Facebook Google+ Twitter

Magiczna (nie)moc świąt

Wreszcie nastał grudzień. Pewnie każdemu z nas kojarzy się on ze Świętami. Nie mogłoby być inaczej.

Rok w rok, od lat wielu, miesiąc ten staje się przedświąteczną gorączką, która w trakcie zmienia się w gorączkę świąteczną i kończy się również - jakże by inaczej - poświąteczną gorączką. No cóż, taka już nasza tradycja. Z racji, iż Boże Narodzenie jest jednym z najważniejszych świąt chrześcijańskich, nam, katolikom, wręcz nie wypada zapomnieć o celebrowaniu tej okazji. Jednak to, co od zarania miało stanowić wyraz głębokiej wiary, poprzez mistyczne przeżywanie narodzin Chrystusa, w jakiś sposób straciło swój urok, przynajmniej w moim odczuciu. Całe to pomniejszenie wyjątkowości świąt, spowodowane jest być może zatraceniem się w codziennym życiu, brakiem czasu na rzeczy "mniej ważne", a może po prostu zwykłym lenistwem. Na pewno nie chodzi tu o starzenie się, bo w końcu nasi dziadkowie, już być może jako nieliczni, potrafią w należyty sposób obchodzić święta, i to z własnej woli. W sumie, mimo wszystko - chwała im za to.

Wydawać by się mogło, że wszystko wokół sprzyja nam w świętowaniu. W końcu już od początku grudnia, na każdym kroku spotkać możemy jakże atrakcyjne promocje. Oczywiście znaczenie ma tu powszechnie znana komercja – w okresie przedświątecznym zyski sklepów oraz wszelakich przedsiębiorstw produkujących zabawki, ozdoby, czy jedzenie, wzrastają kilkakrotnie. Nie ma się więc co dziwić, że wszelakie reklamy tak wcześnie zachęcają nas do rozpoczęcia szału zakupów. Nie sposób nie ulec tak kuszącym ofertom. Nie myślimy jednak wtedy choćby o konsekwencji pustych kieszeni. W ten oto sposób bardziej cieszy i angażuje nas robienie zakupów oraz przygotowywanie tego wszystkiego. Poza tym, od kilku lat zauważyć też można, jak to inne, kiedyś mało znaczące święta – o ile można je tak nazwać – stały się nazbyt popularne. Może za jakiś czas to halloween będzie najważniejszym świętem w roku. Oby nie. Nieustannie powtarza się ten sam schemat Bożego Narodzenia. A jednak Wigilia nie wygląda już tak jak powinna. Większości pewnie kojarzy się z jedzeniem, a nie z czytaniem Biblii, dzieleniem się opłatkiem, czy wspólnym śpiewaniem kolęd. Same dni świąteczne to oczywiście Msza Święta w kościele – bo trzeba, odwiedziny rodziny – też nie zawsze z własnej woli, lecz z obowiązku. No i oczywiście wielogodzinne seanse filmowe, jakie serwują nam wszystkie stacje telewizyjne. Do tego prezenty – coraz bardziej wymagające, a nie podarowane prosto z serca. A co jeśli naprawdę chciałoby się przeżyć Boże Narodzenie jak najpiękniej? Nie wiem, czy by to się udało. W końcu wszystkie obowiązki studenckie zawsze są na „po świętach”, bo przecież profesorowie nie są świadomi tego, iż nie tylko oni chcą odpocząć w tym błogim czasie. Jak byłam dzieckiem, w czasie świąt wszystko miało tę "magię", nic innego nie było ważne. Każdy element - choinka, śnieg, szopka, wspólne kolędowanie, miał ogromne znaczenie. Doceniało się bliskość rodziny, było się nieświadomym wszelkich problemów i smutków.
Może to z braku kogoś, przy kim to wszystko nabrałoby sensu, mamy często takie podejście do świąt. Może to właśnie dlatego wszystko traci swój urok. Często powodem tego jest własna głupota, brak odwagi, by to zmienić. Chyba wszyscy, gdzieś tam w środku, marzą o spędzeniu świąt w rodzinnym gronie, przy blasku choinki i cieple rodzinnym. Szkoda, że nie każdy to ma. A przecież chciałoby się powrócić do dziecięcej beztroski, gdy problemy nie zakłócały pięknych chwil, kiedy stwierdzenie „Święta, święta i po świętach” przynosiło smutek i żal, a nie ulgę…

Zarejestruj się i napisz artykuł
Znajdź nas na Google+

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.