Facebook Google+ Twitter

Made in Hollywood, czyli Tarantino i jego "Bękarty"

Przywykliśmy już do tego, że o każdym filmie Tarantino musi być głośno. Zazwyczaj grzmi jednak tylko Ameryka, a Europa cichutko zdaje się jej wtórować. Tym razem zagrzmiały i Niemcy, a o to przecież niełatwo.

 / Fot. http://gfx.filmweb.pl/an/49468/3422.$.jpgDziwić się jednak nie można - oto za m.in. niemieckie pieniądze sfinansowany ma zostać film, który w historię niemiecką wyraźnie uderza, zbrodnie III Rzeszy na nowo roztrząsa i na eksterminacji Żydów stara się zarobić. Wszyscy spodziewają się więc obrazoburczego dokumentu z nieprzyzwoitym humorem i hektolitrami krwi w tle. Po niezbyt spektakularnym sukcesie "Walkirii" widzowie kręcą nosem, a krytycy zacierają ręce. A Tarantino? Tarantino jak zwykle robi swoje, jak zwykle dobrze. Fakty ignoruje, aktorów dobiera w sposób niemal mistrzowski, a fabułę - choć niezbyt wyszukaną - ubarwia właściwym sobie dowcipem. Co ciekawe, historia odgrywa tu rolę co najwyżej służebną, jest rezerwuarem wątków i motywów, do których autor może, ale nie musi sięgnąć. II wojna światowa staje się więc materiałem na film, jakich wiele. W "Bękartach" nie ma bowiem tego patosu, z jakim o wojnie mówić dzisiaj wypada, nie ma nawet wyraźnego podziału na dobrych i złych. Wiemy, przeciwko komu wypadałoby ostrzyć zęby, a jednak spoglądamy na tych nieszczęśliwców z pobłażliwym uśmiechem i cierpliwie czekamy, co zrobi z nimi Tarantino. Bo że zrobi rzeczy straszne, to wszyscy dobrze wiemy.

O tym, z jakim filmem mamy do czynienia, zostajemy poinformowani już w pierwszych sekundach filmu. Oto motyw muzyczny z "Alamo", komiczna czcionka czołówki, dorysowane strzałki, instruujące widza, kto jest kim - a wszystko niczym zapowiedź dobrej zabawy na pograniczu absurdu, czarnej komedii i spaghetti westernu. O specyficzny klimat rodem z Dzikiego Zachodu zadbał sam Ennio Morricone, który sławę zyskał głównie dzięki kultowym westernom Sergia Leone. Brawurowa ścieżka dźwiękowa, na której znalazły się takie utwory jak "Mercenario" czy "The Verdict", w którym Włoch wykorzystał znane wszystkim fragmenty "Dla Elizy" Beethovena, doskonale wpisują się w atmosferę filmu. Oczywiście na tym zabawa się nie kończy – mamy przecież prawdziwe smaczki w postaci niemieckich przebojów (m.in. "Ich wollt, ich wär Ein Huhn" Lilian Harvey i Willy’ego Fritscha) czy "Cat People" ("Putting Out Fire") Davida Bowiego, przy którym Bękarty zrywają kolejny skalp z kolejnej nazistowskiej czaszki.

Świetnie rozegrana została tu już pierwsza scena, kiedy pułkownik Hans Landa, nie bez powodu nazywany Łowcą Żydów, odwiedza pewną rodzinę, mieszkającą gdzieś na francuskiej prowincji. Choć jest Austriakiem, perfekcyjnie mówi francuszczyzną, z której jednak szybko przechodzi na angielski. A wszystko po to, by pozostać niezrozumiałym dla ukrywających się pod podłogą uciekinierów. Podobną fantazją wykaże się również w dalszej części filmu, kiedy da się poznać jako prawdziwy następca Sherlocka Holmesa. I rzeczywiście, grający go Christoph Waltz jest chyba największym objawieniem tego filmu. Perfekcyjnie radzi sobie z rolą diabelnie błyskotliwego i przebiegłego hitlerowca, u którego śmiech przeraźliwie miesza się z grozą, a którego zasługi dla Rzeszy trzeba by jednak przedyskutować. To od niego historia się zaczyna i na nim się tu zamknie - gdyby tamtego feralnego poranka nie pozwolił bowiem uciec żydowskiej dziewczynie, może do nieszczęsnego finału w ogóle by nie doszło. Ale chyba nie o to mu przecież chodziło. Co do samej dziewczyny zaś - grana przez Mélanie Laurent Shoshanna znalazła schronienie w Paryżu, gdzie pod zmienionym nazwiskiem opiekowała się odziedziczonym po ciotce kinie. Żądna zemsty, z ostrym makijażem i w czerwonej sukni, zaprezentuje się nam jako prawdziwa femme fatale rodem z filmu noir. Niemców zechce pokonać ich własną bronią – chcą widowiska, więc będą je mieli.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 13.10.2009 21:14

jesteś bardzo dobrym obeserwatorem :) ponadto potrafisz przekazać swoje spostrzeżenia i przelewając je na ekrany naszych monitorów:) czekam na kolejne recenzje :) a film świetny - co prawda wybrałem się na niego ponieważ nazwisko Tarantino to już duża reklama, ale po przeczytaniu tej recenzji zarezerwowałbym bilety tydzień przed projekcją :D pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kolejna świetna recenzja. Lekkość pióra i spostrzegawczość widza - połączenie piorunujące.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 02.10.2009 20:42

Joanno do pisania recenzji i wprawnego posługiwania się piórem masz wielki talent... To chyba nie ulega wątpliwości :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Niezmiernie mi miło, że tekst się podoba ;)
To motywuje! ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Gratuluję świetnego tekstu! Miałam okazję również recenzować "Bękarty..." (http://www.dlalejdis.pl/kultura/artykul/Bekarty_wojny_czyli_zemsta_o_smaku_sznapsa,5790.html), ale zdecydowanie chylę czoła przed tym, co Ty napisałaś :) Pozdrawiam!

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 02.10.2009 19:25

Super recencja, jak i film.

Byłem zrywałem, płacząc boki ze śmiechu....
Film ma jednak przesłanie : na wojnie nie ma wygranych, wszyscy dostają po tyłku....

Komentarz został ukrytyrozwiń

przyjemnie czyta się takie recenzje

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.