Facebook Google+ Twitter

Mała książeczka o wielkim pedagogu - recenzja książki o Korczaku

Wznowienie przez krakowskie Wydawnictwo WAM książki "Janusz Korczak. Życie dla dzieci" Ericha Dauzenrotha zbiegło się z ogłoszeniem w Polsce Roku Korczakowskiego. Ale nie tylko dlatego warto zapoznać się z tą opowieścią.

Okładkę książki zaprojektował Andrzej Sochacki. / Fot. www.wydawnictwowam.plSkromną objętościowo biografię tego "ojca cudzych dzieci", jak m.in. nazywano Janusza Korczaka, napisał profesor Erich Dauzenroth, pracownik naukowy Instytutu Pedagogiki Uniwersytetu Justusa Liebiga w niemieckim Giessen. Ten naukowiec od wielu lat zajmuje się propagowaniem postaci Korczaka i jego dzieła. W tym celu stworzył Centralny Ośrodek Badań Korczakowskich przy wspomnianym wcześniej uniwersytecie, a także założył Archiwum Korczakowskie (kilkanaście zdjęć z niego pochodzących można znaleźć w książce "Janusz Korczak. Życie dla dzieci").

Wydaje się jednak, iż integralną współautorką omawianej książki jest jej tłumaczka, Teresa Semczuk, która w obszernych przypisach wyjaśnia, prostuje i uzupełnia przytaczane przez niemieckiego autora fakty z życia i cytaty z dzieł Starego Doktora. Powołuje się przy tym na wiarygodne, najnowsze badania spuścizny pedagogicznej i literackiej Janusza Korczaka. Dotyczą one na przykład rzekomej roli, którą w rodzinie Goldszmitów (tak brzmiało prawdziwe nazwisko autora "bankructw małego Dżeka") miała odgrywać religia mojżeszowa. Przywoływana przez tłumaczkę znawczyni życia Korczaka Hanna Mortkowicz - Olczakowa stwierdza natomiast, iż jego dom był domem o obyczaju czysto polskim bez tradycji religii mojżeszowej. Sam Dauzenroth z kolei prostuje tkwiący w zbiorowej świadomości wielu ludzi mit o bohaterskim wymarszu Janusza Korczaka z dziećmi z getta na Umshlagplatz, skąd wszyscy udali się w ostatnią drogę, do obozu zagłady w Treblince. Jeden ze świadków, którzy rozmawiali z niemieckim profesorem mówi, iż deportacji towarzyszyła raczej apatia, bezwład i automatyzm. "Nie było śpiewu, dumnie podniesionych głów" - wspomina Marek Rudnicki, dodając ponadto, że nikt z Gminy Żydowskiej nie interweniował w sprawie ocalenia Korczaka.

Z książki Ericha Dauzenrotha dowiemy się także, skąd biorą się rozbieżności dotyczące daty urodzenia Janusza Korczaka (1878 czy 1879?); poznamy pochodzenie pseudonimu autora "Króla Maciusia I" i propagowane przezeń zasady wychowania oraz organizację jego szkoły. Autor przytacza też momentami kontrowersyjne, a przecież nie pozbawione racji sądy Korczaka, jak choćby ten o rodzicielstwie: (...) nawet pucybutem bez kwalifikacji być nie można (...) Ale ojcem i matką może być każdy, kto tylko zechce.

Ta niepozorna, także z powodu swojego kieszonkowego formatu książeczka stanowi prawdziwe kompendium wiedzy o życiu i działalności tego "cichego bohatera naszego stulecia", jak nazywał Korczaka Władysław Bartoszewski, również z powodu starannie opracowanego kalendarium jego życia, bibliografii oraz zdjęć z prywatnego archiwum Starego Doktora. Przystępna cena książki (19,90 zł) powinna spowodować znalezienie się jej w każdej bibliotece szkolnej, by móc po nią sięgać nie tylko w Roku Janusza Korczaka.

Erich Dauzenroth, Janusz Korczak. Życie dla dzieci
Przekład: Teresa Semczuk
Wydawnictwo WAM (wydanie II)
Kraków 2012

Znajdź nas na Google+

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Marta Dutkiewicz
  • Marta Dutkiewicz
  • 25.03.2012 22:55

Rownież i ja interesowałam się postacią Janusza Korczaka,pedagoga,który razem z dziećmi w czasach Zagłady,poszedł z nimi dobrowolnie na śmierć. Mógł się uratować lecz nie chciał. Miał świadomość tego,że idą na śmierć a dzieci jej nie miały. Do ostatniej chwili starał się je,chociaż w taki sposób chronić. Z tego,co jest mi wiadome,korzystał w swojej pracy pedagogicznej z odkryć i wiedzy Marii Montessori - włoskiego pedagoga i pierwszego w historii Włoch, lekarza- kobiety. Janusz Korczak miał swoje osobiste tragedie i tajemnice. Chyba się nie mylę ale zdaje się,że w jakimś swoim Dzienniku opisał fakt,że on sam nigdy nie będzie mógł mieć własnych dzieci,gdyż ma świadomość tego,że mógłby przekazać im gen ciężkiej choroby psychicznej,po jego ojcu. Te dzieci z Domu Sierot kochał tak,jak najlepszy ojciec i był dla nich wielkim autorytetem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.