Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

1450 miejsce

Małgorzata Krajewska: Przegrałabym quiz ze znajomości książek męża

Małgorzata Krajewska - filolog klasyczny, miłośniczka art deco, menadżerka i żona Marka Krajewskiego. W wywiadzie dla W24 opowiada, jak wygląda życie codzienne z pisarzem, zdradza skąd mąż czerpie inspiracje i gdzie tworzy. Jaki jest Marek Krajewski na co dzień?

 / Fot. W24Katarzyna Olczak: Przygotowując się do wywiadu, przeczytałam informację, że w Państwa domu to Pani odbiera telefony. Tymczasem poprzednim razem miałam szczęście - odebrał sam pisarz.
Małgorzata Krajewska: Tak, to prawda. Bardzo rzadko dzwoni nasz domowy telefon. To był wyjątek.

Mąż pracuje w godzinach 6-11. A Pani? O której Pani wstaje?
Różnie, raczej też rano, ale mam ten luksus, że nie muszę się nigdzie zrywać. Czasami lubię sobie pospać. Trudno zachować mi taką dyscyplinę, jaką utrzymuje mąż, bo nie mam aż takich obowiązków. Staram się na bieżąco załatwiać wszystkie sprawy związane z jego działalnością literacką. Siedemnaście lat pracowałam w wydawnictwie prasowym, dlatego czasami trochę mi brakuje pracy zawodowej.

Czyli te 5, 6 godzin, w czasie których mąż wykonuje, jak sam to określił, tę rzemieślniczą pracę, należy do Pani? W tym czasie wykonuje Pani obowiązki menadżerki?
Robię to, co inne kobiety: prowadzę dom, mam też inne obowiązki, rodzinne i zawodowe, więc zwyczajnie nie wchodzimy sobie w drogę. Aktualnie przygotowuję taką kameralną imprezę literacką w moim rodzinnym mieście - Darłowie. W lipcu, już po raz drugi, spotka się tam z czytelnikami kilku bardzo dobrych polskich pisarzy, autorów kryminałów.

W wywiadzie dla "Polityki", którego Marek Krajewski udzielił w czerwcu 2011 roku, mówiąc o swoim porannym pisaniu, powiedział: "Żona wie, że to święty czas. Wchodzi tylko, gdy ma pilną sprawę".
Tak, rzeczywiście, to musi być coś bardzo ważnego. Dlatego to ja odbieram telefony, ja nad wszystkim czuwam, bo mąż nie mógłby dobrze wykonywać swojej pracy, gdyby musiał załatwiać także sprawy organizacyjne, te wszystkie drobiazgi. Jakie? Organizowanie wyjazdów, spotkań autorskich, rozmów z dziennikarzami. To są drobne sprawy, będące nieodłącznym elementem zawodu literata. Dzięki temu, że ja się nimi zajmuję, on może spokojnie pisać książki, dokształcać się, co jest niezwykle ważne w jego profesji. Pracuję w domu, więc często bywa tak, że gotuję obiad, rozmawiam przez telefon i jednocześnie uspokajam psa, który strasznie hałasuje, gdy ktoś zadzwoni do drzwi.

Mąż często o Pani wspomina w prasie. Ceni Pani zdanie i pracę.
No to fajnie! (śmiech) Miło mi to słyszeć. To są sporadyczne sytuacje, kiedy o mnie wspomina, ale nigdy nie jest tak, że rozwodzi się nad naszym wspólnym życiem. Zresztą, czemu miałoby to służyć? Ja tego nie lubię, ale jeżeli go ktoś pyta, to oczywiście nie unika odpowiedzi.

Gabinet, w którym pracuje, to jego azyl? Pytam, bo tworzy wokół siebie taką legendę, twierdząc, że pisze tylko na twardym krześle, usuwa z otoczenia książki i gazety.
Tak właśnie jest. Ja wchodzę tam rzadko, staram się nie przeszkadzać, bo mąż musi mieć miejsce, w którym może się skupić i czuć bezpiecznie.

Czyli to nie jest całkiem odseparowane, zamknięte miejsce. Sprząta tam Pani?
Oczywiście, że sprzątam, ale nie jest to miejsce, gdzie przesiaduję z mężem i zawracam mu głowę. Gdyby był chirurgiem, też nie wchodziłabym mu na salę, w której przeprowadza operację serca.

Zdecydowanie.
Na tej zasadzie to działa, a że tak się złożyło, że pracujemy we wspólnym mieszkaniu, to inna sprawa. Mam swój pokój, własny azyl. Mąż wie, że nie lubię, jak zagląda mi przez ramię, gdy pracuję przy komputerze, albo sprawdza, co czytam, co piszę.

Przychodzi jednak moment, w którym Pan Krajewski wychodzi z gabinetu. Gdy muza mu nie sprzyja, a efektem kilkugodzinnej pracy jest czysta karta, złości się? Jest przygnębiony?
Nie. Jednego dnia idzie mu lepiej, drugiego gorzej, jak w każdej pracy. Po pięciu godzinach pracy wynik bywa różny, a efekty mniej lub bardziej zadowalające. To nie jest tak, że ma jakąś niesamowitą wenę, to jest praca, jak każda inna. Jej efekt często zależy po prostu od kondycji psychofizycznej. Jak każdy człowiek może mieć gorszy dzień, powiedzieć: "O, dzisiaj mi nie szło", ale nie robi z tego powodu afery.

Tak też mówi dziennikarzom. Opowiada, że po kilku dniach niepisania, przychodzi wreszcie taki, kiedy stworzy 20 stron. Wydaje się, że zachowuje do tego duży dystans.
Tak, wie, że to musi w końcu wyjść, bo ma możliwości, talent i pomysły. Dzięki swojej pracowitości wiele osiągnął i myślę, że jeszcze wiele zdziała.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 20.03.2012 00:38

Bardzo ciekawy wywiad, czyta się jednym tchem :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.