Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

2717 miejsce

Malborskie tajemnice. Zabójstwo Wielkiego Mistrza

Zamek w Malborku był areną wielu historycznych wydarzeń. Odbywały się tu także wielkie biesiady i uroczystości. Jego ceglane mury stały się też świadkiem zabójstwa jednego z wielkich mistrzów Zakonu Krzyżackiego – Wernera von Orselna.

Jedna z legend krzyżackich głosi, że zaraz po utworzeniu chrześcijańskiego Królestwa Jerozolimskiego, nieznany Niemiec założył na terenie Ziemi Świętej szpital. Dom, w którym szpital ów miał siedzibę, był tym samym, w którym Jezus Chrystus odbył ostatnią wieczerzę ze swoimi uczniami. Placówka miała udzielać pomocy niemieckim pielgrzymom i nosiła nazwę Szpitala Najświętszej Maryi Domu Niemieckiego w Jerozolimie. Dało to początek późniejszemu Zakonowi Niemieckiemu.

Kiedy w 1187 roku sułtan Saladyn odbił z rąk krzyżowców Jerozolimę, nakazał wszystkim chrześcijanom opuszczenie miasta. Zezwolił jedynie kilku braciom Domu Niemieckiego pozostać na terenie miasta na pewien czas, aby opiekowali się chorymi. Wkrótce jednak przyszedł czas, by i oni opuścili tereny muzułmańskiego państwa. Zabrali jednak ze sobą fragmenty fundamentów z pierwszej siedziby ich domu w Jerozolimie.

Zamek w Akkce / Fot. autor nieznany/ na licencji GNU / http://pl.wikipedia.org/wiki/Grafika:Zamok_Akko_Acre_Oblężenie Akki przez krzyżowców, przyniosło wojskom chrześcijańskim wiele strat w ludziach. W ich obozach panował głód i choroby. Z pomocą braci z pierwszego szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie zorganizowano w obozie polowym prowizoryczną placówkę sanitarno - opiekuńczą. W niedługim czasie podjęto decyzję, że Szpital Jerozolimski Niemców pod wezwaniem św. Maryi, jak nazwano placówkę, osiedli się na stałe w Akkonie. Wybudowano tu kościół, szpital i inne niezbędne budowle, zaś w mury wbudowano okruchy fundamentów domu z Jerozolimy. Niestety i Akka nie okazała się gościnna dla bractwa, które właśnie w tym mieście otrzymało w 1198 roku formę zakonu rycerskiego. Bezcenne fragmenty domu, w którym odbyła się ostatnia wieczerza Jezusa, przewieziono do Marburga.

Gdy w 1274 roku mistrz krajowy Konrad Thieberg rozpoczynał pracę nad budową nowej siedziby Zakonu, nad Nogatem stała jedynie niewielka kapliczka z cudownym obrazem Matki Bożej. W miarę postępowania prac, rósł w Malborku okazały zamek. To tu znalazły swoje miejsce okruchy fundamentów „Wieczernika”. Wmurowano je jako kamienie węgielne zamku. W połowie września 1309 roku, Wielki Mistrz Siegfried von Feuchtwangen , przeniósł stolicę Państwa Krzyżackiego z Wenecji do Malborka. Kamieniom z Jerozolimy przypisuje się niezwykłą moc. Ponoć to ona sprawiła, że budowle zamkowe, które zaczęły podupadać, odbudowano przywracając im dawny blask. Ponoć na Zamku Wysokim jest także czakram.

Pobożny rycerz w uświęconej stolicy

W czasach kiedy Wielkim Mistrzem był Werner von Orseln, zwierzchnicy zakonu zamieszkiwali komnaty na terenie Zamku Wysokiego. Tam też znajdowała się wówczas zamkowa kaplica. Istniejący do dziś Pałac Wielkich Mistrzów został dobudowany dopiero za rządów Konrada von Jungingena. na licencji GNU / http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/0/06/Malbork_zamek_zblizenie.jpg / Fot. Piotr Parda

Werner von Orseln pochodził z Frankfurtu nad Menem. W dokumentach Zakonu pojawił się w 1312 roku i to od razu jako komtur ważnej twierdzy na pograniczu ze Żmudzią – Ragenty. W dwa lata awansował na wielkiego komtura i komtura konwentu stołecznego w Malborku. Odtąd urzędował w krzyżackiej stolicy jako
najbliższy współpracownik zwierzchnika zakonu – Karola z Trewiru.

