Kto nieco zna japoński, może sięgnąć do tamtejszych blogów, w języku angielskim o "Occupy Tokyo" dowiedzieć się można np. z
Sott Forum Operator elektrowni Fukushima Daiichi - TEPCO (Tokyo Electric Power Company) nadal dba o poprawny wizerunek firmy, nie przejmując się realiami.
Nowy rząd milczy, wobec ekologów prasa prowadzi oszczerczą kampanię a naukowcy bezradnie rozkładają ręce, spodziewając się najgorszego-spłynięcia roztopionego „corium” rdzenia z reaktorów do wód gruntowych (tzw. China Syndrome).
Wedle danych niezależnych organizacji ochrony środowiska katastrofa w Czernobylu pochłonęła dotychczas koło miliona ofiar (rak, białaczki etc.).
Członkowie ruchu "Occupy Tokyo", są zdania, iż tyle ofiar dotknie same Wyspy Japońskie, a jak wiadomo skażenie obiegło cały świat.
Zgodnie ze zdaniem Hiromi Uesugi, wybitnego publicysty z Kyoto: "W Japonii kontrola mediów jest gorsza niż w Chinach i podobna jak w Egipcie", toteż obywatele przestali już łudzić się, iż ktokolwiek im pomoże. Usiłują przejąć więc inicjatywę we własne ręce.
Od 11 września niemal bez przerwy trwają w stolicy Japonii demonstracje, w których bierze udział od 40-60 tys. osób. Prasa oficjalna nie zauważyła ich dotąd, choć nikt też nie odważył się użyć przeciw "Occupy Tokyo" siły.
Właśnie 11 września ludzie po raz pierwszy stworzyli żywy łańcuch wokół Ministerstwa Gospodarki, a członkowie pozarządowego "Stowarzyszenia Artykułu nr 9" rozpoczęli tam strajk głodowy, by wymusić na nowym premierze kraju, Yoshihiko Nodzie, absolutną rezygnację z dalszych planów atomowych. Głodówka trwała 10 dni.
Nazwy ruchu, "Occupy Tokyo", po raz pierwszy użyto 15. października podczas przemarszu przez dzielnice lokalnych bogaczy: Hibbya i Roppongi.