
Ma to być sposób na eliminację edukacyjnych patologii. Środowisko naukowe broni prac. – Z patologiami można walczyć inaczej – przekonują naukowcy. – Prace często pisane są niesamodzielnie, promotorzy mają pod opieką zbyt wielu studentów i nie są w stanie ani im pomagać, ani później przeczytać czasami trzystu prac – twierdzi Ewa Kafarska, rzeczniczka Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Jako przykład podaje jedną z łódzkich niepublicznych szkół, gdzie zaakceptowano temat pracy: „Moje doświadczenia z promocji w hipermarkecie”. – Po co zajmować sobie czas takimi bzdurami? – przekonuje Kafarska.
Odejście od pracy magisterskiej nie byłoby obowiązkowe. Decydowałyby się na to te uczelnie, które chcą walczyć z patologią. – Pisanie pracy na niektórych kierunkach mógłby zastąpić staż, prezentacja, egzamin ustny – wyjaśnia. – W niektórych krajach studia nie kończą się obroną pracy – dodaje i zaznacza, że osobiście jest za tym, by pierwszą samodzielną pracę naukową w swoim życiu pisali humaniści. Przeważającej części środowiska naukowego pomysł się nie spodobał. – Nie jest udany z dwóch powodów. Po pierwsze nie widać na horyzoncie innego równie dobrego i taniego sposobu mierzenia efektów kształcenia. A musi być jakiś obowiązek kończący studia, by można było sprawdzić, czego uczelnia nauczyła. Były głosy, by zastąpić pracę egzaminem ustnym, ale wtedy gubi się aspekt redagowania czegoś. Z kolei cztery duże eseje mogłyby zastąpić pracę magisterską, ale byłoby to bardziej czaso– i kosztochłonne – ocenia Zbigniew Marciniak, przewodniczący Państwowej Komisji Akredytacyjnej, która kontroluje uczelnie. Jak dodaje, w czasie dyskusji wyszły na jaw wstydliwe powody narodzin pomysłu. – Że nie możemy poradzić sobie z plagiatami? Żałosny argument. Drugi też był kiepski – wydziały prawa i administracji lobbowały za pomysłem, bo nabrały za dużo studentów i nie były w stanie obsłużyć wielkiej liczby pisanych przez nich prac – zdradza Marciniak.
Parlament Studentów też nie jest zachwycony pomysłem. – To zależy od kierunku, ale jako przyszły inżynier nie wyobrażam sobie zniesienia pracy. Z plagiatami, tak częstymi na kierunkach społeczno–ekonomicznych, trzeba po prostu walczyć – mówi Leszek Cieśla, przewodniczący Parlamentu Studentów RP. Rektorzy uczelni publicznych również negatywnie wypowiedzieli się o pomyśle. – Pisanie pracy uczy wielu rzeczy, np. jak składać myśli. W USA kiedy student robi magisterium, też pisze rozprawę – mówi prof. Tadeusz Luty, przewodniczący Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich. – Co najmniej połowa prac jest bardzo cenna. Bywają lata, że do 10 z nich drukuje się w formie książkowej! – mówi dziekan Wydziału Polonistyki UJ dr hab. Jacek Popiel. Rektorzy będą omawiali projekt nowelizacji z ministerstwem na początku września. Według prof. Lutego, resort chce od pomysłu odejść. Marciniak idzie dalej – To nie było nigdy traktowane serio.
Anna Zielińska