Facebook Google+ Twitter

Macierewicz: Prezydenta wyeliminowano. Szef klubu PiS: Niczego nie przesądzamy

Macierewicz: Prezydenta wyeliminowano. Szef klubu PiS: Nie mamy dostępu do dowodów, niczego nie przesądzamy. Partia Kaczyńskiego gra dziś na dwie flanki. Prezes w rocznicę tonuje nastroje. Atak przypuszcza były szef SKW.

 / Fot. Archiwum Kancelarii Prezydenta RPKielce, dzień przed obchodami trzeciej rocznicy katastrofy. W Wyższym Seminarium Duchowym za chwilę ma się odbyć spotkanie z Antonim Macierewiczem. Temat spotkania: Smoleńsk. Od dwóch i pół roku były wiceminister w rządzie PiS, dziś stojący na czele parlamentarnego zespołu badającego przyczyny katastrofy rządowego TU-154M, niczym innym się nie zajmuje. Jeździ po Polsce i opowiada, że zamordowali nam prezydenta. Oni.

W Kielcach sala jest pełna. Jak w każdym mieście, w którym pojawia się ten chyba najmocniej dziś targający sprzecznymi emocjami polityk w Polsce. W wyścigu na rozbudzanie ludzkiej wyobraźni i wwiercanie się w umysły zarówno zwolenników, jak i przeciwników, wyrosły już dawno na jednego z liderów obecnego PiS smoleński aktywista wiele miesięcy temu przestał toczyć równorzędną walkę z Donaldem Tuskiem i Jarosławem Kaczyńskim. W tej konkurencji objął pozycję lidera. Potwierdził to w trzecią rocznicę obchodów tragedii smoleńskiej, usuwając w cień swojego szefa. Gdy prezes PiS na Krakowskim Przedmieściu nadzwyczaj spokojnie mówił o Polsce (oczywiście pod rządami jego partii, która wygra kolejne wybory) jako kraju „dla wszystkich Polaków”, dbającym „o wszystkie grupy społeczne”, winnym dochować dziedzictwa śp. Lecha Kaczyńskiego, Macierewicz myślami był gdzie indziej. Głowił się, jak wytłumaczyć ludziom słowa wypowiedziane dzień wcześniej w Świętokrzyskiem: „Proszę państwa, w katastrofie smoleńskiej nie wszyscy zginęli. Przeżyły trzy osoby. Potwierdzają to nasze źródła. Nie wiemy, czemu rząd nie pytał, co się stało z tymi ofiarami”.

Miny uczestników spotkania mówią same za siebie. Publika jest zdumiona. Macierewicz triumfuje. Na kolejne kilka dni znów wygrywa medialny posłuch.

Stworzyć prawdę
Mariusz Błaszczak, wywiad dla „Rzeczpospolitej”: „Eksperci zespołu Macierewicza są w trudniejszej sytuacji od ekspertów rządowych, bo nie mają dostępu do żadnych materiałów źródłowych. Muszą więc opierać się na symulacjach, wyliczeniach. Ale, znów, to wina rządu: nie mamy dostępu do podstawowych dowodów. Dlatego o wielu kwestiach nie możemy ostatecznie przesądzić.”

Dla Macierewicza to żaden problem. On już przesądził. W dniu trzeciej rocznicy katastrofy smoleńskiej publikuje raport, z którego wynika, że właściwie o żadnej katastrofie nie może być mowy. Był zamach i już. Sprawa jest prosta: samolot z polskim prezydentem na pokładzie zaczął rozpadać się już kilometr przed lotniskiem. Na 15 metrach przestało działać zasilanie. Obumarł. Ostatnie eksplozje nastąpiły tuż nad ziemią. „Nasze konkluzje potwierdzają wyniki analizy ułożenia ciał ofiar i rozrzutu części samolotu, oceny rodzaju zniszczeń oraz analiza zdjęć satelitarnych” - tłumaczy autor raportu.

130 stronicowa praca pod kierunkiem Macierewicza składa się z trzech rozdziałów: pierwszy mówi o organizacji wizyty Lecha Kaczyńskiego w Katyniu, drugi zajmuje się bezpośrednimi przyczynami katastrofy, trzeci: w jaki sposób rząd i prokuratura wyjaśnia tragedię. Wnioski są jednoznaczne – do tragedii przyczyniły się „osoby trzecie”. Nie, nie żadne błędy. Nie piloci, nie bałagan. Żadna mgła. Działanie intencjonalne. Pozostaje tylko pytanie, kto konkretnie zlecił zabicie polskiego prezydenta. I kto ostatecznie wyrok wykonał.

