Facebook Google+ Twitter

„Mądry” Polak po szkodzie

Jest taka prosta zasada: lepiej zapobiegać niż leczyć. Niestety w Polsce nie zyskała sobie zbytniej popularności, ani na tle spraw politycznych, ani społecznych, ani jednostkowych.

Można to w prosty sposób przedstawić na czterech aktualnych przypadkach.

Zima znowu zaskoczyła drogowców


To zdanie już nie tylko wywołuje uśmiech, zwłaszcza gdy wypowiedziane jest z ironią. To zdanie potrafi niesamowicie zdenerwować, zwłaszcza gdy chcesz wyjść z domu do pracy lub odwieźć dzieci do szkoły, a zamiast odśnieżonej drogi masz dwumetrowe zaspy i obietnicę gminy, że „w dwa dni się odśnieży”. Szkoda że podobne słowa słyszysz po kolejnych dwóch dniach, a kiedy linie energetyczne zostają zerwane i zostajesz bez ogrzewania, dopiero wtedy ktoś zaczyna się interesować twoim losem.
To niestety już jakieś absurdalne przyzwyczajenie władz samorządowych, które co roku liczą na cud, że zimy nie będzie i nie trzeba będzie wydawać kilkuset tysięcy złotych (milionów?) na umowy z firmami zajmującymi się odśnieżaniem. Te zresztą i tak podpisuje się zwykle na minimalny zakres usług – „zamiast dziesięciu odśnieżarek wystarczą przecież cztery, a jak przyjdzie zima, to zaczniemy się martwić”. W rezultacie dochodzi do sytuacji, kiedy spada śnieg, zaczyna poważnie sypać, a na drogi gminne czy powiatowe wyjeżdża kilka pojazdów, podczas gdy zapotrzebowanie jest na minimum kilkanaście. Wtedy dopiero władze pilnie poszukują innych firm, które dysponują odpowiednim sprzętem lub szybko zmieniają już podpisane umowy. Szkoda, że robi się to w chwili, gdy jest już za późno, a do akcji wkracza wojsko czy Straż Graniczna, dowożąca mieszkańcom odciętych miejscowości żywność i wodę.

Kontrole w szpitalach


Można sobie zadać proste pytanie – czy NFZ i Ministerstwo Zdrowia potrafią kontrolować placówki medyczne tylko wtedy, gdy nie zgadzają się im pieniądze? Rok 2013 i początek 2014 to liczne przypadki tragedii, jakie rozgrywały się w szpitalach, przed szpitalami i po wyjściu ze szpitala. Śmierć bliźniąt na oddziale ginekologii pod – wydawać by się mogło profesjonalną opieką lekarzy i pielęgniarek – czy też trzyletniego chłopca, który z poznańskiej placówki został odesłany z kwitkiem; dorosłego pacjenta, który zmarł na zawał przed wejściem do szpitala; małej dziewczynki, do której dyspozytorka nie wysłała karetki to nie są pojedyncze przypadki, a jedynie najbardziej eksponowane i nagłaśniane przez media.
Dopiero tragedii i zainteresowania mediów było trzeba, aby ignorancją lekarzy i złym funkcjonowaniem szpitali oraz placówek medycznych zajęły się NFZ i Ministerstwo. Tragedie były potrzebne do tego, aby ktoś wreszcie zauważył, że lekarze pracują w kilku miejscach jednocześnie, w szpitalach publicznych, w prywatnych klinikach, prowadząc własne gabinety (niejednokrotnie w tych samych godzinach!). Czy naprawdę minister Arłukowicz dopiero teraz zobaczył, jaki jest charakter branży medycznej? Sam jest przecież lekarzem i musiał widzieć, jak pracują jego koledzy i koleżanki po fachu.

Pijani kierowcy? Zwiększmy kary


Wydarzenia z Kamienia Pomorskiego wzburzyły opinię publiczną, media i polityków. Często pojawiały się głosy, aby zwiększyć kary za jazdę po pijanemu i przede wszystkim nie pobłażać już ukaranym kierowcom. Dzisiaj polskie prawo za jazdę pod wpływem alkoholu przewiduje kary nawet do 12 lat pozbawienia wolności (za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym). Problem w tym, że sądy albo bardzo rzadko takie kary wymierzają, albo też decydują się na wyroki w zawieszeniu. Inną kwestią jest fakt, że kierowca skazany nawet na karę więzienia i tak musi... czekać na to, aby ją odbyć, bo placówki więzienne są przepełnione. W tym przypadku trudno więc mówić o tym, aby pijani kierowcy bali się nieuchronności kary, bo liczne przykłady pokazują, że tej nieuchronności zwyczajnie nie ma. Sądowe zakazy prowadzenia pojazdów, odebrane prawa jazy również na niewiele się zdają.
Debaty o zwiększaniu kar za takie przestępstwa niestety zaczynają się głównie wtedy, gdy dochodzi do jakiejś tragedii i równie szybko się kończą. Politycy mają wtedy okazję trochę się pokazać w telewizji, media mają kolejną pożywkę, a kierowcy nagminnie jeżdżący pod wpływem jeszcze bardziej sobie uświadamiają własną bezkarność. Może zamiast debatować o kolejnym zwiększeniu kar więzienia, warto byłoby pójść w drugą stronę i wnioskować o kary, które przynajmniej będzie można zrealizować i które rzeczywiście okażą się karami (a nie kilkoma miesiącami spędzonymi w więzieniu, z ciepłymi posiłkami, za które płacą podatnicy), jak chociażby przymusowe roboty społeczne?

Potem pójdę na siłownię


I na koniec przykład chyba najbliższy przeciętnemu człowiekowi – po co jeść zdrowo i kontrolować swoje posiłki, skoro „potem pójdę na siłownię i to spalę”. Problem w tym, że ogromna część z nas ma potem milion innych obowiązków, które uniemożliwiają (a raczej są jedynie wymówką) chodzenie regularnie na siłownię i spalanie tych zbędnych kilogramów. Po raz kolejny zasada, aby lepiej zapobiegać – jeść zdrowo, mniej, ale częściej, unikać fastfoodów – niż leczyć, okazuje się niepraktykowana w domach współczesnych Polaków.
Ogrom tego problemu dopada nas dopiero później – gdy nadwaga lub wręcz otyłość okazuje się niebezpieczna dla naszego zdrowia, a nawet może być jedną z przyczyn jakiejś choroby czy dolegliwości (zawał, cukrzyca).

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.