Facebook Google+ Twitter

Małgorzata Białecka: Pojadę na igrzyska po medal

O forsowanych treningach, szczytowej formie w tym roku i planach związanych z igrzyskami rozmawiamy z Małgorzatą Białecką.

 / Fot. Tomasz Bolt/Polska PressTrzeci raz próbowałaś zakwalifikować się na igrzyska. Jakie to uczucie, gdy wreszcie się udało?

Uczucie jest niesamowite. Na pewno jest to spełnienie moich marzeń, a dopełnieniem tego wszystkiego będzie przywiezienie medalu z igrzysk. Jadę tam jak najbardziej z myślą, żeby walczyć o medal, a nie na wycieczkę. Myślę, że w ogóle cały ten sezon był niesamowity, bo tak naprawdę w zeszłym roku już niemal kończyłam karierę. Rzadko kiedy udawało mi się przebić do top 5 na świecie w różnych zawodach. W tym sezonie tak jakby wszystko odpaliło, wystrzeliło. Zmieniłam kilka drobiazgów w swoim funkcjonowaniu i okazało się, że to zadziałało. Pojawiły się wyniki, dużo lepiej się czułam. Jestem zadowolona, że odpaliło to wszystko w idealnym momencie, akurat na eliminacje do igrzysk.

Właśnie, skąd wziął się ten przełom akurat w tym roku? Wicemistrzostwo Europy, kwalifikacja olimpijska...

Oprócz pływania na desce zawsze bardzo dużo robiłam innych treningów ogólnorozwojowych. Typu jeżdżenie na rowerze, bieganie. Startowałam dwa razy w triathlo- nach, w połówce Iron Mana. To wszystko stanowi olbrzymi wysiłek. Teraz, gdy patrzę na to z perspektywy czasu, to wiem, że „zajeżdżałam się”. Robiłam wszystkiego za dużo i nie do końca wtedy, kiedy trzeba było. To wszystko troszeczkę nie miało sensu, bo potrafiłam zrobić połówkę Iron Mana, a później byłam zbyt zmęczona, żeby przygotowywać się do mistrzostw świata. Zawsze też jakieś choroby się przypałętały przez to, że tego wysiłku było za dużo. Za każdym razem brakowało świeżości i stąd te wyniki nie były do końca zadowalające. W tym sezonie w stu procentach skupiłam się na pływaniu. Był oczywiście trening ogólnorozwojowy, ale wszystko było podporządkowane tylko i wyłącznie kwalifikacji na igrzyska.

Wróćmy do mistrzostw w Omanie. Długo byłaś na miejscach medalowych. Pod koniec trochę osłabłaś i spadłaś na piąte miejsce. Co tam się wydarzyło?

Przyczyn było kilka. Sport rządzi się swoimi prawami - raz wygrywa jeden, raz drugi. Na pewno trochę wytrąciła mnie z równowagi sytuacja protestowa z Brytyjką. Ta sytuacja miała miejsce w pierwszym wyścigu przedostatniego dnia i to był raczej nieudany dzień w moim wykonaniu. Później nie do końca skupiona podeszłam do kolejnego wyścigu. Zabrakło konsekwencji, dobrego startu, a potem próbowałam się wygrzebać z tych dalszych pozycji i dużo bardziej się zmęczyłam, bo ciężej jest nadrabiać straty, niż na czystym wietrze żeglować z przodu. To był kompletnie nieudany wyścig.

A potem?

Myślę, że to działa trochę jak domino. Jak ci raz coś nie wyjdzie, to potem twoja pewność siebie też trochę maleje, pojawia się bałagan w głowie i czasami ciężko wrócić do normalnego stanu skupienia. Ostatniego dnia w wyścigu medalowym, gdzie jeszcze przez chwilę byłam druga, nie trafiłam za bardzo na moje warunki wiatrowe. Po tygodniu, kiedy praktycznie nie wiało, nagle przyszedł naprawdę spory wiatr. Dla mnie jako zawodniczki „słabowiatrowej” ciężko jest się przestawić z jednych warunków na drugie. Gdy zeszłam na wodę i zobaczyłam, że to nie są moje warunki, to możliwe, że nastąpiła taka mała blokada psychiczna. Na pewno będę nad tym pracować, wiem, że to jest mój słaby punkt i muszę nad nim popracować przed igrzyskami.

Kobiecy windsurfing w ostatnim czasie kojarzył się głównie z Zosią Klepacką. Teraz Ty weszłaś na pozycję numer jeden. Czujesz z tego powodu jakąś presję? Patrzysz na to jako na zmianę warty?

Presji raczej żadnej nie czuję... Myślę, że Zosia się jeszcze nie poddała i dalej będzie walczyć. Być może nastąpiła zmiana warty, ale jest to raczej zmiana na te igrzyska. Ja się bardzo cieszę, że moje marzenia wreszcie się spełniły i w końcu ja będę mogła zaprezentować nasz kraj. Mam nadzieję, że nie gorzej niż Zosia Klepacka. Zosia jest świetnym zawodnikiem, mimo że przegrała te regaty. Naprawdę ją podziwiam i myślę, że robi świetną robotę.

Byłaś już w Rio na regatach przedolimpijskich. Co myślisz o tamtejszym akwenie?

Akwen igrzysk jest bardzo trudny. Panują tam raczej słabe wiatry, bardzo zmienne. Jest to akwen zamknięty, przez to wiatr jest bardzo nierówny, odbija się od różnych wysp, od głowy cukru, która jest zaraz nad tym akwenem. Myślę, że najtrudniejszym elementem są zmieniające się prądy, które są bardzo silne i ma się momentami wrażenie żeglowania na rzece. Ten prąd nie jest też równy, płynie w różnych miejscach, na trasie jest w różnych kierunkach, co bardzo mocno utrudnia żeglowanie. Trzeba być bardzo skupionym i mieć bardzo dobrze rozpoznany ten akwen. Myślę, że teraz czeka mnie bardzo dużo treningów w Rio.

Jak wyglądają plany na przyszły rok, przygotowanie do igrzysk?

Jeszcze tak dokładnie nie ustaliłam tego z trenerem. Ledwo co wróciliśmy z Omanu, chyba trener da mi chwilę, żeby odetchnąć (śmiech). W grudniu wylatujemy do Rio de Janeiro na regaty organizowane przez tamtejszy klub na akwenie olimpijskim. W styczniu być może polecimy do Miami na Puchar Świata, a w lutym mamy już kolejne mistrzostwa świata w Izraelu. Będę do nich podchodzić raczej treningowo, żeby sprawdzić, jak wygląda moja forma, czy wszystko idzie w dobrym kierunku, czy nie za szybko ta forma przyszła. Główną imprezą teraz będzie Rio i do tego się będę przygotowywać. Tak, mistrzostwa świata potraktuję treningowo i rozpoznawczo.

Rozmawiał Krzysztof Michalski

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.