Facebook Google+ Twitter

"Mam być za czy przeciw?" czyli posłowie PO nie czytają ustaw

W piątek 24 maja koalicja PO-PSL odrzuciła w pierwszym czytaniu projekt ustawy o Narodowym Programie Zatrudnienia, zgłoszony przez PiS. Uwaga mediów skupiła się na tym, że PO po raz kolejny odrzuca nieswój projekt. Bez racjonalnego argumentu.

 / Fot. Mirosław NowakProjekt Prawa i Sprawiedliwości o Narodowym Programie Zatrudnienia nie został nawet dopuszczony do pracy w komisji. Ta zadziwiająca pycha posłów Platformy Obywatelskiej i koalicyjnego PSL-u może oburzać, zwłaszcza, iż każdy pomysł, który zmniejszyłby bezrobocie jest wart uwagi. Koalicja nie była jednak zainteresowana, a młody minister pracy w skrojonym na miarę garniturze i dobrze dobranej koszuli komentował, że bezrobocie spadło o ułamek procenta. Dziennikarze natomiast pytali cały dzień, dlaczego Tusk i jego kompania muszą być pionierami we wszystkim, nawet kosztem ciągłego oczekiwania na zmiany (minie przecież sporo czasu zanim rząd przygotuje swój własny projekt, analogiczny lub bardzo podobny do odrzuconego). Posłowie partii rządzącej musieli się więc tłumaczyć tego dnia z decyzji klubu.

W programie "To był dzień" w stacji Polsat News gościli politycy Julia Pitera (PO), Grzegorz Napieralski (SLD) i Jacek Sasin (PiS). Dyskutowali o odrzuconym projekcie walki z bezrobociem. Argumenty jakich używała przedstawicielka Platformy były różne: bezrobocie nie rośnie a spada, młodzi ludzie radzą sobie na rynku pracy, zagrywka medialna ze strony PiS. Nagle, pani poseł powiedziała coś, co właściwie przekreśliło ją jako komentatora.

Julia Pitera: Ja nie czytałam tego projektu. Tam były jakieś kredyty zdaje się, pieniądze z budżetu...
Dariusz Ociepa (prowadzący): Ale odrzuciliście go w pierwszym czytaniu, pani poseł.
Julia Pitera: Bo były opinie specjalistów posłów Platformy, w tym pana ministra Władysława Kosiniaka Kamysza.

Okazało się, że była minister nie wie, nad czym głosowała. Wcisnęła po prostu guzik, który kazano jej wcisnąć. Zdanie "tam były jakieś kredyty zdaje się, pieniądze z budżetu..." pokazuje, że nie znała nawet powodów odrzucenia projektu. W pierwszym czytaniu, bez skierowania do prac w komisji ustawodawczej, która mogłaby wyeliminować błędy. Ale to nie wszystko, posłowie są przecież wykorzystywani jako maszynki do głosowania. Nie mając zielonego pojęcia, o co chodziło w projekcie, Pitera przyjęła zaproszenie do programu publicystycznego tylko po to, by w starciu z opozycją gorączkowo bronić stanowiska własnego klubu. Przypomnę, argumentami takimi jak: "bezrobocie nie rośnie a spada, młodzi ludzie radzą sobie na rynku pracy, zagrywka medialna ze strony PiS". Czy to nie jest hipokryzja wobec wyborców. którzy zagłosowali na Piterę?

A jak to wygląda w praktyce

Oczywiście, nie tylko posłowie PO nie wiedzą, nad czym głosują. Politycy opozycji również nie czytają projektów, ustaw, poprawek, które przyjmują i odrzucają w codziennej pracy. Oficjalne stanowiska klubu, informacje o tym, jak głosować otrzymują na bieżąco... smsowo. Sterują tym wyselekcjonowani ludzie w biurach prasowych. Pokazał to bardzo dokładnie Tomasz Sekielski w swoim filmie "Władcy marionetek" (2010, TVN24) na przykładzie biura prasowego SLD. Pracownik wpisuje komunikat, zawierający kilka słów kluczowych w okienko programu komputerowego, klika "wyślij" i po chwili wszyscy członkowie klubu wiedzą, jak głosować i jak mają odpowiadać, kiedy natrętny dziennikarzyna zapyta "co pan/pani poseł myśli o zgłoszonym projekcie?". Po co więc zajmować sobie głowę i czytać setki stron? Wystarczy telefon komórkowy, zawsze dostanie się ściągę lub streszczenie w kilku słowach.

