Panie Marcinie, czy był Pan zaskoczony wyborem telewidzów?Marcin Wyrostek: - Byłem zaskoczony. Nie spodziewałem się, że telewidzowie postawią na akordeon, na taką niebywałą sprawę; dużo osób kojarzyło to z weselem, z czymś nieszlachetnym. A tu byłem mile zaskoczony.
Jak zareagowała rodzina na Pana zwycięstwo?- Bardzo się cieszyli. Rodzice, siostra, żona. Wszyscy byli w szoku. Nawet szwagier z żoną i synem przyjechali na finał do Warszawy. Wszyscy byli wniebowzięci i szaleli z radości.
Pierwsza myśl po ogłoszeniu werdyktu?- Pierwsza myśl to było: co się dzieje? co ja tu robię? co się dzieje dookoła? To było dla mnie zupełnie niespodziewane. Niecodzienna sytuacja.
Kiedy do Pana dotarło, że jest Pan zwycięzcą II edycji "Mam Talent"?- Teraz powoli to dociera. Z dnia na dzień powoli to sobie uświadamiam, bo widzę siebie w telewizji, udzielam wywiadów. Widzę, że to rzeczywiście prawda. Bo myślałem, że mnie ktoś na drugi dzień obudzi i powie: Wstawaj, dopiero jest finał. A to się okazało, że to się wydarzyło i że to prawda. Teraz zaczyna to do mnie docierać.
Jak Pan odbiera to, że jest Pan już osobą popularną?- Jest to bardzo miłe i teraz mam presję. Chcę udowodnić widzom, że to był słuszny wybór. To jest nadal dla mnie wyzwanie, aby nie zawieść słuchaczy.
Marcin przed programem, a Marcin po programie? Jakaś zmiana?- Żadna zmiana. Teraz mam, jak już powiedziałem, więcej zobowiązań. Czuję większą presję, by udowodnić, że wygrana była słuszna i że wykorzystam tę szansę, jaką dostałem dzięki tej nagrodzie finansowej, gdyż mogę kupić instrument. I teraz będę miał jeszcze większy zapał do pracy, aby pokazać, że wybór telewidzów był słuszny. I za to chciałbym wszystkim, którzy na mnie głosowali, podziękować.
Dziękuję za rozmowę.Marcin Wyrostek: Ja również.