Facebook Google+ Twitter

Małżeństwa gejów - nie kosztem związku mężczyzny i kobiety

Kilka miesięcy temu w Karlsruhe zapadł wyrok, który uruchamia efekt domina z niebezpiecznym dla małżeństwa rezultatem końcowym. Wolne związki wypierają instytucję małżeństwa. – Nadążamy za rzeczywistością - tłumaczą sędziowie.

Osoby wstępujące w związek małżeński bez oporów przyjmowały do tej pory życzenia płodności. Błogosławił ich Kościół, państwo, rodzice. Młodym małżonkom udzielano społeczny kredyt w postaci przywilejów licząc, że zwróci się on poprzez wkład rodzinny. Od nich zależy pomyślna i bezpieczna demograficznie PRZYSZŁOŚĆ - akcentowano. Sędziowie niemieckiego Trybunału przekreślili te oczekiwania - czy w dobrze pojętym interesie społecznym?

Rzeczywistość, na którą powołuje się trybunał to dwa tysiące dzieci żyjących pod skrzydłami związków partnerskich na kilka milionów wychowywanych przez małżeństwa. To zbyt olbrzymia dysproporcja, żeby nie mogła powstrzymać zmian na wypróbowanej konstrukcji prawnej - chciałoby się powiedzieć! Ale sędziowie kierują się nieznającą ustępstw logiką równości.

Niemiecki Trybunał Konstytucyjny za dyskryminację uznał nierówne traktowanie życiowo niezobowiązanych partnerów. - Wiele niemieckich małżeństw nie ma potomstwa, bo nie każde małżeństwo zostaje zawarte w celach prokreacyjnych - stwierdzili sędziowie. Decydenci doszli do prostego i ostatecznego w swej pragmatyce wniosku: Między instytucją partnerstw a małżeństwami nie ma różnicy, która uzasadniałaby faworyzowanie tych drugich. Przywileje przysługują małżonkom tylko wtedy, gdy nie dyskryminują osób żyjących w związkach partnerskich - czytamy w sentencji wyroku.Tendencja orzecznicza w największym kraju Unii wpłynie na strukturę rodziny w XXI wieku.

Początek


Zaczęło się od podważania "dyskryminacji" prawnej. Polski działacz gejowski, Szymon Niemiec skromnie i "logicznie" przekonuje (Wiadomości24.pl):

Nie chcę małżeństw homoseksualnych. Nie chcę prawa do adopcji dziecka. Nie potrzebuję wystawnej ceremonii w Urzędzie Stanu Cywilnego. Nie potrzebuję żadnych specjalnych przywilejów czy praw. Poczta, podatki, szpital, policja, prokuratura i sąd - na regulacji tych instytucji mi zależy!

Kilka lat wcześniej Prof. dr hab. Mirosław Nesterowicz, pracownik Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu objaśnił regulacje, na których zależy homoseksualistom w dziesięciu punktach. Nie wywarł wrażenia na gejach (artykuł Sz. Niemca datowany jest na wrzesień 2007 roku; eksplikacja prof. Nestorowicza ukazała się w 2004 r), ale spotkał się z uznaniem i aprobatą prawników. Nikt z grona wykładowców nie polemizował z artykułem "Dziesięć mitów prawnych gejów i lesbijek". Środowiska LGBT (polemika ukazała się na portalu "Homiki") agresywnie zarzuciły profesorowi kilka nieścisłości, nie wnosząc nowych treści. Postulowały za to grupową ochronę prawną swojej mniejszości.

W MICIE PIERWSZYM profesor omawia warunki odwiedzin w szpitalu partnera seksualnego i uzyskania informacji o jego stanie zdrowia. Kontrowersje wokół przepisów ustawy o zawodzie lekarza z 1996 r i ustawy o zakładach opieki zdrowotnej z 1991 r zamyka akt woli pacjenta, często sporządzany uprzednio. W każdej z tych ustaw pojawia się odpowiednia fraza: "... bądź za zgodą pacjenta", która eksponuje zasadę tłumaczoną przez profesora: prawa indywidualne są centralne.

