Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

184680 miejsce

Małopolska na zarobkowej emigracji

  • Źródło: Gazeta Krakowska
  • Data dodania: 2006-07-31 07:31

W urzędach pracy leżą tygodniami oferty zatrudnienia dla spawaczy, murarzy, fliziarzy, ślusarzy, parkieciarzy, pielęgniarek, opiekunek. Nie ma chętnych. Ludzie pojechali szukać lepszego życia do Anglii, Irlandii, Szwecji i innych krajów.

Adam

Historyk z Nowego Sącza, z dyplomem Uniwersytetu Warszawskiego, pojechał do Anglii pracować na budowie. W kraju nie mógł znaleźć pracy w swym zawodzie, a jako "złota rączka" za granicą jest w cenie. Teraz młody historyk, który montuje rusztowania i konserwuje maszyny, co miesiąc odkłada na konto półtora tysiąca euro. To oszczędności, które zostają po odliczeniu kosztów utrzymania. Teraz Adam waha się, czy budować dom w Nowym Sączu, czy związać swą przyszłość z krajem, który dał mu szansę na normalne, godne życie.

Anna

36-letnia polonistka w maleńskiej wiejskiej szkółce pod Nowym Sączem od siedmiu lat wyjeżdża do Szwecji zbierać owoce albo do pracy opiekunki trojga dzieci. Na czarno. Tylko dzięki temu mogła kupić samochód i zrobić remont w domu. Po dwóch miesiącach wakacyjnej pracy przywozi do Polski około 2 tys. dolarów. Z nauczycielskiej pensji nie zaoszczędzi tyle przez rok.

Iwona

Pochodzi z Gorlic. Miała do zaliczenia jeszcze tylko jeden rok studiów, ale wzięła urlop dziekański i wyjechała na rok do Londynu. Pracuje jako kelnerka w hotelu. Zwiedziła Irlandię i Szkocję, do Polski wraca po wakacjach, by zabrać się do pisania pracy magisterskiej. Po jej obronie Iwona chce wrócić do Anglii i zarabiać po europejsku - przynajmniej dwa tysiące euro miesięcznie. Nie po polsku - kilkaset złotych.

Michał

Od roku jest w Irlandii, w Gorlicach czeka na niego żona i córka. Wyjechał z Polski, gdy dostał wypowiedzenie od pracodawcy, a przecież z czegoś trzeba było żyć i utrzymać rodzinę. Pomogli przyjaciele z Gorlic, którzy pracowali w Irlandii znacznie wcześniej. Niebawem Michał ma przyjechać na urlop. Później do Irlandii wrócą już w trójkę.

Budowlaniec na wagę złota

Na koniec maja w powiecie gorlickim liczba zarejestrowanych bezrobotnych wynosiła 9735. Ostatnio podobny wynik zanotowano na początku lat 90. Bezrobocie spada, zarówno oficjalne jak i rzeczywiste. Do końca maja bieżącego roku gorlicki pośredniak miał 236 ofert pracy za granicą. - Największe zapotrzebowanie jest na fachowców w branży budowlanej: cieśli,murarzy, tynkarzy, elektryków, zbrojarzy, operatorów ciężkiego sprzętu - mówi Barbara Baczyństa, dyrektorka Powiatowego Urzędu Pracy w Gorlicach. - Oferty napływają najczęściej z Irlandii, Islandii i Wielkiej Brytanii. W Hiszpanii, Szwecji i Irlandii potrzebni są pracownicy sezonowi do gospodarstw rolnych. Z Cypru, Wielkiej Brytanii, Włoch i Niemiec mamy oferty dla opiekunek, kierowców ciężarówek, kelnerów, barmanów, kucharzy, ochroniarzy, pielęgniarek. Czesi proponują prace spawaczom, mechanikom, operatorom i programistom maszyn. Ze Szwajcarii, Szwecji i Irlandii są oferty dla elektroników, informatyków, lekarzy.

Ubywa bezrobotnych

W powiecie limanowskim o pracy za granicą myślą zwykle młodzi ludzie, którzy skończyli szkołę i nie mogą znaleźć zatrudnienia. Barierą dla starszych jest zwykle język, dlatego pokolenie 40-latków szuka lepszego zarobku w polskich miastach: w Krakowie, w Katowicach. W czerwcu z listy bezrobotnych w limanowskim pośredniaku dobrowolnie wypisało się 88 osób, a gotowości do podjęcia pracy nie potwierdziło kolejnych 220. PUP skreślił je z listy bezrobotnych. Podobne było w kwietniu i maju. Świadczy to o skali pracy na czarno i emigracji zarobkowej. Na koniec czerwca w PUP w Limanowej zarejestrowanych było 8835 bezrobotnych, ale wciąż ich ubywa. Ludzi w regionie także.

Przyszłość w Anglii

Agnieszka i Marek z Gorlic od czterech lat mieszkają i pracują w Londynie. Na początku nie było im łatwo, szczególnie z językiem. Do Polski przylatują na święta, a ostatnio na swój ślub i znów powrót do Anglii. - Mamy tu rodzinę, bliskich, ale przyszłość wiążemy z Anglią. Zaaklimatyzowaliśmy się w Londynie, mamy dobrze płatną pracę, kupiliśmy samochód, wynajmujemy dom. Może kiedyś zdecydujemy, by zarobione pieniądze zainwestować w naszym kraju, ale jeszcze nie teraz - mówią. - Przez politykę rządzących straciliśmy młodzieży znacznie więcej niż w Powstaniu Warszawskim. Ci młodzi, zdolni ludzie pracują teraz na dobrobyt swój i sąsiednich narodów. To dla Polski strata, którą trudno będzie odrobić - uważa znany sądecki antykwariusz Adam Orzechowski.
(IK, ANI, DARYS) - Gazeta Krakowska

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.