Facebook Google+ Twitter

Mały żółw i inne eufemizmy - relacja z Jealousy Mountain Duo

Debata nad stanem kultury zaczyna się w takich miejscach i okolicznościach, jak czwartkowy wieczór w Eufemii w Warszawie: ledwie garstka osób skorzystała z okoliczności kameralnego posłuchania niezależnego grania. I to w stolicy!

Nie znam ani jednej osoby, która potrafiłaby mi w jakiś sensowny, przekonujący sposób odpowiedzieć, dlaczego konsumenci kultury i innych dóbr, jakimi jesteśmy otoczeni, nie bywają na małych, ciekawych, niszowych, kameralnych, innych wydarzeniach. Z resztą, o czym mówimy, na dużych zdarza się im też nie bywać, i na średnich bynajmniej nie jest lepiej. W Polsce można sprzedać Openera (z czego się oczywiście cieszę) i kilka innych wielkich festiwali, które wciąż kosztują przyzwoicie, no i prezentują ogromnie skondensowane ilości muzyki na raz. Ale też nie każdy ma na takie maratony i poniewierki ochotę - wydawałoby się więc, że pójście do klubu, na godzinę, zapłacenie rozsądnej kwoty, wypicie jednego piwa i usłyszenie czegoś nowego to idealna oferta. A może tak jest tylko z perspektywy kogoś, kto wciąż na te koncerty uparcie przyjeżdża, bo nie ma takiej możliwości u siebie w mieście... Tak czy inaczej, nie jest dobrze. Jeśli z półtora miliona mieszkańców nie da się uzbierać 50-osobowej grupy słuchaczy, to znaczy, że energia kanalizuje się gdzie indziej. I szkoda, że jednak nie w kulturze.

A co do sedna sprawy, to http://jealousymountainduo.com/ to zespół niemiecki, który zagrał niezły koncert, gdzieś na granicy improwizacji ze z góry zaplanowanym repertuarem. Perkusista w krótkich spodenkach wyżywał się niebywale na swoim instrumencie, zapewniając dość matematyczne, schematyczne doznania rytmiczne, takie przypominające o Battles, za to gitarzysta krzesał ze
swego narzędzia dźwięki nieprzewidziane, chaotyczne, zmienne i bardziej Tortoisowe. Stąd ten mały żółw - stylistyka Jealousy Mountain to spotkanie Battles z Tortoisami, takimi z "TNT", prostota, emocje, jakieś math rockowe i post rockowe impresje, trochę melodyjnie, a trochę awangardowo i rzężąco. Efekt był taki, że niestrudzona publiczność po niecałej godzinie wciąż chciała więcej, a panowie ochoczo kolejnej dawki dźwięki nam dostarczyli. Świetnie byłoby ich też zobaczyć w poszerzonym składzie - ja wiem, że to duet, ale te saksofony, basy i inne smaczki, które gdzieś się przewijały z samplera, świetnie sprawdziłyby się w warunkach scenicznych, tworząc jeszcze pełniejszy, no i już nie tak ascetyczny przekaz, a przy okazji dając szansę na jakieś dalsze improwizacje i zabawy dźwiękiem.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.