Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

45384 miejsce

Małysz pogubił się przez nas, kibiców

Może się mylę. Może, bo już raz – w 2006 r. – wieszczyłem koniec kariery Adama Małysza. Ale dziś wydaje się to jeszcze pewniejsze. Dlaczego nie mógł odejść w chwale jak Janne Ahonen? Wyłącznie przez nadmierne oczekiwania mediów i kibiców...

Jeden z ostatnich triumfów Adama Małysza - złoty medal na MŚ 2007 w Sapporo / Fot. PAP/EPA/ROBERT GILHOOLYBył marzec 2007 r. i wielki come back Adama Małysza. Najpierw złoty medal na MŚ w Sapporo, a później fantastyczne skoki w Planicy i Kryształowa Kula po raz czwarty. Jeszcze kilka tygodni wcześniej nikt w to nie wierzył. Niesamowity powrót na sam szczyt po czterech latach przerwy.

I jednocześnie idealny moment, by zakończyć karierę - albo przynajmniej zrobić sobie przerwę. Dlaczego wówczas nie odszedł, będąc na szczycie? Może liczył, że utrzyma znakomitą formę, powalczy o najwyższe laury również w kolejnych sezonach? Ale taki Janne Ahonen też mógł mieć nadzieje, a mimo to – będąc w podobnym wieku – postanowił zakończyć karierę po minionym sezonie. Nie chciał ryzykować, że rozmieni swoją sławę na drobne. Małysz takiej decyzji nie potrafił podjąć. A może po prostu ugiął się pod presją oczekiwań – związku, mediów i przede wszystkim kibiców?

Oczekiwania nie do spełnienia


Żeby było jasne – nie zaliczam się do fanów Adama Małysza, nigdy też jakoś szczególnie mu nie kibicowałem. Lecz mimo to mam do Małysza ogromny szacunek – za to, że utrzymywał się na absolutnym topie przez kilka lat z rzędu. I za to, co zrobił właśnie w 2007 r., gdy potrafił przezwyciężyć kryzys i powrócić do wielkiej formy.

Nic więc dziwnego, że w całej Polsce Małysz od lat budzi powszechny entuzjazm. Ma miliony bardziej lub mniej wiernych kibiców, gotowych wspierać go nawet w najdalszych zakątkach świata. Wszystko pięknie. Tyle tylko, że ów tłum fanów za bardzo nakręcony był (i nadal jest) na polski sukces. Od lat chciał tylko dwóch rzeczy: żeby Małysz wciąż skakał. I żeby wygrywał. Teoretycznie nic w tym dziwnego – tak samo jak fiński kibic chce sukcesu Fina, a austriacki Austriaka. Rzecz w tym, że polskie nadzieje wobec Małysza w wielu momentach były mocno przesadzone. W efekcie wspomniany entuzjazm, jaki ogarniał cały kraj, stał się męczący dla samego Małysza i obecnie wyniszcza go tym bardziej, im mocniej i częściej zawodzi wygórowane oczekiwania mediów i kibiców. Ten sam entuzjazm zmiótł przy okazji niezłych trenerów z zagranicy: Heinza Kuttina i Hannu Lepistö.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (13):

Sortuj komentarze:

Szymon
  • Szymon
  • 22.01.2011 08:40

Sewerynie, czas chyba ze wstydu skasować swój artykuł. Małysz jakby słuchał rad "życzliwych" w 2009. to by nie zdobył dwóch srebrnych medali na Igrzyskach Olimpijskich, nie miałby pierwszego miejsca w Zakopanem. Czas posypać głowę popiołem i powiedzieć - nie miałem i nie mam zielonego pojęcia o sporcie.

Co do nietrafności pomysłu wycofywania się najlepiej obrazuje to Ahonen, wrócił po czasie ale gwiazda jego zgasła, czasem się nawet nie kwalifikuje. Widocznie zbyt bardzo stracił kontakt ze sportem.

Jeśli chodzi o cytat "trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść" - jak można pisać tak w 2009 i nie zdawać sobie sprawy, że ten tekst w tych latach już jest ironiczny gdy na scenie ciągle śpiewa podstarzały Markowski z siwymi włosami z zespołem, który od ponad kilkunastu lat nie napisał, żadnej nowej, dobrej piosenki.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Małysz to tylko człowiek, ma lepsze i gorsze dni. Nie każdy moze i chce skakać... Mam nadzieje ze wruci do formy, jeśli nie to dla mnie zawsze pozostanie wielki

