Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

16472 miejsce

Małgorzata Zajączkowska: „Rola w Walpurgi była wyzwaniem“

W ramach XVIII Festiwalu Kino na Granicy w Czeskim Cieszynie w kawiarni NOIVA/AVION odbyło się spotkanie autorskie Łukasza Maciejewskiego, autora książki „Aktorki. Portrety.“

Z gościnnym udziałem Jolanty Fraszyńskiej i Małgorzaty Zajączkowskiej. Miałam przyjemność rozmawiać z Małgorzatą Zajączkowską po spotkaniu.
Małgorzata Zajączkowska z radością w przerwach festiwalowych spacerowała po czeskiej stronie Olzy. / Fot. Fot. Z prywatnego archiwum aktorki
Spotykamy się dzisiaj w Cieszynie na Festiwalu KNG przy okazji spotkania autorskiego książki Łukasza Maciejewskiego „Aktorki. Portrety“. W jakich okolicznościach poznała Pani Łukasza?

-Poznaliśmy się kiedyś podczas pewnej premiery filmowej, ale nie pamiętam konkretnego tytułu. Oprócz tego działamy w jednym środowisku, więc mamy wspólnych znajomych i tak to się zaczęło.

Mówi się, że rozmów Łukasza Maciejewskiego nie daje się nazwać „wywiadami“, są luźne, świetnie przygotowane, przemyślane a zarazem spontaniczne. Co najbardziej podobało się Pani we współpracy z Łukaszem?

-Podobało mi się to, że miałam absolutną swobodę mówienia o czym i jak chcę. Nie wywierał na mnie żadnej presji, nie przyszedł na rozmowę z utartą tezą, ale z ciekawością osoby, którą przychodzi zobaczyć.

Umie Pani przytoczyć swój ulubiony fragment rozmowy, który był zacytowany w książce? O czym najlepiej się Pani rozmawiało?

-Nie, nie mogę.
Fot. Bartek Wieczorek - sesja zdjęciowa
Wiem, że poruszała Pani w rozmowie temat pracy w USA, gdzie grając w filmach spędziła Pani wiele lat. Czy wraca Pani z sentymentem czasem do tych wspomnień?

-Oczywiście, że tak.

Czym różniła się praca w USA, od pracy nad filmami w Polsce?

-W gruncie rzeczy jest to to samo, ale jest tam lepszy przemysł, więc wszystko jest lepiej zorganizowane. Maszyneria produkcyjna jest większa, ale generalnie panują te same zasady.

Czy z perspektywy czasu nie żałuje Pani powrotu do Polski? Nigdy nie pomyślała Pani o tym, by wrócić za ocean?

-Nie. Mam obywatelstwo amrykańskie, więc mogę jeździć w tę i zpowrotem jak chcę, ale jestem zadowolona z tego, że wróciłam do Polski.

Z tego, co wiem, nie tylko tutaj w Cieszynie, ale także w innych miastach odbywają się spotkania promujące książkę z Pani udziałem. Gdzie będzie można spotkać Panią w najbliższym czasie?

-W najbliższym czasie spotkanie odbędzie się w Zielonej Górze.

Kontynuując temat festiwalu KNG, w piątek został wystawiony film „Noc Walpurgi“. Jak sama Pani przyznała, jest to dla Pani rola życia. Dlaczego? Co było dla Pani najważniejsze w tej roli?

-Jest to wyzwanie, ponieważ ta rola daleka jest bardzo od tego, jaka jestem prywatnie, więc zbudowanie tej postaci było czymś wyjątkowym.

Co najtrudniejsze?

-Wykreowanie kogoś innego. Nie myśleć w swoich kategoriach, ale w kategoriach toku rozumowania Nory Zedler.

Czasami aktorzy znajdują coś, czego musieli się dla roli nauczyć. Ma Pani coś takiego, jeżeli chodzi o kreację w „Nocy Walpurgi“?

-Musiałam nauczyć się bardzo wielu rzeczy. Braku empatii, nie starania się bycia miłym, manipulacji. Te wszystkie cechy musiałam opanować do roli, żeby być wiarygodną.

Może Pani coś opowiedzieć o pracy nad filmem od strony kulis? Jak długo trwały prace?

-Intensywne prace trwały trzy miesiące. Całość filmu jednak nagraliśmy w 16 dni.

Jeśli chodzi o Cieszyn, jest to Pani pierwsza wizyta w tych stronach?

-Nie. W pięknym Teatrze im. Adama Mickiewicza w Cieszynie grałam w monodramie „Matematyka Miłości“.

Festiwal skierowany jest do polskich, ale także czeskich miłośników kina i sztuki. Czy z czeskimi odbiorcami spotkała si ę Pani po raz pierwszy, czy miała wcześniej przyjemność?

-W Wilnie na pewnym festiwalu spotkałam kilku czeskich i słowackich twórców. W piątek mieliśmy wieczorek, gdzie mogliśmy sobie porozmawiać. Języki są tak pokrewne, że zawsze można się dogadać.

W Cieszynie jest Pani trzeci dzień. Udało się Pani zwiedzić miasto? Co Panią zachwyciło?

-Tak, zwiedziłam miasto. Wszystko mi się tutaj podoba. Jest piękny Teatr, mili ludzie i pyszne piwo.

Z czym kojarzą się Pani Czechy?

-Z Václavem Havlem, Heleną Vondráčkovą oraz ze Szwejkiem (autor Jaroslav Hašek), który był ulubioną książką mojego syna z dzieciństwa, ale także z filmem „Miłość blondynki“ w reżyserii Miloše Formana. („Lásky jedné plavovlásky“ – czeski tytuł oryginalny)

Przechodząc jeszcze do ostatniego tematu naszej rozmowy – w serialu „Druga szansa“ wciela się Pani w postać z problemami. Ninę Iwaniuk – Mamę Justyny. Co było najtrudniejsze w zagraniu tej roli?

-Bardzo trudno jest grać pijanego, żeby wyszło to wiarygodnie.

Mówi się, że aktor każdą swoją postać powinien polubić. Pani Ninę polubiła?

-Nie zastanawiam się, czy lubię, czy nie, ale po prostu przedstawiam kreację. Jeżeli ją lubię – oceniam ją wtedy swoimi kategoriami. Lepię to, jaka ona jest.

W czym tkwi sukces serialu, że jest tak lubiany przez widzów?

-Nie jest produkcją plastikową. Ma dobrą historię podstawą, wokół której krążą „historie – satelity“. Z naszymi postaciami widzowie mogą się zidentyfikować. To nie są bajkowe postaci, które nie istnieją w codziennym życiu.

Będzie druga transza?

-Tak, w czerwcu rozpoczynamy zdjęcia do drugiej transzy.

(Rozmawiała Mariola Morcinková)




Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.