Elekcja von Orselna miała miejsce 6 lipca 1324. To nie mógł być przypadkowy wybór. We wspomnieniach kronikarzy zapisał się jako bardzo pobożny człowiek, który przykładał ogromną wagę do kultury religijnej. Starał się podnieść dyscyplinę zakonną. Okres, w którym stał na czele Zakonu Krzyżackiego, charakteryzował się dużymi zmianami terytorialnymi państwa krzyżackiego. Był zdolnym, zręcznym politykiem.

Wedle niektórych relacji, jako przywódca nie zasłynął jednak niczym wyjątkowym. Nie był ani nadzwyczajnie charyzmatyczny, ani szczególnie uzdolniony w żadnej dziedzinie na tle innych Wielkich Mistrzów. Wyróżniał się głównie swoją religijnością i pomysłami na ożywienie praktyk religijnych wśród braci zakonnych. Legenda głosi, że jeden z jego poprzedników przyjął w depozyt od Templariuszy część ich osławionego skarbu. Spocząć miał w skarbcu malborskiej twierdzy. Ponoć Werner von Orseln chciał oddać Templariuszom ich majątek. Spekuluje się, że ta decyzja mogła go doprowadzić do zguby. Gotycka „Złota Brama”prowadząca od stuleci do najpierw kaplicy, następnie kościoła na Zamku Wysokim jest niemym świadkiem zabójstwa Wielkiego Mistrza Wernera von Orselna w dniu 18 listopada 1330 roku.

Mord na krużganku


 / Fot. Sławek ŻylakNie ustalono do dziś jak naprawdę nazywał się zabójca. W dokumentach odnajdziemy go pod imionami Eindorf, Endorph, Gindorf, Dyngdorff, Biendorf, Grondorp, Grondorff, Stille. Najczęściej podawaną wersją jest jednak Jan von Endorf. Jego pochodzenie również wciąż jest niejasne. Historycy wciąż wahają się pomiędzy Saksonią, Bawarią a Marchią Brandenburską. Endorf wstąpił do zakonu, by odkupić swoje winy. Wcześniej był złym człowiekiem, popełnił wiele przestępstw. Według zapisków kronikarza Grunaua złożył śluby ok 1311-1324 roku, w czasach Karola z Trewiru. Najpierw był w załodze konwentu w Kłajpedzie, następnie na zamku Skirstymon i być może w Malborku.

Hipotez odnośnie przyczyn i przebiegu wydarzeń z 18 listopada 1330 roku jest kilka. Najczęściej powtarzana z nich i według historyków najbardziej prawdopodobną jest ta, którą przedstawiają dwa dokumenty spisane na krótko po zajściu. Relacja biskupów pruskich: Rudolfa z Pomezanii, Henryka z Warmii i Jana z Sambii, którzy mieli dostęp do zeznań sprawcy i świadków zdarzenia przybliża okoliczności wydarzeń. Według ich raportu, Endorf samowolnie opuścił konwent w Kłajpedzie po kłótni z tamtejszym komturem. W drodze dogonił go goniec, by namówić do powrotu. Uciekinier zagroził mu nożem, więc goniec wrócił do komturii. W dniu 18 listopada 1330 roku Endorf przybył do Malborka i uzyskał posłuchanie u Wielkiego Mistrza. Von Orseln przychylił się także do jego prośby, by rozmowa odbyła się na osobności, więc przyjął go w swoich komnatach mieszkalnych. Endorf skarżył się na komtura w Kłajpedzie i prosił Wielkiego Mistrza o umorzenie mu kary za nieposłuszeństwo. Orseln odmawił i nakazał powrót do komturii. Gdy rozległ się dzwon kaplicy oznajmiający nieszpory, namiestnik zakonu udał się do kaplicy, zaś Endorf, nie kryjąc niezadowolenia, odszedł. Tu najprawdopodobniej zamordowano Wernera von Orselna / Fot. Sławek Żylak

