Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

17739 miejsce

Małpia miłość

Spotykam ją prawie codziennie, kiedy lekko niepewnym krokiem, typowym dla osób w podeszłym wieku, wraca z osiedlowego sklepu, z bazaru, z miasta.

Niezmiennie taszczy coraz bardziej ciążące zakupy, kiepsko widzi, na operację katarakty nie ma czasu: ma w domu swoje ukochane ponad wszystko dziecko, którego nie może zostawić bez opieki. Kubusia.

Dziecko zbliża się do pięćdziesiątki i jest starym alkoholikiem. Przystajemy na zwyczajowe „co słychać”, wysłuchuję narzekania na upał, na mróz, na ślisko, na bezsenność, na coraz bardziej ciążące obowiązki, na brak sił.
- I cóż Kuba zrobi, jak pani zabraknie?
- Nie wiem, nie mam pojęcia, ciągle o tym myślę, a tu już osiemdziesiątka na karku.
- Świetnie się pani trzyma, ale może czas syna na zakupy wysłać? Niech dźwiga torbę.
- E, niee, będzie się złościł, a i lepiej żeby nie spotkał jakiego kumpla od kieliszka.
- Dalej pije, jak pił?
- Nie, nie, udało mi się go jakoś odzwyczaić, to już nie to, co dawniej - wzdycha z wątłym zadowoleniem.

Kubę poznałam jako chłopca z chorobą kości wiele, wiele lat temu. Był to okres, kiedy jego ojciec przeżywał apogeum pijaństwa i chłopiec, patrząc na to, co się dzieje w domu twierdził: „nigdy nie będę taki jak ojciec”.

Po przedwczesnej śmierci ojca, Kuba - oczko w głowie matki, babki i sióstr, chłopak wybitnie zdolny i nadzwyczaj inteligentny, niestety szybko poszedł w ślady rodziciela. Postępująca choroba uniemożliwiła wykonywanie pracy, młody człowiek został inwalidą i dostał rentę chorobową. Śmierć zasobnej babki ograniczyła nieco fundusze, ale nie wpłynęła na tryb życia. Siostry poszły na swoje, pijący inwalida został w domu z matką, która tak zorganizowała życie, żeby się syn z podobnymi sobie nie spotykał, aby powoli z pijaństwa wychodził. Metoda okazała się skuteczna, ale…

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (16):

Sortuj komentarze:

i pomyśleć, że gdyby nie ta małpia (współuzależniona) miłość matki, wszystko mogłoby potoczyć się inaczej... dziwny jest ten świat.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie gwiazdka jak napisała Magda lecz Gwiazda. Alkoholizm jest chorobą,wszyscy o tym bardzo dobrze wiedzą Alkoholik nigdy nie zostaje wyleczony w 100%, jest on tylko trzeźwiejącym alkoholikiem. Co będzie dalej z synem bohaterki artykułu,kiedy jej zabraknie?
Odpowiedź na to pytanie została już udzielona. Pozdrawiam pani Jadwigo i życzę sukcesów na niwie dziennikarstwa obywatelskiego.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Znam przypadek jak kobieta ma takich dwóch synalków zdrowych tylko nieco leniwych młodszy 20 lat szuka roboty a starszy ma kilka w ciągu miesiąca i wiem co sie stanie jak jej zabraknie,silniejszy zje słabszego

Komentarz został ukrytyrozwiń

W artykule Pani Jadzi zostały przedstawione dwie miłości.
Jedna ślepa miłość matki do syna, druga szaleńcza miłość do trunków wyskokowych.
Obie trudne do wyleczenia ale uleczalne, czasem wystarczy opamiętanie i dobre chęci chorego.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Brak słów...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Jadwigo ogromna gwiazdka za poruszony temat.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kiedyś próbowałam pomóc kobiecie, która miała męża alkoholika. Wspólnie przemierzyłyśmy wiele wrocławskich ośrodków i tak naprawdę NIGDZIE nie uzyskałyśmy fachowej pomocy. Było to wprawdzie jakieś 5 lat temu, należy więc mieć nadzieję,ze coś sie w tej kwestii zmieniło. Poradziłysmy sobie same- moja znajoma się rozwiodła i jest wspaniałym szczęśliwym człowiekiem

