Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

9968 miejsce

Mag z wieży Irrum - recenzja książki "Rezydent wieży"

Zbiór opowiadań "Rezydent wieży" rozczarował mnie i pozostawił uczucie niedosytu. Ale tragicznie nie było.

 / Fot. Okładka książki"Rezydent wieży" to tytuł dwóch tomów opowiadań Andrzeja Tuchorskiego. Bohaterem jest mag Klavres, tytułowy rezydent wieży. To właśnie do niego zwracają się o poradę wędrowcy potrzebujący pomocy kogoś, kto potrafi odczytać magiczną mapę czy wyjaśnić fenomen kłopotliwego hełmu, którego właściciel nie może zdjąć z głowy. Czasem pomoc może dotyczyć bardziej prozaicznych kwestii: Klavres to także sprzedawca, u którego można nabyć magiczny ekwipunek czy praktyczną mapę. Bywa, że rezydent opuszcza swoją wieżę i udaje się w podróż. Tak właśnie dzieje się w opowiadaniu pt. "Największy bohater", w którym mag niespodziewanie pomaga smokowi o trudnym do wymówieniu i zapamiętaniu imieniu Ydraigoch.

Świat, w którym znajdzie się czytelnik zbioru opowiadań, to oczywiście świat fantasy. Znajdziemy tu przedstawicieli różnych ras i postaci parające się magią. Niestety, wielbiciele napisanych z rozmachem sag mogą być nieco zawiedzeni - dwustustronicowa książka raczej nie jest właściwym nośnikiem dla dokładnych opisów świata i panujących w nim zwyczajów. Czasem tylko niejako przypadkiem dowiadujemy się jakiegoś szczegółu na temat stosunków pomiędzy różnymi grupami społecznymi - np. o niechęci kapłanów do magów, która jest w pewnym sensie motorem wydarzeń opowiadania "Bogini miłości". Tak czy siak, pozostaje tu uczucie niedosytu - chciałoby się dowiedzieć o tym świecie czegoś więcej.

Klimat opowiadań Tuchorskiego przywodzi na myśl starożytny Rzym. Wskazują na to zarówno imiona bohaterów (np. Lucjus, Sobrinus) jak i ich codzienne życie - jedną z popularnych rozrywek jest oglądanie turnieju walk, który zdaje się przypominać nieco walki gladiatorów. Nie wiem, na ile to właśnie ów miał wpływ na mój odbiór "Rezydenta wieży". Fakt, za starożytnością nie przepadam. W opowiadaniach Tuchorskiego przeszkadzało mi jednak coś innego: przez przeszło dwieście stron tekstu nie zdołałam się przekonać do maga Klavresa. Tak naprawdę nie byłam za bardzo ciekawa, co też spotka go na kolejnej stronie, ani jak wykaraska się z aktualnych problemów. Cały czas wydawało mi się, że czytam książkę dla dzieci. Samo w sobie nie powinno to być dla mnie problemem, czasem zupełnie świadomie sięgam po literaturę dla nieco młodszych czytelników. Po "Rezydencie wieży" chyba po prostu spodziewałam się czegoś innego.

Za sobą mam dopiero pierwszy tom przygód maga z wieży Irrum. Od 24 października w księgarniach dostępna jest druga część. Cóż, być może jednak po nią sięgnę. Tuchorski mnie nie zachwycił, ale nie było to również olbrzymie rozczarowanie. Raczej nie do końca trafiony wybór.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.