Po zakończeniu modlitw, Wielki Mistrz wyszedł z kaplicy w otoczeniu kilku osób. Z kruchty kaplicy wyłonił się Endorf i aatakował Wielkiego Mistrza. Zadał mu nożem dwa ciosy w pierś i uciekł. Werner von Orseln skonał po godzinie od zdarzenia w otoczeniu wszystkich braci. Zabójcę pojmali służący. Zakuto go w kajdany, wtrącono do aresztu i ustalono, że wyrok wyda kapituła generalna. Biskupi pruscy, wspólnie z notariuszem von Orselna i naocznymi świadkami sporządzili dokument, w którym przedstawili wydarzenia. Ponoć po to, aby zapobiec kłamliwym relacjom na ten temat. Jedynym wątkiem przedstawionym w raporcie budzącym do dziś wątpliwości są motywy zbrodni.

Międzyepokowe śledztwo


Według dokumentu, który ukazał się 21 listopada 1330 roku, brat Endorf był szalony. Do zbrodni miała go pchnąć choroba psychiczna. Pierwszym faktem budzącym podejrzenia jest to, że informacje o okolicznościach zamordowania Wernera von Orselna przekazują biskupi pruscy, a nie Krzyżacy. Inną kontrowersją jest pośpiech, z jakim wydano pismo oraz pochowano ofiarę. Wskazywanie na motyw obłąkania mordercy w tamtych czasach było tłem dla większości mordów politycznych. Często zleceniodawcy kreowali się na wybawicieli. A przecież to, co wiemy o Endorfie nie wskazuje na to, że był szaleńcem. Osoba chora psychicznie dokonałaby zabójstwa już przy pierwszym spotkaniu z Wielkim Mistrzem lub podczas modlitw. Ludzie szaleni zachowują się znacznie mniej racjonalnie niż Endorf, którego działanie nie wskazuje na to, by zabił pod wpływem emocji lub impulsu.

Krużganki na Zamku Wysokim / Fot. Sławek ŻylakKolejną nieścisłością jest narzędzie zbrodni. Według XVI-wiecznego kronikarza Szymona Grunaua, Wielkiego Mistrza zabito nożem do rozcinania ryb. To rzeczywiście mogłoby wskazywać na dzieło wariata. Jednak współczesny tamtym czasom Piotr z Dasburga wskazuje na nóż określony jako „cultellus”, lecz może być to jedno z dwóch typów ostrzy tak nazywanych. Jednym może być kord o głowni długości ok 60 cm, uważany za plebejską broń. Drugą możliwością jest niewielki nożyk, który był wówczas ulubionym narzędziem skrytobójców. I ten ostatni najprawdopodobniej jest właściwym narzędziem zbrodni.

Skoro wiec Endorf był skrytobójca, miał zleceniodawców. Dość mało prawdopodobne by wywodził się on z państwa zakonnego. Gdyby tak było, po śmierci Wernera von Orselna próbowano by przejąć władzę, a tak się nie stało. Jedyną możliwością jest wcześniej wspomniane zabójstwo Wernera podyktowane tym, że chciał oddać w prawowite ręce majątek Templariuszy, ale to niczym nie poparta jak dotąd legenda.

Tych, którzy życzyli śmierci Wielkiemu Mistrzowi należy wiec szukać poza granicami Prus – w Polsce Łokietka i na Litwie Giedymina. Kolejna możliwością jest zabójstwo na zlecenie inflanckie – wydane choćby przez arcybiskupa Rygi, wroga Zakonu. Niestety, tego jak było naprawdę, nie dowiemy sie prawdopodobnie nigdy. Wiemy natomiast co stało się z Endorfem. Po długich obradach kapituły okazało się, że w Statutach Zakonu nie ma stosownego paragrafu pasującego do jego przypadku. Postanowiono odwołać się do orzeczenia najwyższego sędziego Zakonu – papieża. Ten zasądził dla Endorfa dożywotnie więzienie o chlebie i wodzie. Prawdopodobnie wyrok wykonano, choć niektóre źródła podają, że kara trwała wyjątkowo krótko.