Za ścianą mam dokładnie taką samą sytuację jak opisuje Pani Jadwiga. Synek po 50 , mama po 70 .Często sie nad tym zastanawiam jak pomóc mojej sąsiadce ALE NIESTETY NIE WIEM. mogę chyba tylko posłuchać narzekań , pokiwać głową i CO?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jadwigo,
alkoholizm to temat - rzeka, a ja chwilowo nie mam czasu na rozwinięcie smutnej refleksji.
Do tematu wrócę. Tymczasem zasygnalizuję tylko, że rozróżniam beztroskiego pijaczynę od alkoholika.
Alkoholizm to choroba, często wywoływana załamaniem psychicznym, które nakręca bezradność, a w konsekwencji ucieczkę z tej karuzeli w alkohol.
W tym przypadku żal mi obydwóch, opisanych w artykule.
Obydwoje, raczej nie chcąc, wkręcili się w jakieś manipulacje psychiczne w Rodzinie, choć z różnych pobudek:
Matka - z troskliwości i lęku o Syna,
Syn - z wygodnictwa i braku szacunku dla okazanej troskliwości, bez zrozumienia dla Matki.
Źródeł chorych relacji nie znam - więc trudniej mi oceniać osoby.
Uwagę skupiam na problemie, jaki istnieje w nie jednej Rodzinie.
Wiem też, że jest coś gorszego od małpiej miłości - to miłość własna matki.
Małpia miłość wynika z bezmyślnej nadopiekuńczości, ale jest troską i miłością rodzicielską.
Miłość własna Matki wypływa z egoizmu, której jedyną troską jest wykazanie, że wychowując najlepiej, nie może mieć złego dziecka - i to właśnie niewiele ma wspólnego z miłością i szacunkiem w Rodzinie.
Obydwie postawy wywołują skutek łamania kręgosłupów moralnych własnych Dzieci przez dorosłych Rodziców.
A słaby kręgosłup moralny zawsze rodzi jakieś patalogie.
Wychowanie dzieci nie jest łatwym zadaniem. Wymaga mądrych postaw rodzicielskich.

Nadopiekuńczość w przyszłości procentuje wieczną niezaradnością, pękatą od pretensji do całego świata:
"Dzieci i zegarki nie mogą być stale nakręcane. Trzeba im także pozwolić chodzić."
/Jean Paul/

Egoistyczna miłość własna Rodziców, zamiast wzbudzać autorytet - zastrasza tworzeniem iluzji autorytetu, wywołując skutek pozy wiecznej samoobrony, nawet nie będąc atakowanym:
"Nie próbuj posługiwać się autorytetem, tam gdzie wystarczy rozsądek."
/Wolter, właśc. François-Marie Arouet/

Błędy wychowawcze, najczęściej występujące tam, gdzie brak miłości i wzajemnego szacunku w Rodzinie, czego skutkiem Rodzice, nie rzadko, zabiegając o autorytet u własnego Dziecka, zatraceni w walce między sobą, nie umiejąc autorytetu wzbudzać swoimi postawami - zwykle prowadzą do paradoksalnych kompleksów:
"Rodzice mają dziś za mało dzieci, dzieci - za mało rodziców, ale wzajemnie mają się zupełnie dosyć."
/Jacek Wejroch/

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Jadziu piękny artykuł. No niestety serce matki kocha do ostatka. Podziwiam tą kobietę, ale no cóż to jest matka...gdyby kubuś był zdrowy może i byłoby troszkę inaczej, a tak. Straszne, i aż boję się mysleć co będzie kiedyś, kiedy tej Matki zabraknie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Małpia miłość kojarzy mi się inaczej, Dlatego trudno mi skojarzyć tytuł z treścia, to jednak moje osobiste odczucie.
Całkowita, macierzyńska nadopiekuńczość jest bardzo szkodliwa dla potomstwa, ale dla niektórych matek jest sensem życia. Nie odcinają pópwiny, a potomek sam nie potrafi, z wygodnictwa i w końcu z nieporadności.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.