerne tweedy i wspaniale perły” z mężem.
No i służbę, która nosiła uniformy oraz liberie, pracowała do ósmej wieczór, a nawet do północy, bo jaśniepaństwo mogliby potrzebować pomocy przy zaspokajaniu zachcianek czy wychodzeniu z bardzo wysokich wanien.
Dunn opisuje także wnętrze domu, podaje fakty z dziejów rodziny.
A potem następuje znalezienie trupa.
Wszyscy ukradkiem cieszą się, że ten łajdak o zimnych oczach zginął tylko kto jest mordercą?
Daisy pomaga policjantowi Alecowi Fletcherowi, a nawet całej rodzinie, bo jest bystra i życzliwa.
Policjantów lord nie zaprasza do stołu na wspólny posiłek, bo przecież nie są dżentelmenami. Mogą najwyżej osobno zjeść kanapki o nazwie „rozkosz dżentelmena” z chlebem bez skórki. Ale co to za rozkosz bez skórki?
Alec „Ani przez chwilę nie wierzył we wrodzoną wyższość arystokracji”. I słusznie.
W tle mamy też kradzież arystokratycznych klejnotów.
I odrobinę humoru. Szkoda, że tak mało.
Niestety tłumaczka ma kilka wpadek:
- zamiast lufka (do palenia papierosa) podaje słowo obsadka
- zamiast „trup w szafie” – kościotrup w szafie
- zamiast „macocha” – przybrana matka
No i uwielbiam proste zdania typu: „Kawę oraz alkohole podano i skonsumowano”.
A już powaliło mnie: „Arystokratyczna godność przenikała każdy cal jego wysokiej, wyprostowanej postaci”.
No, istna „Trędowata” z której pamiętam: „Rasa szła przed nim i za nim, owijając się wokół jego stóp”.
Można tę książkę przeczytać w ramach zapewnienia sobie czystej rozrywki. Może w podróży lub u dentysty albo czekając na Godota.




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

czasem dobrze jest pośmiać się :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wybieram dentystę :)
Recenzja, którą przyjemnie się czytało...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.