W poszukiwaniu legendy

W dzień po śmierci Wernera von Orselna, został on wyniesiony z zamku. Uroczysta procesja odprowadziła zwłoki Wielkiego Mistrza do katedry w Kwidzyniu. Spoczywa tam do dziś. Trwają badania dotyczące przeprowadzonych w tym roku wykopalisk na terenie katedry. Zleziono wówczas zwłoki trzech mężczyzn. Dwaj z nich to z całą pewnością Werner von Orseln i Ludolf Konig von Wattzau. Przypuszcza się, że trzecie szczątki to wybitny przywódca Zakonu – Heinrich von Plauen. Prawdopodobnie wkrótce archeolodzy podzielą się wiedzą uzyskaną podczas badań. Może wtedy poznamy nowe fakty. Być może grób Wernera von Orselna kryje rozwiązanie zagadki jego śmierci.  / Fot. Sławek Żylak

Choć Zakon Krzyżacki od dawna nie rezyduje w Malborku, to wciąż istnieje. Dziś ma swoją siedzibę w Wiedniu, niedaleko cesarskiego pałacu Hofburg. W dniach 22-25 czerwca 2006, na zaproszenie Muzeum Zamkowego w Malborku, do dawnej stolicy przyjechał aktualny Wielki Mistrz Bruno Platter. W kościele na Zamku Wysokim, który za czasów Wernera von Orselna był kaplicą, odprawił pierwszą od wyjścia Zakonu z zamku, mszę świętą. Zupełnie jak von Orseln w 1330 roku, przeszedł przez drzwi wprawione w zdobny portal. Czy myślał o swoim zamordowanym tu przed wiekami poprzedniku?

Zakon Krzyżacki wciąż ma wiele tajemnic. Od wieków przyciąga uwagę poszukiwaczy zagadek na miarę św. Graala. Bruno Platter nosi taki sam płaszcz jaki niegdyś nosił Herman von Salza. Wciąż obowiązuje w bractwie trzynastowieczna „Prima Reguła”. Trudno o bardziej fascynujące zgrupowanie, a ich historia ocieka religią i krwią. W podziemiach ich dawnych siedzib wciąż są nieodkryte historie i fakty, których chciwie strzegą pochowani na przyzamkowych cmentarzach rycerze. Może gdyby śpiący na malborskim parchamie bracia zakonni mogli mówić, udałoby się rozwikłać tajemnicę zabójstwa Wernera von Orselna...


Przeczytaj także poprzednie artykuły w ramach naszego cyklu:

Zamek Czocha - sekrety malowniczego grodu nad Kwisą
Radzyń Chełmiński - zapomniana potęga Zakonu Krzyżackiego
Opowieść o Chojniku - niezdobytej twierdzy Karkonoszy

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (13):

Sortuj komentarze:

Andrzej Strejlau
  • Andrzej Strejlau
  • 07.01.2012 13:38

mogłabyś podać bibliografie z krórej korzystałaś przy Wernerze ?

Komentarz został ukrytyrozwiń

dzięki:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oczywiście bajeczko, dodam wybraną bibliografię do tekstu :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Natalio widzisz zawsze sie czegoś człowiek uczy - nie jestem wielkim pasjonatem historii zakonu ale w książkach, które czytałam nigdy nie natknęłam się na nazwę bez panny:) (śmiesznie zabrzmiało), teraz przyznam szczerze, że mnie to zaintrygowało jakbyś mogła to napisz mi z czego korzystałaś pisząc ten artykuł, chętnie sie dokształcę:) pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie brakuje. Nazwa ulegała ewolucji :) Dziękuję za czujność, Bajeczko :) Nazwisko założyciela, o którym mówisz jest znane, ale nie jest on założycielem pierwszego szpitala :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Natalio plus za opowieść.

W nazwie zakonu brakuje jednak słowa panny - Szpitala Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego. Legenda głosi, że nie wiadomo kto i kiedy założył to bractwo szpitalne, historycy jednak wiedzą:) Powstało przed 1145 r. i zostało zorganizowane przez ks. Fryderyka Szwabskiego, który dowodził resztkami krucjaty zorganizowanej przez jego ojca Fryderyka Rudobrodego. Ale to tak na marginesie. Pozdrawiam serdecznie:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oczywiście (+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

świetnie :)) (+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo dobry tekst.
Gratulacje.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plus. Dobrze napisane. Proszę o jeszcze :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.