Facebook Google+ Twitter

Majubaju czyli Mai Sontag bajanie o szerokim świecie

Ilu z nas marzy o podróży dookoła świata? Prawie każdy. A ilu z nas podejmuje wysiłek, wychodzi poza utarte koleiny swojego życia, pakuje się i jedzie? No właśnie. A Maja Sontag pojechała. I jeszcze napisała o tym książkę.

 / Fot. J. LepiorzWe wstępie autorka opowiada nam nie tylko o pielęgnowanym przez całe życie marzeniu – podróży dookoła świata – ale także o tym, jak w pewnym momencie schemat życia codziennego stał się dla niej przyciasny i zaczął ją uwierać. W jaki sposób wystąpiła z szeregu i stała się jedną z nielicznych, którzy spełniają swoje marzenia? Recepta na to okazuje się zaskakująco prosta - wsparcie najbliższych, solidna logistyka oraz upór, który pozwala widzieć wszelkie przeszkody jako wyzwania a nie jako powody do rezygnacji.
Wstęp jest inny niż reszta książki. Na początkowych stronach podróżniczka odkrywa nam skrawek swojej duszy, opowiada o pragnieniach, niedosytach i marzeniach. Potem forma narracji się zmienia. Maja Sontag w podróży, z ciężkim plecakiem i mapą w ręce, nie rozwodzi się zbytnio nad szczegółami i nie ma skłonności do drobiazgowej analizy swojej sytuacji. Skupia się na tym, by mieć co jeść, gdzie spać i by dotrzeć tam, gdzie chce. A potem zdać z tego relację.

Pomysł podróży dookoła świata wydaje się samej podróżującej w równym stopniu zwariowany jak realny. Bo z jednej strony jej umysł broni się przed wizją tak długiego i dalekiego wojażu. W opozycji staje jednak serce, kusząc: czemu nie? Ważne, by przełamać ten opór i dać się ponieść ciekawości. Maja Sontag nie ma z tym wielkiego problemu. Od samego początku daje się poznać, jako osoba ciekawska, odważna i niesamowicie kontaktowa. Nie boi się też niestandardowych rozwiązań. Wręcz przeciwnie! Łaknie ich i nimi cieszy się najbardziej. Najszczęśliwsza jest, gdy podróżuje najtańszymi środkami transportu, ramię w ramię z „lokalsami”. I nieważne, że ciasno, aromatycznie a pakunki z żywym inwentarzem nie dają w nocy spać. Dla niej ważne jest, by poznać życie w jego prawdziwej odsłonie, nie w upiększonej wersji, dla turysty z aparatem, którego przewodnik prowadzi za rączkę. Mierząca ponad 190 cm głośna i roześmiana dziewczyna z Polski budzi zrozumiałe zainteresowanie wśród mieszkańców zapadłych wiosek i mniejszych miast. Zainteresowanie to szybko zmienia się w sympatię. Mai nie sposób nie lubić. Uśmiech i otwartość w ogromnej większości przypadków okazują się uniwersalnym środkiem komunikacji. Budzi zaufanie. Podróżniczka sypia więc w kuchniach swoich egzotycznych gospodarzy, na zapleczach ich sklepów. Jest traktowana jak „swoja”.
Większość z tego, co autorka pisze o nieznajomych spotykanych na swojej trasie, tchnie optymizmem. Można na nowo uwierzyć w ludzi i ich dobre chęci. Według doświadczeń autorki ludzie, mimo, że są w większości nieśmiali i wycofani, wobec prośby o pomoc staje na wysokości zadania, robiąc nawet więcej niż to, o co się ich poprosiło.

„Majubaju” niesie ze sobą mnóstwo informacji. Praktycznych, istotnych, zabawnych, intrygujących. Poznajemy świat oczami Mai, który pyszni się przed nią w coraz to nowej odsłonie – biednej, bogatej, kolorowej, szarej, przyjacielskiej rzadziej nieufnej i zamkniętej. A Maja Sontag to wszystko bierze na klatę, podchodzi z bliska, poznaje z ciekawością, która nieraz graniczy z naiwnym przekonaniem, że jej nic złego przecież nie może się stać.

Motto Maji Sontag? Zagubić się i dać się odnaleźć. Niemal w co drugim zdaniu odnajdziemy jej niechęć do zorganizowanej turystyki, gdzie wszystko ma się podane na tacy. Maja schodzi z turystycznych szlaków, ucieka z miejsc oczywistych, na wskroś skomercjalizowanych, po których turystów prowadzi się utartymi ścieżkami, nie dając wyboru i przestrzeni na własne doznania. Woli dać się ponieść fali wydarzeń, zaczekać na przygodę, pozwolić jej przyjść swoim tempem. I nie narzekać, nie wymagać, tylko brać co jest i cieszyć się, że było nam dane. To piękna filozofia.

Teraz słowo o stylu. Jeśliby powstałaby oś charakteryzująca styl autorów piszących o podróżach i na jednym jej końcu byłby Andrzej Stasiuk, Maja Sontag wyznaczałaby jej drugi koniec. Jej styl jest prosty, konkretny i dynamiczny. Akcja toczy się wartko, bez zbędnych przestojów. Gdy okoliczności zwalniają, Maja odczekuje nieco, tylko po to by z jeszcze większym impetem wyrwać się z nich, gnana potrzebą zmian, głodem nowego i nieznanego.
Nie znajdziemy tu rozbudowanych metafor, metafizycznych przemyśleń czy dorabiania filozofii do prostych czynności. I tutaj, w zależności od tego, czego oczekujemy od opisu podróży – mistycznych przeżyć duchowych czy konkretnych rad i ciekawostek – będziemy zawiedzeni lub też usatysfakcjonowani. Jako że sam należę do fanów prozy Stasiuka, relacja Mai Sontag była dla mnie zbyt oczywista, momentami ciężkawa i pomijająca wiele wątków, które na pewno warto byłoby rozwinąć. Z drugiej jednak strony dynamizm, z jakim przemieszczamy się po wsiach, miastach i krajach przyprawia o pozytywny zawrót głowy i daje cudowne poczucie, że cały świat leży przed nami otworem. Wystarczy tylko rozpocząć wędrówkę.

Czego oczekuje od książki sama autorka? Żeby choć jedna osoba po przeczytaniu jej poczuła tak nieodpartą ciekawość świata, by ruszyć w drogę. Nie, żeby od razu miała go okrążać. Ale żeby na początek zeszła z kanapy, otwarła drzwi i ruszyła gdziekolwiek. Ku nieznanemu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.