Pozycja materiału w rankingach:
Kolory mają długą historię. Niewiele osób, poza malarzami, specjaliści od reklamy i mody, traktuje je poważnie. Kolory są nośnikami kodów, tabu, przesądów, którym ulegamy nawet nie zdając sobie z tego sprawy.
Michel Pastoureau - historyk, antropolog, profesor Sorbony, od ponad od 25 lat zajmuje się historią kolorów. Napisał na ten temat ponad 40 książek: między innymi „Bleu. Histoire d’une couleur”, „Couleurs, images, symboles”, „La Bible et les saints”, „Dictionnaire des couleures de nos temps”. Na język polski została przetłumaczona jego książka „Diabelska materia. Historia pasków i tkanin w paski”. O znaczeniu kolorów dawniej i dziś wie chyba wszystko. Rozmawia na ten temat z pisarzem Dominique Simonnet.Zobacz także:
Artykuły
(67)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(4.25)
Wiek: 55 | Miejscowość: Kraków | Kraj: Polska
O mnie: Pisanie jest dla mnie porządkowaniem myśli, oswajaniem stresu. Czytanie - przyjemnością.
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Krystyna Nita 10.06.2011 08:47
Panie Mariuszu,
Ani mi w głowie złościć się na Pana:)
Moje kłopoty z nadawaniem tytułów nie są winą Redakcji. Gdy zaczynam pisać artykuł, mam już dużo wcześniej cały jego kształt w głowie. Zajawkę i tytuł piszę na końcu i natychmiast posyłam materiał do moderacji. Powinnam taki tekst odłożyć "do szuflady na dwa tygodnie", a później przeczytać tak, jak obcy tekst. Niestety, nie robię tego i nie mam dystansu do własnej pracy. Stąd często chybione tytuły i zajawki.
Jeśli chodzi o zamysł napisania powieści o tęczy… To bardzo ciekawy i głęboki temat.
Pastoureau przypomina, że dorośli Francuzi każą wierzyć dzieciom, że u stóp tęczy ukryty jest skarb. Symbolika tego wierzenia jest bardzo złożona...
Mariusz Orłowski 09.06.2011 13:48
Krystyna Nita - moje tytuły redakcja W24 też zmienia, bo jej się nie podobają, i wychodzą z tych ich zmian nieadekwatne paszkwile (zresztą treść artykułów też zmienia), więc sugeruję Pani wstawiać takie tytuły jak Pani czuje, bez zwracania uwagi na uwagi redakcji. Moim zamiarem nie było krytykowanie Pani, tylko zwrócenie uwagi na coś konkretnie odnośnie Pani artykułu. Jeśli wyraziłem się nieprecyzyjnie i zasadnie odniosła Pani wrażenie, że Panią atakuję, to przepraszam. Po za tym - jak inni - odnoszę wrażenie że Pani komentarze pod artykułem są wartościowe i same w sobie stanowią godne uwagi teksty. Nie chcę żeby Pani była na mnie "zła", bo akurat do Pani "nic nie mam" (mam do kilku innych autorów W24 jako osób). Co do barw - planuję napisać symboliczną powieść fantasy pt. "Tęcza", z tego powodu studiowałem długo różne aspekty kolorów, i być może poprzez to (mój nakład czasu i starań) Pani artykuł mnie dotknął emocjonalnie.
ja 09.06.2011 10:32
Oczywiście, że ma. Artykuły Autorki zawsze są na poziomie i zawsze informują o czymś mało znanym lub wręcz nieznanym. Świetnie też, że do komentowania włączył się Mariusz Orłowski. Dzięki niemu pojawiły się posty poszerzające tematykę. A tak zapewne znowu zakończyłoby się na czczych pochlebstwach, na których (jak sądzę) akuratnie tej Autorce nie za bardzo zależy.
Krystyna Nita 08.06.2011 21:11
Zdecydowanie nie czuję się naukowcem.
