Facebook Google+ Twitter

Magia świąt

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2013-12-16 21:13

Warto zaprosić Jezusa na Święta, bo urodziny bez solenizanta są do bani.

Po co to wszystko?


Nie! Znów te święta?! Denerwuję się nie ze względu na to, że jest coś złego w przypominaniu pierwszego przyjścia Jezusa na świat. Wręcz odwrotnie. Przyznać należy jednak, że to, co się dzieje końcem grudnia praktycznie na całym świecie, niewiele ma wspólnego z Jezusem.

Komercjalizacja świąt jest faktem i nikt już specjalnie z tym nie walczy. Co rusz przesuwana jest graniczna data, kiedy w handlu rozpoczyna się walka o przedświątecznego klienta. Wabi się go świecidełkami, kolorowymi wstążkami, którymi owija się potencjalne prezenty, promocjami... Ostatnio jeden z marketów w Dublinie rozpoczął świąteczne promocje w sierpniu. Istne targowisko próżności. Dzięki Bogu nie bierzemy w tym udziału (?).
Cóż nam pozostaje do robienia w takie święta? Jedni skorzystają z wolnych dni, aby kogoś odwiedzić lub zwyczajnie wypocząć. Inni wspomną o Jezusie, zjadając uroczysty posiłek w gronie rodziny. Nie warto sobie narzucać jarzma nie do udźwignięcia tylko dlatego, że w święta wypada lub trzeba coś zrobić. Według statystyk na nadchodzące święta przeciętna rodzina w Polsce wyda 1200zł (jedzenie, prezenty, spotkania rodzinne lub ze znajomymi). Te same statystyki mówią też, że mniej więcej jedna piąta jedzenia wyląduje w koszu...

I znów: dzięki Bogu jesteśmy wolni (?) od gorączki zakupów, konieczności przejadania się i gapienia w telewizor. Pozostaje jednak ciekawość, jak ten Kevin... poradzi sobie sam w domu lub wielkim mieście... Notabene należałoby zaprząc pracowników opieki społecznej do wyśledzenia, dlaczego rodzice notorycznie zostawiają syna bez opieki. Niestety nie dowiem się już nic więcej w tym temacie. Pozbyłem się świecącego (i brzęczącego) srebrnego pudełka, a najbardziej przyczyniła się do tego cyfryzacja sygnału telewizyjnego, której nie chciałem się poddać.

Wham!


Konieczne jest jeszcze jedno dochodzenie w sprawie zanudzania słuchaczy na śmierć piosenką Last Christmas chyba we wszystkich radiostacjach. Nie ujmuję nic z estetycznych i muzycznych walorów tego utworu, ale od jego powstania w 1984 roku już się tego nasłuchałem. Poza tym piosenka ta nie ma nic wspólnego ze świętowaniem narodzenia Jezusa oprócz słowa „Christmas”. Bardziej pasuje do okoliczności dnia św. Walentego.
Zresztą, kolorystyka, ogólne przesłanie miłości i pojednania czy podarunki ujednolicają różne święta i ciężko jest dziś rozróżnić, co się z czym je. Jeden z redaktorów Wirtualnej Polski zasugerował połączenie Bożego Narodzenia z Walentynkami, a nawet ze świętem ludzi pracy 1 Maja. Kolorystyka ogólnie się zgadza, a takie zestawienie mogłoby być przyczynkiem do pojednania na linii chrześcijaństwo-socjalistyczny materializm.

Niech nas Gwiazda Betlejemska wiedzie!


Moglibyśmy rozważać również, czy Jezus faktycznie urodził się zimą (nie wypasa się wtedy owiec) oraz w którym roku. Prawdopodobnie miało to miejsce na przełomie marca i kwietnia i na pewno w 5. roku przed Chrystusem. Brzmi to kuriozalnie, ale tak jest w istocie. Wtedy też „narodziła się” nowa gwiazda, świecąc niezwykłym blaskiem przez około dziesięć tygodni. Zauważyli ją nie tylko perscy magowie (mędrcy ze Wschodu), ale według źródeł historycznych – również chińscy uczeni. Nie wiadomo do końca, jak mędrcy ze Wschodu traktowali Mesjasza, bo kilka lat później ta sama lub inna grupa perskich magów wybrała się do Rzymu, aby oddać hołd Neronowi.

(Nowa) Era reniferów


Takie szczegóły nie mają jednak znaczenia, jeżeli w ogóle nie mówi się o Jezusie podczas Świąt (wyjątkiem są koncerty kolęd – Oj, Maluśki, Maluśki...). Warto przecież zaprosić Jezusa na święta, bo urodziny bez solenizanta są do bani.