MIT DZIEWIĄTY powiela niedomówienia o braku ochrony w procesie karnym. Prawo uwzględnia szczególne, pozamałżeńskie więzi emocjonalne. "Artykuł 185 kodeksu postępowania karnego pozwala sądowi zwolnić od złożenia zeznania lub odpowiedzi na pytania osobę pozostającą z oskarżonym w szczególnie bliskim stosunku osobistym, a więc gdy między świadkiem a oskarżonym zachodzi więź emocjonalna lub uczuciowa. Dotyczy to także par homoseksualnych." Gejom chodzi jednak o coś więcej; domagają się wyróżnienia własnych relacji na tle wszystkich innych.

MITY DRUGI i PIĄTY mówią o tym samym, co mit pierwszy. Profesor prostuje: do odbioru korespondencji oraz wynagrodzenia za pracę i innych dochodów można upoważnić każdą osobę poprzez złożenie odpowiedniego oświadczenia. Prawo bankowe z 1997 r. pozwala na prowadzenie rachunku oszczędnościowego dla kilku osób (tzw. rachunek wspólny), przy czym każda z nich korzysta z uprawnień posiadacza rachunku w granicach określonych w umowie. Niektóre banki oferują otwarcie wspólnego konta bankowego dla osób niepozostających ze sobą w stosunku pokrewieństwa. Jeśli natomiast jeden partner seksualny posiada rachunek bankowy, może drugiemu udzielić pisemnego pełnomocnictwa do dysponowania kontem.

Geje protestują, że małżeństwa mają troszkę więcej udogodnień w tym względzie, bowiem obowiązuje domniemanie: jesteś małżonkiem to prawie na pewno jest zgoda partnera. Tak pomyśli pocztowa urzędniczka. Może to i ważna - psychologicznie różnica - ale nie na tyle ważna, żeby interesowała ustawodawcę. Gej osiągnie to samo, co małżonek zadając sobie trud spisania pełnomocnictwa.

Dziedziczenie ustawowe także ustępuje rozporządzeniu osobistemu (ciągle powraca logika indywidualizmu prawnego). To MIT TRZECI: "Nie mamy praw dziedzicznych". Rzeczywiście testament można sporządzić - pisze Adam Bulanda, autor polemiki z prof. Nesterowiczem - ale praktyka taka nie jest w Polsce popularna. W dodatku - kontynuuje - trudno sporządzić poprawny testament pisemny. Pozostałe typy (administracyjny i notarialny) są drogie - twierdzi. Koszt sporządzenia testamentu sięga kwoty 150 złotych.

I znowuż prawna polemika epatuje wygodnymi, mało poważnymi w sensie prawnym tezami. Nie mam nic przeciwko ułatwieniom, ale pod warunkiem, że nie są one zasadniczym pretekstem do zmiany całej orientacji ustawodawczej.

Nie ma ograniczeń w kupnie mieszkania czy innych przedmiotów albo dokonywania darowizny (MIT CZWARTY). Sąd Apelacyjny w Warszawie w wyroku z 8 października 1997 r. (sygn. I ACa 648/97) orzekł: "Strony (partnerzy homoseksualni), zgodnie ze swoją wolą, mogą nabywać na współwłasność w częściach ułamkowych ruchomości i prawa majątkowe. Są też uprawnieni do przeniesienia udziałów w zgromadzonym już majątku na rzecz współpartnera." Kwestie praw majątkowych albo spółdzielczych swobodnie regulują stosowne przepisy o przeniesieniu własności.