Lipiec 2010. Świeżo upieczony szef działającego od kilku dni zespołu parlamentarnego ds. badania przyczyn katastrofy rządowego tupolewa rzuca na konferencji prasowej: była zbrodnia. Nie precyzuje jednak, kto i w jaki konkretnie sposób miałby jej dokonać. Nic nie przesądza, twierdzi jednak, że sprawa jest i jego zespół będzie do niej wracał w ciągu kolejnych miesięcy.

Styczeń 2011. Macierewicz dystansuje się od zamachowych teorii, coraz głośniej artykułowanych przez jego zwolenników, stwierdza natomiast wprost: polski samolot był „naprowadzany na śmierć”. A więc wina rosyjskich kontrolerów. Konkluzje te Macierewicz formułuje tuż po tym, jak kłamliwy w swych wnioskach raport publikuje Międzypaństwowy Komitet Lotniczy pod kierunkiem generał Tatiany Anodiny. Premier w momencie przedstawiania raportu jest na urlopie w Dolomitach. Gdy premier szaleje na stoku, w kraju szaleje Macierewicz. Za chwile rozpęta się burza, która trwać będzie kolejne miesiące, kolejne lata. Czas zacząć walkę o prawdę.

Na front ruszają naukowcy. Profesorowie. Ze Stanów, Australii. Wybitni fachowcy, którzy za pomocą nowoczesnych metod techniki (bez dostępu do dowodów będących w posiadaniu Rosjan) mają udowodnić to, o czym Macierewicz mówił w lipcu 2010.

Prawda wybucha na jesieni 2011. Prof. Wiesław Binienda z amerykańskiego uniwersytetu w Akron przeprowadza symulacje i analizuje zdjęcia, z których jasno wynika: były eksplozje Nie jedna. Dwie. Macierewicz chłonie słowa profesora. Powtarza je na kolejnych spotkaniach, na które lgną tłumy wyznawców „prawdy smoleńskiej”. Słowo „zamach” stanie się dla tych tłumów słowem kluczem, objaśniającym to, co stało się 10 kwietnia w Rosji. Wkrótce ten klucz otworzy drzwi do debaty, w której nie ma miejsca na niuanse. Bo albo był zamach, albo nie. Jeśli masz wątpliwości, najlepiej siedź cicho. W innym wypadku wylądujesz w jednej z sekt. A czasem w obu jednocześnie.

10 kwietnia 2013, Warszawa. Sejm. Zespół działający od dwóch i pół roku ogłasza trzeci raport dotyczący katastrofy. Sala pełna, emocje rozgrzane, na Krakowskim Przedmieściu tłum oczekuje na pierwsze w tym dniu przemówienie prezesa. Na razie prezes siedzi za jednym stołem z Macierewiczem. Nie odzywa się, słucha uważnie. Oddaje głos głównemu dowodzącemu. Macierewicz w swych głównych tezach nie przedstawia nic, o czym jego zespół nie mówił już wcześniej, a co miałoby dotyczyć głównych przyczyn katastrofy. Motywy zorganizowania konferencji i korzyści z niej wynikające są jednak jasne: Macierewicz zyskuje posłuch, spotkanie w Sejmie transmitują wszystkie telewizje informacyjne. To jedyna dotąd okazja, by na taką skalę w możliwie najbardziej przystępny sposób podsumować pracę zespołu i przebić się z jego przekazem do opinii publicznej. A ta jest coraz bardziej podzielona. Już ponad 50 proc. społeczeństwa nie wierzy, że kiedykolwiek uda się wyjaśnić wszystkie okoliczności tragedii rządowego tupolewa. To porażka dla państwowych instytucji. I jednocześnie sukces zespołu Macierewicza, którego teorie wypierają powoli z oficjalnego obiegu tezy wypracowane przez byłych ekspertów komisji Millera.

Beata Gosiewska, wdowa po polityku PiS zmarłym w katastrofie, tak podsumowała środową konferencję: „Nieważna jest prawda. Trzeba stworzyć prawdę”.