Co wokół słyszymy w zamian? Medialną papkę – lekką, łatwą i przyjemną i, co najważniejsze, do strawienia przez większość. Najbardziej rzuca się w oczy zastąpienie jakiejkolwiek namiastki historii o narodzeniu Mesjasza przygodami reniferów „ratujących święta” lub przywracających „magię świąt” i umożliwiającymi na czerwono ubranemu trollowi z okolic Bieguna Północnego rozwiezienie prezentów i sprawienie zgody pomiędzy ludźmi. Do tego stopnia jest to nachalne, że moje dzieci, choć lubią oglądać kreskówki, przewracają oczami jak słyszą w bajkach w co trzecim zdaniu o magii świąt i ratowaniu ich!

Zaczynam doceniać to, na co kiedyś mocno się krzywiłem: jasełka. Myślałem, że to takie katolickie (i pomieszane z ludowymi powiarkami) i dlatego nie warto się tym interesować. Teraz sądzę, że w tych katolickich zwyczajach jedno jest dobre: występują tam Józef, Maria no i oczywiście Jezus, a nie głupawe trolle, renifery czy jeszcze coś innego.

Rok temu moja córka Zosia występowała w szkolnych jasełkach, grając Gabriela. Mocno się zdziwiłem, gdy poprzez to przedstawienie została opowiedziana Dobra Nowina w najbardziej ewangelicznie czystej formie. Zaczęło się od stworzenia świata i ludzi, poprzez upadek Adama i Ewy, aż do konieczności odkupienia z grzechu i najradośniejszej wieści: narodził się Zbawiciel! To się chwali! Brakowało tylko wezwania, kto chciałby oddać życie Jezusowi.

Na pewno jest to o niebo lepsze od poddawania się hollywoodzkiej, disneyowskiej wizji społeczeństwa zaangażowanego w przystrajanie domostw w kolorowe świecidełka i nie myślącego o Zbawicielu. Wałkowanie tych samych filmów w telewizji przez kilkanaście lat doprowadziło do zmiany wektorów sposobu myślenia. Jak mawiał Goebbels: kłamstwo odpowiednio często i długo powtarzane, staje się prawdą.

Co jest święte, a co nie?


Nie dajmy się zwariować! Również wszelkiej maści apologetom próbującym udowodnić pogańskie źródła chrześcijańskiego świętowania. W hinduizmie na przykład jest około 10 tys. odłamów i bóstwa liczone przez niektórych nawet w setkach milionów. Trudno by było znaleźć w kalendarzu dzień wolny od jakiegoś bożka. Z tego względu nie przejmowałbym się zbytnio takim czy innym umiejscowieniem poszczególnych świąt.

Żebyśmy nie skończyli jak pewien wiekowy (naprawdę miał blisko sto lat) adwentysta, który przekonywał mnie, że nie należy świętować niedzieli, bo po angielsku Sunday oznacza Dzień Słońca. Odkryłem przed nim skrywaną od pokoleń tajemnicę, że sobota (ang. Saturday) to Dzień Saturna i niech sobie wybierze, co lepsze. Zaniemówił i bałem się, że mu serce stanie, ale na szczęście przeżył to objawienie.

Smacznego


Podejrzewam, że nawet najbardziej zażarci przeciwnicy Bożego Narodzenia – „prawdziwi” chrześcijanie oraz ateiści – nie odmówią, gdy ktoś ich poczęstuje jakimś tradycyjnym świątecznym przysmakiem (niedostępnym przez cały rok) i poproszą o dokładkę.

Werset biblijny musi być (dla spokoju sumienia apologetów)


Jak mówi Pismo: My zaś, którzy należymy do dnia, bądźmy trzeźwi, przywdziawszy pancerz wiary i miłości oraz przyłbicę nadziei zbawienia (1Tes.5:8).
(Wojciech Wieja)

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Panie Wojtku, proszę poprosić redakcję o zdjęcie statusu "gościa dnia" skoro to Pański tekst i jest Pan zarejestrowanym autorem serwisu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Na pewno po części skłania do refleksji. Ale żeby bardziej pobudził do tej właśnie refleksji, przemyśleń - warto było dodać więcej tekstu o p.Jezusie, Narodzinach, chrześcijaństwie, wierze itp.- a nie skupiać prawie całej swojej "energii" na promocjach i marketingu.... Ale tak jak już wcześniej napisałam - dobry tekst :)
Pozdrawiam już prawie świątecznie ;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękuję za komentarz. Dobrze, że fajnie się czytało :-) Poza "fajnym czytaniem" zależy mi, aby tekst pobudzał do refleksji - a najważniejsze, aby skłaniał do uczczenia Tego, z powodu którego Święta organizujemy.
Wojtek

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wszystko zależy jak patrzymy na święta, czy przez pryzmat chrześcijaństwa czy marketingu. "Last Christmas" mnie sie osobiście podoba i kojarzy ze świętami (nie o słowa) ale o melodie tu chodzi aby chodziła za nami w ten świąteczny czas. Ale dla miłośników pastorałek czy też piosenek świątecznych - co roku powstają nowe, wykonywane przez różnych wykonawców. Dla każdego coś sie znajdzie :)...Filmy świątecznych też jest mnóstwo, a i tak jest ciągle "Kevin..." :]....Pozdrawiam - fajnie się czytało ;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.