Przeciwdziałanie dyskryminacji w pracy przewidywał już - bez żadnych ingerencji UE - artykuł 11 3 kodeksu pracy z 1974 r. (MIT SZÓSTY). "Przywileje małżonków w prawie pracy np. prawo do wypłacania pensji bezpośrednio sobie, jeżeli drugi małżonek marnotrawi swoja wypłatę, prawo do renty, zasiłku, odprawy przy chorobach zawodowych, wypadkach przy pracy, etc., a także przywileje w systemie ubezpieczeń społecznych" (MIT ÓSMY) wynikają z dwóch założeń - które szerzej omawiam w dalszej części artykułu - o większej trwałości związków małżeńskich i o prokreacyjnym potencjale małżonków. Trzeba też uwzględnić, że firmy ubezpieczające kierują się specyficznymi przesłankami np. biorą pod uwagę wyższą wśród gejów fluktuację partnerską, zapadalność na określone choroby czy śmiertelność.

Jednostka a grupa


Ochrona dóbr osobistych (MIT SIÓDMY) nie zbiega się w definicji grupowej, co znacznie ułatwiałoby rozprawianie się z "miękką przemocą" wobec homoseksualistów. Skuteczności takiej ochrony nie można jednak odbezpieczać rozchwianiem równowagi między prawami indywidualnymi a grupowymi. Orientacji seksualnej nie definiujemy pozytywnie tak jak funkcji prokreacyjnej. Popęd seksualny nie interesuje prawodawcy. (Będę to szerzej uzasadniał w odniesieniu do samego małżeństwa). Jeśli tylko skuteczność miałaby być odpowiednią przesłanką ustawodawczą to można by skonstruować protekcyjne prawo dla wszystkich przypadków naruszenia czci albo integralności fizycznej. Dlaczego wyłączać spod takiego przywileju niepełnosprawnych, chorych na Parkinsona albo po prostu starych ludzi, których statystycznie lekceważy się częściej niż homoseksualistów?

Łatwo zauważyć, że prawa jednostkowe są prymarne w nomenklaturze ustawodawczej. Natomiast przywileje dotyczą grup zdefiniowanych pozytywnie (nie negatywnie i nie neutralnie), czyli takich, które wnoszą szczególny wkład w życie społeczne. Jaki wkład wnosi grupa homoseksualistów poza indywidualnymi talentami, które nie mają przecież ścisłego związku z orientacją seksualną, tak jak ma go wkład etniczny i religijny? Nadanie homoseksualistom szczególnego statusu byłoby niewytłumaczalnym i generującym chaos społeczny precedensem. Dlaczego innym grupom będącym w mniejszości nie fundować garnituru przywilejów łącznie ze zbiorową ochroną, choćby albo zwłaszcza niepełnosprawnym. Co z miłością osób biseksualnych, bigamicznych lub zakochanego w sobie rodzeństwa? Homoseksualistów niekiedy oburzają takie porównania, ale przeciwwskazania czy brak motywu dla uprzywilejowania związków, które nie wnoszą nic od strony społecznej łączy ich z nimi, tak samo jak namiętna i prawdziwa miłość, której nie sposób negować. Nie jest ona jednak i być nie może obiektem bezpośredniego zainteresowania ustawodawcy. Wkrótce zabudowalibyśmy podstawowe prawo jednostkowe masą rzeczywistych nierówności, czyli takich które bazują na nierównym traktowaniu identycznego wyposażenia lub jego zrównaniu. Absurdy i sprzeczności rozchwiałyby ładem społecznym. Nie musimy daleko szukać. W Wielkiej Brytanii konsekwentna i logiczna polityka równości wygenerowała takie sytuacje jak ta, że właściciele przykościelnej sali katechetycznej nie mają prawa odmówić goszczenia gejowskiego wesela a w Hiszpanii prawem równości chciano objąć także bliskie ludzkiemu genomowi małpy.

