Pozycja materiału w rankingach:
Dwa dni między śmiercią a zmartwychwstaniem Chrystusa są dla peruwiańskich Indian wyjątkowym okresem. Ponieważ Bóg jest martwy, to nic nie widzi. Skoro nic nie widzi, to ludzie mogą robić wszystko, czego pragną ich dusze i grzeszne ciała.
Claudia Llosa, młoda scenarzystka i reżyserka filmu „Madeinusa”, ukazuje nam swoją ojczyznę od dość nietypowej, a na pewno nie znanej nam strony. Peru jest państwem, które tylko na mapie wygląda jak jedna całość. Tak naprawdę jest bardzo podzielone, mieszkańcy z odległych terenów wiedzą o sobie niewiele. Peruwiańczycy dzielą się na dwie, wyraźne grupy, co widać gołym okiem. Do pierwszej należą rdzenni mieszkańcy tych terenów, czyli Indianie. Drugą stanowią potomkowie podbijających Amerykę Europejczyków, którzy ze względu na swoje korzenie mają o wiele jaśniejsze oczy i skórę. Zamieszkują wybrzeża i duże miasta, takie jak Lima. Indianie od setek lat żyją w odciętych od świata wioskach między górami lub w lasach tropikalnych. Te dwa światy na ogół nie chcą mieć ze sobą nic wspólnego.
Film Llosy podobno spotkał się ze sporym niezadowoleniem niektórych Peruwiańczyków, bo ukazał ich od najgorszej z możliwych stron. Reżyserka przenosi nas do małej wsi w Andach, w której nie ma nawet telefonu. Mieszkańcy wioski nie mają pojęcia o współczesnym świecie i specjalnie ich on nie obchodzi. Wyczuwają jednak, że byłby on dla nich pewnym zagrożeniem, dlatego wyjątkowo wrogo reagują, gdy w Wielki Piątek zjawia się przybysz z Limy. Zamykają młodego, przystojnego, wywyższającego się i nowoczesnego Salvadora w komórce. Nie chcą, aby w okresie Świętego Czasu obcy był świadkiem ich obrzędów i zabaw.

Peruwiańscy Indianie w dość specyficzny sposób połączyli swoje dawne wierzenia z religią chrześcijańską, która narzucili im kilka wieków wcześniej Hiszpanie. Święta Wielkanocne obchodzone są bardzo hucznie, karykaturalnie, wręcz odpustowo. Co roku dziewczęta w Wielki Piątek stają do konkursu na najpiękniejszą Maryję Dziewicę. Przebierają się w odpowiednie, kolorowe stroje, na głowę zakładają koronę. Aż do niedzieli dziewczyna, która wygra, niczym Miss Świata, pełni zaszczytne obowiązki, np. płacze nad ciałem Chrystusa wielkimi, przyklejonymi do swoich policzków łzami. Wszyscy mieszkańcy żarliwie modlą się wtedy w kościele, z którego radośnie wybiegają, gdy zostaje ogłoszone, że nastał Święty Czas, bo Jezus umarł. Będzie martwy aż do godziny 6 rano w niedzielę.
Chrześcijanie wierzą, że Bóg widzi wszystkie ich czyny, zarówno te dobre i złe. Skoro jednak przez te dwie doby Bóg jest martwy, to nie jest w stanie zobaczyć ich grzechów. Wraz z nastaniem Świętego Czasu peruwiańscy Indianie zaczynają więc pławić się w rozpuście, pijaństwie oraz innych niedozwolonych przez cały rok występkach.
Głównymi bohaterami filmu są nastoletnia córka burmistrza – Madeinusa i Salvador, który mąci spokój w wiosce. Od samego początku Madeinusa wzbudza współczucie wśród widzów. Jej matka uciekła wiele lat temu do Limy, która młodej dziewczynie kojarzy się z rajem na ziemi. Ojciec zabrania swoim córkom w ogóle o niej wspominać, a za złamanie zakazu jest gotów je pobić. Często przychodzi do domu pijany, śpi z córkami w jednym łóżku i tylko czeka na Święty Czas, aby rozdziewiczyć Madeinusę. Cały czas daje do zrozumienia, że jest lepsza i ładniejsza niż siostra. Doprowadza do jej zwycięstwa w konkursie na Maryję Dziewicę.
Dziewczyna uważa, że dziwny przybysz jest dla niej wybawieniem. Znaczące są imiona młodych bohaterów. Salvador to po hiszpańsku Zbawiciel, ale Madeinusa to zlepek 3 słów: Made in USA. Imię to zapewne nadała dziewczynie matka, po której pozostało wiele pamiątek świadczących o tym, że była zafascynowana Zachodem.
Momentami film przypomina telenowele, których wiele kręconych jest właśnie w Peru. Jest to świadomy zabieg Claudii Llosy, która chyba rzeczywiście pokazała to, co najgorsze, ale i zarazem bardzo typowe dla Peru.
W czasie projekcji co jakiś czas było słychać niedowierzania widzów, że istnieją tak zacofane miejsca na ziemi oraz śmiech, z jarmarcznego traktowania religii przez potomków Inków. Film warto obejrzeć chociażby ze względu na niezwykłość pokazanego miejsca, obrzędów, ludzi, mieszanki różnych kultur. Zachwycają oczywiście widoki oraz paleta najróżniejszych barw strojów czy świątecznych dekoracji.
Film może i nie powala, ale nie pozwala o sobie od razu zapomnieć. Wpływ na to ma niezwykłe zakończenie, bo rozpusta i pijaństwo to nie jedyne grzechy, na które można sobie pozwolić w Świętym Czasie.
Zobacz także:
Artykuły
(156)
Galerie
(4)
Średnia ocen
(4.58)
Wiek: 27 | Miejscowość: Warszawa | Kraj: Polska
O mnie: "Ta piękna dziewczyna była jednak zabawna (...) Wcale nie zmieszana, swobodna, nawiązująca bezpośredni kontakt z publicznością, mrugnięciem oka zdawała się mówić, że nie ma za grosz talentu, ale cóż to szkodzi, skoro ma coś innego." E. Zola
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Piotr Drzewiecki 13.01.2007 20:08
Świetny tekst:) Aż chyba suię wybiore do kina by zobaczyć ten film. (+)
Agnieszka Gierczak 13.01.2007 19:44
Nie Ewo, jestem przyszłym ukrainistą ;) Tym bardziej dziekuje za komplement :)))
Ewa Kowalska 13.01.2007 19:12
Agnieszko, czy Ty jesteś zawodowym krytykiem filmowym:)? Tak napisałaś recenzję, że nie mogę nie zobaczyć tego filmu. Ciekawa jestem tych pozostałych grzechów :)
Europa w "Euphorii"! Szwecja wygrywa Eurowizję 2012 [YouTube]
(odsłon: +1562)