Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

10215 miejsce

Macierzyństwo jako domowy przewrót - recenzja

Po książkę Joanny Woźniczko-Czeczott sięgałam z zaciekawieniem i... pewną dozą uprzedzenia. Przeczytałam ją niemal jednym tchem, podczas dziennej drzemki mojej córki.

 / Fot. Okładka książkiKsiążkę "Macierzyństwo non-fiction. Relacja z przewrotu domowego" miałam ochotę przeczytać, gdy tylko o niej usłyszałam. Głównie chyba z przekory: ukryty w fałdach mojej natury chochlik mówił mi, że jest to pozycja, z której treścią nie zgodzę się ani trochę. A o takich, jak wiadomo, dobrze się pisze.

Po lekturze pierwszych trzydziestu stron uznałam, że miałam to, czego chciałam: usilna próba odbrązowienia instytucji macierzyństwa, przekonywanie świata, że tak naprawdę babranie się w pieluchach przy akompaniamencie dzikich wrzasków malucha to nie tylko żadna przyjemność, ale też konieczność, na jaką jest skazany rodzic. W miarę lektury ironia zaczęła ustępować miejsca zaciekawieniu, a ja bardzo złagodziłam swój osąd.

Dlaczego non-fiction?


"Macierzyństwo non-fiction" to swego rodzaju protest przeciwko idealizowaniu rodzicielstwa. Autorka zwraca uwagę na fakt, że w publikacjach na temat dzieci nie znajdziemy zdjęć potarganych matek gotujących zupę czy patrzących się przed siebie tępo podczas monotonnych spacerów z wózkiem. Stwierdza, że wśród rodziców panuje coś w rodzaju zmowy milczenia - nie mówimy o tym, co przykre. Afirmujemy rzeczywistość, ukrywając przed światem to, co nas frustruje. A przecież musi być tego bardzo dużo: wraz z pojawieniem się na świecie małego dziecka doświadczamy nagle zupełnie nowych problemów, takich jak nieprzespane noce (choć rano trzeba iść do pracy), swego rodzaju uwiązanie (bo z dzieckiem trudno jest czasem coś zaplanować - np. zaśnie nie wtedy, kiedy trzeba i z planów towarzyskich rodzica nic już nie wychodzi), wreszcie: rezygnacja z tego, co dawniej sprawiało nam przyjemność: wypady do kina czy wakacje pod żaglami.

 / Fot. zdjęcie ze zbioru autorkiPowodów frustracji dla młodych rodziców jest mnóstwo. Czasami wydaje się, że prawo do wychowania ich dziecka roszczą sobie wszyscy. Zawsze gdzieś pojawi się jakaś przemądrzała teściowa albo pani na przystanku, która wie lepiej, jak należałoby ubrać malucha. Swoisty terror wprowadzają też matki uprawiające wyścig szczurów, polegający na przechwalaniu się, że ich pociechy wykonują daną czynność we wcześniejszym okresie życia niż dzieci pozostałych ludzi. Okazuje się również, że światem niemowlęcym rządzi inna hierarchia niż ta znana dorosłym: otóż im bobas jest cięższy, tym lepiej.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Dobrze, że te troski ewoluują, przynajmniej nie jest nudno ;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

im bobas cięższy tym rodzic wcale nie ma mniej trosk.
Mnie już tylko "grozi" ewentualne macierzyństwo córki lub ewentualnej synowej, to przeczytałam tę recenzję, świetną i ... zabawną.
podejście do tej roli życiowej jest bardzo indywidualne i zależy od wielu faktorów. Nic, to oby dzieci były zdrowe. a rodzicie żyli zgodnie...;)))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.