Wypluć tę żabę
Walczyć o prawdę zamierzają także rządowi eksperci. Szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, dr Maciej Lasek, zapowiada ofensywę. Zespół złożony w większości z byłych członków komisji Millera może liczyć na pełne wsparcie od władzy. Finansowe, organizacyjne. Wedle słów premiera Tuska, zespół ma przeciwstawić się „kłamstwom i przekłamaniom” formułowanym przez oponentów rządu. Władza buduje front przeciwko tym, którzy nie przyjmują tez zawartych w raporcie Millera. Rządzący mieli nadzieję, że społeczeństwo przełknie konkluzje komisji pod kierunkiem byłego szefa MSWiA bez większych wątpliwości. Dziś władza, na czele z premierem Tuskiem, ma świadomość, iż przyjmując raport i twierdząc, że wszystko jest już wyjaśnione, a sprawa badania przyczyn katastrofy zamknięta, w istocie połknęła żabę. Ta żaba odbija się dziś czkawką. Premier to wie, dlatego powołując zespół „walki z kłamstwem smoleńskim” przyznaje się do porażki.

Błędów, zaniechań, pomyłek, które powstawały na kolejnych etapach badania przyczyn katastrofy namnożyło się tak wiele, że premier zdał sobie sprawę, iż milczeniem wojny z „zamachowcami” nie wygra. Tym bardziej że Ci sami zamachowcy, dotąd spychani do narożnika smoleńskich renegatów, dziś wyrastają dla coraz liczniejszej grupy społeczeństwa na krzewicieli jedynej prawdy o 10 kwietnia. Eksperci Millera, a dziś dr Laska, pozostawieni sami sobie, zdają się już wiedzieć, że przez swoją arogancję, megalomanię i przeświadczenie o braku własnych błędów w toku prowadzonych przez nich badań (co jest oczywistą nieprawdą, bo błędów i pomyłek były aż nadto) sami zostają spychani w narożnik. A premier widzi, co pokazują badania, sondaże. I się wystraszył. Bojaźń pana premiera została wyeksponowana i wyśmiana przez opozycję (także przez media) przy okazji jego wizyty w Nigerii.

Mentor
- Co o tragedii myśli dziś Jarosław Kaczyński? - pytam Michała Krzymowskiego, dziennikarza „Newsweeka”, autora wielu publikacji na temat katastrofy.
- Najbardziej wiarygodną dla niego osobą w sprawie Smoleńska jest Antoni Macierewicz. Bez dwóch zdań. Kaczyński nie ma cienia zaufania do prokuratorów. I ma to swoje uzasadnienie. Współpracujący z wojskową prokuraturą biegli, wysłani do Smoleńska, wykonali szereg czynności, z których tylko część było ponowieniem prac ekspertów PKBWL.

Wniosek z tego jest prosty: dla polskiej prokuratury efekty prac komisji Millera okazały się w dużej mierze bezwartościowe. W tej chwili na etapie realizacji są kompleksowe badania mające potwierdzić lub zaprzeczyć poznanym dotąd informacjom o przebiegu tragedii. Przykład? Biegli na początku roku zwrócili się z wnioskiem o pomoc prawną do Stanów Zjednoczonych. Zespół Jerzego Millera uznał, że taki krok nie był konieczny.

Wymienianie pozostałych tez komisji, które nigdy nie znalazły potwierdzenia w faktach (zweryfikowanych choćby przez krakowski Instytut Sehna), zajęłoby zbyt wiele czasu.

Co o nowej/starej komisji pod egidą premiera twierdzi Macierewicz? „Rozdawnictwo publicznych pieniędzy na prywatne zachcianki Donalda Tuska, związanych z działalnością propagandowo-obrończą, uważam za naganne” - mówi w wywiadzie dla DETALKS
- O czym to świadczy? – pytam posła PiS. -Proszę pana, to świadczy o absolutnej histerii i strachu, jakie panują obecnie w środowisku rządowym. Współodpowiedzialnym za tragedię smoleńską.

Kariera Antoniego Macierewicza ponownie zatacza koło. Lata 90.: uchwała lustracyjna. Rok 2006: likwidacja WSI. Dziś Macierewicz znów walczy o prawdę.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Panie Andrzeju - dobry obyczaj sam karze że leżącego się nie bije ? , niech odpoczywa w spokoju i amen .

Komentarz został ukrytyrozwiń

Słychać to gdzie się ucho przyłoży , każdy ma prawo walczyć i bronic` swojej prawdy , Szanowny Panie Andrzeju .? Bardzo obiektywna analiza wokół tej tragedii Smoleńskiej , oko za oko ząb za ząb . !

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.