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo dobry tekst, " I żeby nikt nie oczekiwał cudów od polskiego skoczka, który swoje i tak już osiągnął. Bo właśnie za to należy mu się spokój i szacunek" Teraz powstaje nowy kult "Kubicy" nakręcany w Polsacie. Media zbyt się tym wszystkim jarają i nakręcają ludzi. W tym roku wygrał Kubica, ze względu na popularność, chociaż mam też do niego szacun, za to, co zrobił. Za kilka lat o Kubicy też będą pisać jak o Małyszu. Pójdą w zapomnienie... Prawdziwi fani, pozostaną z nimi do końca, na dobre i na złe, co by się nie działo...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Szacunek się wszystkim sportowcom należy. Wszyscy się śmieją z Roberta Mateji, a powinni go szanować. Ja go bynajmniej szanuję, wielkich sukcesów nie miał, ale fajnie było jak kiedyś w Zakopanem prowadził po pierwszej serii zawodów, a skończył ... ehhh, szkoda gadać ; )

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ogromny +

"Bo właśnie za to należy mu się spokój i szacunek – a nie ciągłe słuchanie, że musi jak najszybciej powrócić do formy, bo Polacy chcą, by wciąż wygrywał."

Komentarz został ukrytyrozwiń

Co do końca kariery Adasia, to dla mnie jest za szybko. Ahonen był w tyle komfortowej sytuacji, że widać tam następców. Jest Harri Olli, który jak nie będzie dawał w palnik, to może stać się wielkim skoczkiem, do tego wiecznie niespełniony Hautameki, oraz młodzi Larinto i Niemi. A u nas jak nikogo nie było, tak nie ma ... i boję się, że długo może nie być. A w dodatku Małysz jest na tyle "młodym" (dziwne określenie jak się patrzy na Schlirenzauera i Morgensterna), że może jeszcze wygrywać, choć ciężko w to niektórym uwierzyć.

Komentarz został ukrytyrozwiń

No właśnie... "Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść" - słuszna uwaga. Właśnie ta myśl zainspirowała mnie, żeby w ogóle ten artykuł napisać. Oczywiście można mieć różne poglądy, ale osobiście wolę jak wielcy mistrzowie kończą kariery po jakimś wielkim sukcesie. I tu pytanie do Adama Lutostańskiego: naprawdę wolałbyś żeby Małysz zakończył karierę nie w takim stylu jak Ahonen, tylko jako zbliżający się do czterdziestki zawodnik, z trudem zdobywający jakiekolwiek punkty i rozmieniający swoją sławę na drobne?

@Max
Ze Schmittem jest trochę inna sytuacja. On, można powiedzieć, przeżywa "drugą młodość" sportową, bo na dobrą sprawę ostatni raz w tak wysokiej formie był w 2002 r. Małysz, gdyby powrócił do formy, przeżywałby natomiast już chyba czwartą młodość. Zwróćmy uwagę, ile on już miał takich come-backów: Predazzo 2003, Zakopane 2005, Sapporo 2007... Ile razy można powracać do wysokiej formy? Właśnie dlatego raczej nie wierzę w kolejny jego powrót. A skoro już zahaczyliśmy o Schmitta, to po cichu liczę, że skoro powrócił, to odniesie jakiś sukces (medal MŚ?) i też jak Ahonen będzie wiedział, kiedy skończyć. Może po tym sezonie, może po następnym... bo obawiam się, że też długo nie pociągnie w takiej dyspozycji, a kolejnego powrotu może już nie być.

Ja Małysza nie usprawiedliwiam, tylko zwracam uwagę na problem - że za dużo od niego oczekujemy i wierzymy, że w nieskończoność będzie powracał do najlepszej formy. Inna sprawa, że słaba postawa reszty naszych skoczków w dużym stopniu na to wpłynęła... i tu Adam Lutostański ma rację. Wystarczy spojrzeć co się stało z Mateuszem Rutkowskim.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Sewerynie ciężko się z Tobą zgodzić. Każdego sportowca możemy więc tak usprawiedliwić. Otylce na IO też przez nas, kibiców nie poszło?

Tak, czy siak - temat odważny poruszyłeś.

A jeszcze co do Janne Ahonena, to wielki szacun, że skończył - "Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść" - to do Adam Lutostańskiego kieruje.

Komentarz został ukrytyrozwiń

- bo bredzisz

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ale dlaczego od razu go skreślamy ? Starsi skoczkowie od niego skaczą. Zobaczmy na Smitha jest w wieku Adama. Od kilku lat nie słyszeliśmy o nim, a teraz ? Skacze naprawdę dobrze. Kolejnym przykładem może być Kasai. Japończyk nie skacze może jakoś rewelacyjnie ale zdarza mu się wskoczyć do dziesiątki, a w trzydziestce jest bardzo ciężko. Proszę dajmy czas Adamowi !

Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.