Uzasadnienie odmowy gejom "ich praw" nie jest małoduszne i bezsensowne. Nie twierdzę, że przeżycia, którym dają publiczne świadectwo są nieszczere (choć wątpię czy są realnym zmartwieniem wszystkich gejów). Nie chciałbym tylko dostosowywać rozwiązań społecznych do ich nastrojów i zbyt subiektywnych wątków, które są podciągane pod prawa cywilne. Może więcej uwagi i współczucia ze strony społeczeństwa wystarczy, ale nie dekretowanego i wymuszanego przez patetyczną retorykę.

Złożenie pełnomocnictwa lub oświadczenia zadośćuczyni wszystkim - oprócz podatkowych - oczekiwaniom homoseksualistów podsumowuje Profesor Nesterowicz:

Ustawa o związkach partnerskich nie musi regulować tego, co jest uregulowane. Jedyna regulacja, która obecnie nie jest korzystna dla par homoseksualnych w porównaniu z małżeństwem, to unormowania podatkowe (podatek od dochodów osobistych, podatek od spadków i darowizn). Nie jest jednak wcale pewne, czy tu musi zachodzić równość. Małżeństwo ma inne cele i wydatki, zwłaszcza związane z dziećmi.

Przeciętni Kowalscy poczytują żądania organizacji gejowskich za przejaw walki z dyskryminacją. To nieprawda. Funkcjonowanie gejów regulowane jest wystarczająco przyjaźnie na poziomie jednostkowym. Homoseksualne związki najzwyczajniej przynależą do całej puli ludzkich relacji, które mieszczą się poza małżeńskim uprzywilejowaniem, ale nie są przez to w żaden sposób dyskryminowane.

Żądania homoseksualistów wydają się zrozumiałe dopiero z poziomu mentalności. Chcą być tacy sami - normalni. Za sprawą repliki legislacyjnej, jak za pomocą rytuału magicznego pragną pozyskać przywileje płodności i heteroseksualne atrybucje w obrębie tej samej płci. Magia tu jednak niewiele może pomóc. Nie należy dawać wiary zapewnieniom o pragmatycznych motywacjach i ograniczonym charakterze ich żądań. Wszedłszy na jeden szczebel tej drabiny musimy uznać w całości motywację i logikę gejów. Upór w dążeniu do zatarcia różnic między własną kondycją a heteroseksualną może ustąpić tylko w drodze uznania związków homoseksualnych za małżeństwa.

Przyczyny ustawodawstwa małżeńskiego


Częstym argumentem w dyskusjach - w które włączył się Trybunał z Karslruhe - jest wskazywanie na istotę małżeństwa, którą ma być sama tylko - niespełniona w płodności i prokreacji - relacja dwojga ludzi. W układzie zaproponowanym przez sędziów prokreacja - nie zawsze małżonkom dostępna albo nieobecna z ich własnego wyboru - nie przemawia już za odrębnością instytucji małżeństwa. Prawo miałoby chronić związki wszystkich ludzi, niekoniecznie dwojga i tej samej płci.

To dość karkołomna konstrukcja antropologiczna. Jej niebezpieczeństwo polega na redefiniowaniu subtelnego materiału relacji pomiędzy dwojgiem intymnych partnerów charakteryzujących się płodnością na poziomie różnicy płci i podejmujących zobowiązanie wierności.

O legislacyjnych intencjach instytucji małżeństwa można opowiedzieć w pięciu punktach.

1. Założenia legislatury, czyli oczekiwania społeczne.
Ustanawiając instytucję małżeństwa nie wchodzimy z butami w ludzkie sumienia natomiast zakładamy, że uprzywilejowane pary będą się starały o potomstwo. Ma to walor transakcji: pary dostają przywileje, w zamian za wysiłek rozrodczy i wychowawczy. Takie jest założenie legislatury - świeckiej, jak kościelnej. Dlatego - na przykład - niepłodność jednego z małżonków może być powodem dla rozwiązania małżeństwa. Dobrze to ukazuje liturgia Kościoła, która w warstwie werbalnej od razu błogosławi płodność zawierających związek małżeński. W judaizmie małżeństwo bezpłodne albo bezdzietne jest synonimem przekleństwa. Najbardziej brutalnie postępuje islam. Niepłodną żonę można zastąpić kolejną. Katolicyzm stoi na stanowisku nierozerwalności małżeństwa. Płodność można sublimować (nie wykluczając jej, bo jest trwałym i niezastąpionym elementem małżeństwa), choćby poprzez adopcję.

