Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

16953 miejsce

Magia Oscara działa - recenzja nocy oscarowej w Multikinie

Oscary są najważniejszą nagrodą w świecie kina. Wiele osób podważa znaczenie tej nagrody, ale podczas nocy oscarowej w Multikinie przekonałem się, że magia tej nagrody działa. Zobaczyłem cztery filmy, z których każdy mogę gorąco polecić.

Nocna podróż z filmami oscarowymi rozpoczęła się od filmu "Zniewolony". Obraz Steve'a Mc Queena opowiadał o czarnoskórym mężczyźnie mieszkającym na północy USA, który w czasach kiedy niewolnictwo w południowej części Stanów Zjednoczonych kwitło, został porwany i zmuszony do pracy na plantacji. W moim odczuciu ten film zdecydowanie zasłużył na wyróżnienie. Reżyser pokazuje nam sytuację niewolników oczami głównego bohatera. Momentami ukazuje najbardziej dzikie instynkty, ale czasem też daje do zrozumienia, że wszędzie można znaleźć ludzi, którzy chcą zaoferować swoją pomoc. Najbardziej szokująca była jednak obojętność, którą producentom filmu udało się znakomicie wyeksponować. Obraz, w którym główny bohater walczy by nie stracić gruntu pod nogami i nie zawisnąć na szubienicy, podczas kiedy w tle wszyscy wykonują codzienne czynności, a dzieci beztrosko się bawią, może wywołać bardzo duże emocje. Nie bez znaczenia jest też rola Chiwetela Ejiofora czy Mihcaela Fassbendera, którzy potrafili fantastycznie te emocje przekazać. Po obejrzeniu tego filmu, nie miałem żadnych wątpliwości czy zasługuje on na Oscara. Na gorąco wręczył bym też nagrodę dla najlepszego aktora dla odtwórcy roli Solomona Northupa - wspomnianego wcześniej Chiwetela Ejiofora.

Kolejny film to "Wilk z Wall Street" i tu zaczęła się jazda bez trzymanki. Ten film to nie żadna giełdowa papka, to nie żaden ciężkostrawny finansowy bełkot. To obraz, który zmieni podejście wielu ludzi do zarabiania pieniędzy. Że sukces zdobywa się ciężką pracą? Tak, ale też w przypadku Jordana Belforta, czyli postaci, którą wykreował Leonardo Di Carprio, ramię w ramię z sukcesem idzie przekraczanie wszelkich możliwych granic jeśli chodzi o korzystanie z uciech życia. Według tego filmu młodzi maklerzy giełdowi, którzy szybko dorabiają się fortuny to zwyczajnie stado bezwzględnych wariatów, którzy potrafią sprzedać za ciężkie pieniądze obietnice zysków. Słowo "obietnica" jest w tym stwierdzeniu kluczem do właściwego rozszyfrowania pracy takiego maklera. A więc Wilk z Wall Street totalnie zmienił kierunek nocy oscarowej. Po pełnym emocji "Zniewolonym" zapewnił fanom dobrego kina salwy śmiechu i wyrył głęboko w pamięci obraz poważnego Leonardo Di Caprio, który za chwilę się upadnie po zażyciu zbyt dużej ilości przeterminowanych środków odurzających i zacznie pełzać do swojego samochodu, bo przecież do domu trzeba wrócić własnym autem. Czy ten obraz zasłużył na Oscara? Tak, ale przecież przed chwilą napisałem, że zasłużył też na niego "Zniewolony". W kategorii najlepszy aktor też zacząłem się zastanawiać czy Di Caprio był lepszy od Ejiofora.

Po takiej dawce kina w wersji hardcore, widzowie potrzebowali czegoś spokojniejszego. I w tym momencie na ekranie pojawił się film "Tajemnica Filomeny". I znów wyruszyliśmy w podróż. Tym razem naszymi przewodnikami byli Judi Dench i Steve Coogan, którzy wybrali się do Irlandii i USA w poszukiwaniu niewidzianego od 50-lat syna Filomeny (Judi Dench). Podróż momentami jest zabawna, momentami zaskakująca, naszpikowana dziwactwami starszej pani, ale także naładowana emocjami, zarówno pozytywnymi jak i negatywnymi. W moim odczuciu "Tajemnica Filomeny" nie była tak wyrazista jak poprzednie dwie ekranizacje, które zobaczyliśmy podczas nocy oscarowej, lecz jeżeli ktoś mnie zapyta czy warto obejrzeć ten film, odpowiem: To doskonały wybór na wieczór we dwoje, kiedy ma się ochotę na coś spokojnego, ale jednocześnie ambitnego.

Na koniec coś dla fanów science-fiction. Film "Grawitacja" z Sandrą Bullock i Georgem Clooneyem znakomicie oddał klimat tego gatunku. A doskonale wiadomo, że w tym przypadku nie efekty specjalne, choć i te stały na bardzo wysokim poziomie, a atmosfera oddaje prawdziwą wielkość obrazu. Na tę atmosferę składały się wydłużone ujęcia, które uwypuklały zapierające dech w piersiach zdjęcia planety Ziemi, czy George Clooney odpływający w bezkresną głębie kosmosu. To właśnie takie szczegóły powodują, że "Grawitacja" zasługuje na miejsce wśród klasyków gatunku. Dzieło Alfonso Cuarona w moich oczach nie zdołało podjąć rywalizacji ze "Zniewolonym" czy z "Wilkiem z Wall Street", a gra aktorska nie dorównała grze Di Caprio i Ejiofora, jednak miał w sobie coś takiego, co pozwalało liczyć, że ten film nie wyjdzie z gali oscarowej z pustymi rękoma. I jak się okazało nie wyszedł, bowiem "Grawitacja" otrzymała aż siedem Oscarów.

Podróż filmowa z nocą oscarową była wyjątkowa. Filmy, które były w tym roku nominowane rzeczywiście były prawdziwymi dziełami. Ich atutem jest fakt, że tak naprawdę każdy z nich może się spodobać ludziom, którzy gustują w odmiennych gatunkach. Mnie, jako fana kina grozy oraz s-f przekonała nawet "Tajemnica Filomeny", na którą pewnie nie zdecydowałbym się po przeczytaniu opisu. Jednak filmy nominowane przez Akademię Filmową mają jednak w sobie to coś, co pozwala oglądać je z przyjemnością. Każdemu z Was gorąco polecam obejrzenie wszystkich czterech filmów. A jeśli jeden z nich nie należy do Waszych ulubionych gatunków? Przekonajcie się czy na Was też zadziała oscarowa magia.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.