Facebook Google+ Twitter

Malutki flakonik

Gdy nastanie ten kres i nie będę już żył, a wszystko może się przecież na cito zdarzyć, to w ostatniej chwili życia chcę zobaczyć naszą przepięknie ukwieconą łąkę Moczarkę i poczuć delikatny zapach maminych perfum, w znalezionym przed laty pustym flakoniku.

Malutki flakonik. Chętnie oglądam poniedziałkowy teatr telewizji. Stare, powtarzane często sztuki, starzy i lubiani aktorzy. Ale dlaczego, do licha, patrząc na znaną przecież twarz aktora lub aktorki, nie mogę przypomnieć sobie nazwiska. Chcę sobie przypomnieć i nie mogę. A dlaczego patrząc jakby wstecz, pamiętam to, co widziałem lub usłyszałem przed pół wiekiem?

Zamykam oczy i widzę moje rodzinne miasteczko - Sołotwinę. Pamiętam naszą błotnistą, ślepą uliczkę i nasz dom przy niej. I domy naszych najbliższych sąsiadów. Dokładnie mogę określić, gdzie stały kościoły trzech wyznań i żydowska bożnica, nasza szkoła i kino sokoła, boisko piłkarskie, cmentarz, pomnik legionistów, rzeka i drewniany most na niej.

Widzę nasze podwórko i zabudowania. Piękny, wysoki jesion rosnący na podwórku, obróg na zboże i siano, psią budę, gdzie pełnił swą służbę wierny Luks, zanim zastrzelili go Niemcy. Sad z jabłoniami i gruszami, i śliwę węgierkę. Śliwkami z tej węgierki tak się raz napchałem, że nie wiele brakowało, aby tych wspominek nie miał kto napisać.

Za sadem i ogrodem płynął sobie potok -Sołoniec, co po deszczach czasem wylewał. Za potokiem, bardzo blisko była góra zwana Brodą. Na Brodzie ślady okopów z walk pierwszej wojny światowej i żydowski cmentarz - kirkut. Dalej, na horyzoncie, też góra - Pohorylec, gdzie dziadek Szajer miał pole i ogromny, grzybny las z kozakami i borowikami, ale i węży było tam wiele. Przed Pohorylcem płynęła rzeka Maniawka, która potem, po obsłużeniu kilku młynów, łączyła się z naszą Bystrzycą. Dziadkowie mieli tam dom i zabudowania przy kapliczce i na samym prawie początku wsi Manasterczany.

Kiedyś przeżyli sąsiedzką tragedię. Na ich posesji, w ogrodzie, pasący się koń zabił synka ich sąsiada - Dziunia. Chłopiec kochał konie i pod nieobecność dorosłych przelazł przez płot i z niewłaściwej strony zbliżył się do ogiera. Jedyny synek sąsiadów zginął tragicznie i bez świadków. Sąsiedzi rozpaczali i nie mogli się z tym pogodzić. O tę niepotrzebną śmierć obwiniali dziadka. Idąc z Sołotwiny do Manasterczan - do dziadków, można było po drodze odwiedzić wujostwo Zaunerów, Nowaków i stryjostwo Citkowskich. Mąż stryjenki Citkowski zginął tragicznie przysypany ziemią w drążonej kopalnianej studni. To tragiczna rodzina. Nie upłynie wiele lat i stryjenka z córką zostaną bestialsko zamordowane przez banderowców, tuż przy wsi Babcze.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

bez komentarza , bez słów . z szacunkiem należytym pozostaję.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.