Fakt, że nie wszystkie małżeństwa spełnią oczekiwanie legislatury nie umniejsza samego założenia. Polityka rodzinna jest sumą zachęt mobilizujących maratończyków, z których nie wszyscy dobiegną do mety. Jej zadaniem jest działać na korzyść statystyki rodzinnej i maksymalnie ją podbijać.

2. Potencjał biologiczny.
Otwartość na płodność to w rozumieniu legislacji potencjał posiadany przez małżonków. Prawo zwraca uwagę na minimum zdolności prokreacyjnych i wychowawczych nie określając warunków maksymalnych. Prawodawcy nie interesuje, że jakiś partner ma korzystny profil genetyczny a kobieta budowę ciała sprzyjającą zrodzeniu silnego potomstwa. Wychodzi od minimum, którym jest zasadnicza różnica płciowa, a można dopowiedzieć, że taka różnica gwarantuje leczenie płodności. Różnica pomiędzy związkami gejowskimi a małżeństwami polega na tym, że geje są niepłodni już na samym poziomie różnicy płciowej.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

Totalne bzdury pan M,S. pisze o tym, że my nie możemy mieć dzieci. Nie wiem jak spermatogeneza przebiega u autora. U mnie wytryski są znakomite a spermie nic nie brakuje - to jeśli chodzi o płodność.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dlaczego piękni mężczyźni, którzy się kochają nie mogą stanąć na ślubnym kobiercu i cieszyć się tą chwilą, kiedy zagrają organy a tłum zaproszonych gości rzuca im pod nogi ryż i monety na szczęście? Czy miłość też jest nienormalna według autora?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Marcinie - granicę ludzkiego określić bardzo prosto. Jest ona tam, gdzie jedna istota ludzka z pełną świadomośćią i dobrowolnie godzi się na to, co robi z nią druga istota ludzka, i wzajemnie. No i chwileczkę: co jest złego w związkach poligamicznych? To, że nie mieszczą się w Pańskim kanonie kulturowym, nie znaczy jeszcze, że są nieludzkie. A związek bigamiczny - nie bardzo rozumiem, jaki miałby być, i czym w świetle prawa miałby się różnić od poligamicznego. Chyba że nie chodzi o "światło prawa" tylko o to, co ludzie robią w łóżku -fe! :)

Za rzetelność artykułu dałabym 5, należą się Panu wielkie brawa za wielki kawał dobrej roboty - za wnioski, jakie wysnuwa pan z tej roboty, -5, więc licznik, wychodzi na 0. Bardziej sczegółowa dyskusja niestety nie w chodzi w grę, po piwersze z braku czasu, po drugie ze względu na obecność Pani Miłki - jeszcze mi nerwy miłe :)

Więc tylko wpisuję się niniejszym, żeby Panu przykro nie było, że Gej z kulawą nogą tu nie zajrzał. Chociaż właściwie nie powinnam się poczuwać.... O lesbijkach pan zapomniał, pojawiają się tylko w nazwie LGBT. Czy to tylko skrót myślowy, czy może nie ma pan nic przeciwko związkom lesbijek? Ech, ten męski świat! :)
Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

- Inna rzecz która mnie intryguje to czy związki jednopłciowe nie otwierają drogi ku dalszym zmianom, a konkretnie uznawania przez państwo związków bi- i poligamicznych.