Ciekawe, czy przed udziałem w programie Julia Pitera dostała ściągę o treści: "bezrobocie nie rośnie a spada, młodzi ludzie radzą sobie na rynku pracy, zagrywka medialna ze strony PiS".

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

No jacy oni biedni, 40 kilo czytadła. Tylko że im się za to płaci. Niniejszym deklaruję czytać wszystkie głosowane przez Sejm projekty ustaw w zamian za poselską pensję, ktoś chce mnie zatrudnić ? ;]

Komentarz został ukrytyrozwiń

Projekt Dziennika Ustaw z 1990 roku ważył 4 kg, z roku 1996 już 11 kg, ale z 2002 przekroczył 40 kg!

O pracy posłów pisałem w lutym 2012 tutaj:

link

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Koszty utrzymania biura" to fikcja. Działa to trochę jak firma producencka, której stacja telewizyjna zleca wyprodukowanie programu telewizyjnego. Poseł RP otrzymuje pulę pieniędzy na biuro. Tyle ile wykorzysta to wykorzysta.

Proszę przejrzeć sejmowe strony poselskie naszych parlamentarzystów. Posiadają dziesiątki "wolontariuszy". Wolontariusz nie dostaje pieniędzy z puli na biuro. Czynsz na wynajem lokalu na biuro jest często bardzo symboliczny, ustalany indywidualnie z urzędem. Gdzie jest więc reszta z "kosztów utrzymania biura"?

Komentarz został ukrytyrozwiń

no jeszcze lepiej

Komentarz został ukrytyrozwiń

460 tresowanych małpek. A dziesięć tysięcy wpada. Co miesiąc ;]

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Marku, jak często słyszy pan z ust posłów i posłanek - "polscy parlamentarzyści są za mało opłacani!"?. Dlaczego mają być opłacani bardziej, skoro nawet nie czytają projektów ustaw nad którymi głosują?

"W dodatku, gdy założymy, że te projekty pisane są gęsim - przepraszam prawniczym - językiem, to skąd taki szeregowy poseł ma wiedzieć nad czym debata i za czym głosuje...?"

Toteż skoro dzwoni do posła redaktor z telewizji i zaprasza go do studia, by ten wypowiedział się na temat projektu ustawy odrzuconej/przegłosowanej/planowanej, a ten nie zna projektu, nie wie o co w nim chodzi, nie jest prawnikiem i nie zna języka prawniczego - PO CO przychodzi do studia i wprowadza widzów w błąd? Powinien odmówić, mówiąc "nie znam się, proszę zadzwonić do posła sprawozdawcy".

Na koniec zapytam przekornie - do czego nam posłowie, którzy nie spełniają obowiązków, jakie na nich nałożono? Poseł zawodowy jest zobligowany do zapoznawania się z drukami.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Okazało się, że była minister nie wie, nad czym głosowała. Wcisnęła po prostu guzik, który kazano jej wcisnąć. Zdanie "tam były jakieś kredyty zdaje się, pieniądze z budżetu..."
======================================================== ========

Mogę tylko wyrazić swoje zdziwienie, że ktoś się jeszcze temu dziwi...
Przecież to było roztrząsane już dziesiątki razy w mediach. Nie trzeba robić jakichś wielkich wywiadów czy dochodzeń. Wystarczy posiąść wiedzę na temat: ile ważą (tak,tak! w kg!)projekty ustaw? Wtedy każdy może wyobrazić sobie, co to znaczy zapoznanie się z projektem jakiejś ustawy. W dodatku, gdy założymy, że te projekty pisane są gęsim - przepraszam prawniczym - językiem, to skąd taki szeregowy poseł ma wiedzieć nad czym debata i za czym głosuje...?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Czy w demokracji naprawdę kogoś to dziwi?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.