Jeśli komentarze są ciekawsze niż artykuł, to cała ta dyskusja ma sens:))
Krystyna Nita 08.06.2011 20:23
Panie Mariuszu,
Mam kłopoty z nadawaniem tytułów moim artykułom. Nie tylko Panu się nie podobają. Redakcja również często je zmienia. Pewnie powinnam nad tym popracować. Muszę obmyślić, jak to zrobić skutecznie.
Jeśli jednak Pan pisze, że się nie postarałam, to trudno mi przystąpić do merytorycznej dyskusji. W takim momencie uruchamia się we mnie mechanizm obronny. Czuję się źle potraktowana. Zarzut jest niesprawiedliwy. Odbieram to jak agresję. A z agresją radzę sobie źle.
Pisze Pan, że "w Polsce jest niezdrowa sytuacja, polegająca na niechęci do merytorycznej krytyki - np. w nauce uczeni pochlebiają sobie wzajemnie, nie ma selekcji negatywnej prac naukowych czy tytułów naukowych i nauka przez to cierpi (brak odwagi intelektualnej polegającej na wskazywaniu błędów oraz na przyjmowaniu krytyki)".
Zgadzam się z Panem. Muszę jednak dodać, że w Polsce nie przestrzega się kultury dyskusji. Nie potrafimy konstruktywnie krytykować. Można przecież skrytykować czyjąś pracę nie raniąc autora. Krytyka powinna być motywująca. Można wskazywać błędy w taki sposób, że przyjmie się krytykę z wdzięcznością:)
Pisząc mój artykuł, chciałam przekazać informacje, który czytelnik nie znajdzie w tej chwili w polskiej literaturze.
Pisze Pan, że powinnam sięgnąć do innych źródeł…
Tak jak już pisałam, przymierzałam się do tego, ale świadomie zarzuciłam ten zamysł. Moje artykuły są za długie. Nie chcę streszczać dzieł, które są w Polsce dostępne (wpływ kolorów na samopoczucie jest na Wikipedii, badania fizyczne i chemiczne http://www.chemia.uj.edu.pl/~lojewski/wykladySP/PIGMENTY%20-%20Charakterystyka%20tabelaryczna.pdf
Barwy w malarstwie - jest wiele dzieł naukowych. Są one jednak napisane pod innym kątem niż zrobił to Pastoureau).
Przypomniałam sobie, że we Francji oglądałam kiedyś dużą, ciekawą wystawę ART BRUT. Były to obrazy malowane przez pacjentów szpitali psychiatrycznych. Kolorystyka była niesamowita – kolory bardzo żywe z przewagą czerwieni i niebieskiego. Podobno można diagnozować choroby artystów malarzy na podstawie kolorystyki ich obrazów. Prowadzi się też terapię poprzez sztukę, między innymi poprzez malarstwo. W Polsce też się to robi. Rozmawiałam na ten temat z lekarką, która sama maluje i prowadzi terapię zajęciową. Spotkałam ją na jakimś seminarium kilka lat temu i nie potrafię z pamięci przytoczyć szczegółów. Nie pomyślałam o tym w czasie pisania artykułu…
Można było artykuł uściślić od strony mineralogicznej, do czego namawia mnie przyjaciółka. Cytuję jej wiadomość:
"Barwniki czerwone uzyskiwano tylko z jednego tlenku Fe - hematytu (drugi magnetyt jest po sproszkowaniu - czarny) i jednego tlenku rtęci - cynobru, natomiast drugi metacynabaryt jest także czarny.
W Biblii występuje szafir, nie dlatego że był to kamień niebieski szczególnie ulubiony, ale dlatego że księgę te tłumaczono z wersji greckiej - Septuaginty, a po grecku "sappheiros" oznaczał podobnie jak po hebrajsku sappir kamień niebieski. Odnosiło się to głównie do lapis-lazuli. Lazuryt bowiem wydobywany już od 6000 lat w Badachszanie (Afganistan) był jednym z najcenniejszych kamieni zarówno w Mezopotamii jak i w Egipcie. Wobec tego występował również w cywilizacji leżącej "pośrodku".
