
A "dziadkowi" - bo takie przezwisko nosi w peletonie należą się szczere gratulacje za postawę fair play - nie oszukujmy się, Romanik po prostu dał wygrać młodszemu koledze z grupy, nie atakując lidera. Nie dość, że kolarzom przyszło się w sobotę zmagać z najtrudniejszym etapem, to jeszcze mieli fatalną aurę - padało przez cały etap i było przeraźliwie zimno. Wystartowało 63 zawodników, a trudy tego ostatniego etapu przetrwało tylko 51 kolarzy. To i tak ponad połowa z tych, którzy przystąpili do rywalizacji w czwartek (93).
Wiadome było, że wszystko będzie się decydować na ostatnich 30 kilometrach na podjeździe w Kamiannej, a potem pod Piorun i Romę. Szansę na końcowy triumf zachowywało 14 zawodników. Walka miała się toczyć między grupą DHL-Author, mającej w tej czołówce 4 zawodników a CCC Polsat - trzech. Poważniejszy atak zaczął się na 28 kilometrze i piątka kolarzy jechała razem przez kolejne 70. W tej grupce było dwóch "polsatowców" - Tomasz Lisowicz i Jarosław Rębiewski. Zyskali nawet ponad 2 minuty przewagi i rozegrali między sobą pierwszą górską premię w Siedliskach na 45 km - wygrał ją Łukasz Podolski z Weltouru. W Stróżach była zaś specjalna premia, ale kolarze nie walczyli już na niej o bonifikaty, a o pieniądze, najszybszy był Listowicz.
Na 95 kilometrze jechał już razem cały peleton. Uczestnicy ucieczki mocno zapłacili za ten odjazd - wycofali się Podolski, Rębiewski i Lisowicz. Z roweru zsiadł też pierwszy lider - Tomasz Kiendyś i zwycięzca ze Szczurowej - Jeżowski. Druga górska premia w Kamiannej na 121 km była już popisem prawdziwych górali - wygrał ten, który wiózł na sobie zieloną koszulkę najlepszego górala - Romanik. Na zjeździe doszło do dramatycznego momentu - defekt roweru miał Romanik. Akurat wtedy utworzyła się czołowa dziewiątka, wśród której był lider i goniąca ją grupka, w której był właśnie Romanik oraz wicelider - Paweł Szaniawski. Zdołał jednak dość szybko doskoczyć do czoła i wyścig prowadziło 10 kolarzy. Na podjeździe pod Piorun (137 km) na czele była już szóstka, bo niektórzy zaczęli "strzelać".
Romanik pokonał na szczycie Galińskiego i Łotysza Siergeia Firsanova. Odrobił 6 sekund do Komara, ale tracił nadal 5. Nie chciał jednak atakować. A do mety było już blisko. 3 km przed metą była dziewiątka i nic do kreski zmienić się już nie mogło, chyba, żeby ktoś upadł na mokrej nawierzchni. Komar zaś znowu miał okazję do finiszu.
JACEK ŻUKOWSKI - Gazeta Krakowska