- dobre pytanie, bo czym - bo gdzie jest ta granica "ludzkiego"?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dawidku, ludzie nie książki. Relacji partnerskich nie da się kupić albo skserować. One rodzą się... tylko w pewnych warunkach. Nie chcę nikomu uwłaczać, ale w w związkach, w których z góry się zakłada, że kiedyś się rozstaniemy, wierność jest przeżytkiem, a a rezygnacja z własnego ja przeżytkiem do spięcia zwanego miłością nie dojdzie. One trwają tyle ile trwa namiętność - 3 do 5 lat. Taka też jest ich średnia trwałość. Namiętność towarzyszy jednak miłości, ale miłością nie jest. Towarzyszy właśnie przez pierwszych kilka lat, inni mówią miesięcy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Hmm, ciekawy artykuł. Argument, że małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny jest korzystny dla społeczeństwa i dlatego jest uprzywilejowany zawsze najbardziej mnie przekonywał. Podobnie jak prawa autorskie mają na celu dobro społeczeństwa a nie (tylko) autora i dlatego można kserować książki [1]). Inna rzecz która mnie intryguje to czy związki jednopłciowe nie otwierają drogi ku dalszym zmianom, a konkretnie uznawania przez państwo związków bi- i poligamicznych. Miałyby one bardzo ciekawe implikacje prawne i podatkowe. Myślę o czymś w rodzaju rodzin rzędowych z książkek Roberta A. Heinleina. ;)
[1]: Jeśli autor/wydawca żąda za np. podręcznik zbyt wygórowanej ceny, można książkę pożyczyć i skserować. Dla społeczeństwa lepiej żeby autor mniej zarobił, ale ludzie mieli łatwiejszy dostęp do wiedzy.
Powracając do artykułu, ciekawy, ale trochę jednostronny. Rozumiem, że osoby w związkach jednopłciowych chciałyby móc wesprzeć się autorytetem państwa. I wierzę w ich dobre intencje. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawe logika: co ma piernik do wiatraka??! Jeżeli wolne związki małżenskie - to muszi byó porównanie z "małżeńskimi związkami gejowskimi" a to niby dlaczego ??!! - Sam przez dwa lata żyłem w Wolnym Związku Małżeńskim - i był to najszczęśliwszy i najwspanialszy okres w moim calym życiu!!!

- Jeżeliby byłoby nawet tylko Jedno Dziecko z wolnego małżeństwa na całym bożym Swiecie - to musi mieć Ono TE SAME PRAWA!!! co dzieci ze związków ślubnych ( mów: kościelnych! ) Nie stosujcie do Dzieci matematycznych wyliczeń!!! Dziecko potrzebuje Waszych Serc, a nie waszego wyrachowania!!!!!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zgadzam się, że autor solidnie przyłożył się do pracy i nie dał się ponieść emocjom. To duży plus. Treść warta przedyskutowania w czasach poważnego kryzysu instytucji małżeńskiej. Smutne refleksje budzi zwłaszcza sformułowanie:
"Prawodawca w małżeństwie widzi najlepszą gwarancję trwałości triady ojciec, dziecko, matka, która gwarantuje pomyślny rozwój potomstwa. Małżeństwo wyklucza zatem przypadkowość prokreacji, ustala jej ład i zapewnia symbiozie matki i dziecka wsparcie najbliższe i najbardziej konieczne - ojca. Małżeństwo zobowiązuje ojca do opieki nad matką i dzieckiem."
Powiem tak: sami otworzyliśmy drogę do prawnego sankcjonowania wolnych związków (bez względu na płeć), obniżywszy rangę związku małżeńskiego:(

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 17.01.2010 09:21

Na gorąco i szybko ocena.
5*
Rzeczowy i solidny artykuł-z podaniem literatury źródłowej. Bardzo potrzebny. Do tej treści trzeba będzie wrócić. Podoba mi się próba dobrania się do funkcjonujących mitów.

Małżeństwo-to związek kobiety z mężczyzną.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.