Oczywiście teraz trudno odtworzyć gdzie w Biblii pod tym pojęciem mieści się lazuryt a gdzie rzeczywiście szafir (bo i on był ówcześnie znany), no chyba, że jak w księdze Hioba mowa jest o wpryśnięciach "złota" - tylko w lazurycie występują wrostki pirytu. 10 przykazań było podobno wyrytych na płycie z lazurytu".
Czy tak jest lepiej?
BARBARA Romer Kukulska 08.06.2011 19:17
-@Isabello , masz rację to portal informacyjny a nie naukowy ani fotografii artystycznej.
-@ Krystyno, wydaje mi się, że te wszystkie uwagi, niby krytyczne , odbierasz zbyt osobiście. One spowodowały lub sprowokowały , że napisałaś w komentarzu bardzo interesujące wyjaśnienie jak artykuł powstał. Powiem szczerze , że dla mnie jest ono nawet bardziej wartościowe niż sam artykuł o kolorach, choć poświęciłaś mu miesiąc pracy.
pozdr. B.
Isabella Degen 08.06.2011 18:51
I jeszcze dodam...Wiadomości24, to serwis informacyjny, nie portal rozpraw naukowych !
Mariusz Orłowski 08.06.2011 17:37
Isabella Degen - Pani komentarz (ręka rękę myje) wydaje mi się śmieszny. Ja pracuję pisząc, prozę oraz publikacje naukowe (także takie po 200 stron), które są wysoko oceniane, więc zarzucanie mi że nie mam pojęcia o tym ile pracy trzeba włożyć w zgromadzenie źródeł, analizę tematu i napisanie intersubiektywnego tekstu jest absurdalne. I mając te doświadczenia, podtrzymuję swoje twierdzenie że autorka się nie wysiliła.
Mariusz Orłowski 08.06.2011 17:27
Krystyna Nita - ja nie domagałem się badań ani przestrzegania zasad metodologicznych czy etycznych z zakresu nauki, zwróciłem uwagę na zwyczajną rzetelność dziennikarską, nie naukową. Bo także dziennikarz powinien badać różne źródła i na ich podstawie opisywać zjawiska, a nie streszczać jedno źródło i temu streszczeniu nadawać tytuł wskazujący na opis całego zjawiska zamiast na przytoczenie opisu tego zjawiska z jednego źródła.
Co do twierdzenia, że Pani tylko dzieli "się wrażeniami, spostrzeżeniami i zainteresowaniami" - taki zakres artykułu pasuje do formy recenzji (jak już pisałem). Nie rozumiem Pani odpowiedzi, bo ona nie jest ustosunkowaniem się do mojego komentarza (bowiem nie pisałem, że Pani tekst jest zakłamany, nieciekawy czy nienaukowy, i nie widzę abym Panią "poniewierał"). Ponadto uważam że w Polsce jest niezdrowa sytuacja, polegająca na niechęci do merytorycznej krytyki - np. w nauce uczeni pochlebiają sobie wzajemnie, nie ma selekcji negatywnej prac naukowych czy tytułów naukowych i nauka przez to cierpi (brak odwagi intelektualnej polegającej na wskazywaniu błędów oraz na przyjmowaniu krytyki). Podczas gdy np. w Danii, uczony czy pracownik który nie krytykuje firmy i szefa jest uważany za zdrajcę i szpiega, bowiem z braku jego krytyki może wynikać - wg Duńczyków - tylko tyle, że nie działa na korzyść rozwoju, myśli o sobie samym (własnych dobrych relacjach środowiskowych) lub jest szpiegiem czy wrogim agentem.
Isabella Degen 08.06.2011 11:19
Krystyno, nie przejmuj się tymi co krytykują i stawiają czerwone łapki. To są ludzie co nie mają pojęcia ile pracy i czasu potrzeba na takie rzeczowe artykuły jak Ty piszesz. Ten kto sam pisze dobrze wie, jest pełen uznania dla Twojej pracy. Pozdrawiam.
Happening po japońsku - artysta nakarmił gości swoimi genitaliami
(odsłon: +6666)