Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

20524 miejsce

"Mam marzenie" - fundacja spełnionych życzeń

Fundacja "Mam marzenie" już od lat zajmuje się spełnianiem marzeń chorych dzieci. Jak wygląda praca fundacji? Z jakimi przeszkodami muszą liczyć się wolontariusze? Wiadomości24.pl odwiedziły siedzibę organizacji w Krakowie.

fot: U.A.Marczewska Fundacja "Mam marzenie" powstała w Krakowie, w czerwcu 2003 r. Swoim charakterem nawiązuje do amerykańskiej organizacji Make-A-Wish, działającej od ponad 25 lat. U jej początków leży historia Chrisa Greiciusa, chorego na białaczkę chłopca, który dzięki inicjatywie przyjaciół zdołał spełnić swoje marzenie: przez jeden dzień był oficerem policji drogowej. "Mam marzenie" działa w kilkunastu polskich miastach. Od chwili powstania Fundacja spełniła marzenia przeszło ośmiuset dzieci. Jej założyciele postawili sobie jeden cel: spełniać marzenia dzieci cierpiących na choroby zagrażające życiu. Dzięki nim najmłodsi mogą choć na trochę zapomnieć o cierpieniu i puścić wodze wyobraźni. Autorka Wiadomosci24.pl rozmawiała z Martą Chodacką, wolontariuszką i koordynatorką krakowskiego oddziału fundacji. Dowiedzieliśmy się, o czym marzą dzieci i jak wygląda od kuchni realizacja ich planów.

Z Państwa strony internetowej wynika, że marzenia dzieci są często drogie. To na przykład laptopy czy inni sprzęt elektroniczny, a także wyjazdy. Jak fundacja radzi sobie z takimi wydatkami?
– Wszystkie marzenia mamy podzielone na cztery kategorie, z czego dwie to takie, które finansowo kosztują najmniej, natomiast wymagają dużo zachodu i wysiłku. To jest np. marzenie w stylu "chciałbym kimś zostać". Wtedy dziecko zostaje na jeden dzień jakąś postacią: księżniczką, czarodziejką, elfem. Drugi typ marzenia to "chciałbym się z kimś spotkać". Najczęściej jest to spotkanie z jakąś gwiazdą, z kimś, kogo dziecko szalenie chciałoby poznać. Inną kategorią są prezenty, jak laptop i tego typu sprzęty. Ponieważ dzieci często przebywają w szpitalu i potrzebują kontaktu ze światem zewnętrznym, z rówieśnikami i rodziną, to laptop z internetem rzeczywiście jest jednym z najczęstszych pragnień. Najczęściej jest tak, że kontaktujemy się z ludźmi, którzy takim sprzętem dysponują. Stajemy się pośrednikiem między marzycielem a potencjalnym darczyńcą. On zwykle chętnie uczestniczy w takim spotkaniu i przekazuje wymarzony sprzęt. Czasem są to też marzenia bardzo wzruszająca, na przykład była dziewczynka, która marzyła o zwykłej laleczce, czy taka, która chciała dostać czerwone łóżeczko. Natomiast jeśli chodzi o marzenia wyjazdowe, to są to te najkosztowniejsze i wymagające najwięcej przedsięwzięć i zachodu. Często w kosztorysie wyglądają one na imponujące, ale potem udaje się znaleźć jakiś nocleg albo bilety lotnicze.

Jak wyglądają wyjazdy dzieci chorych? Czy ich stan nie jest problemem przy takich wyprawach?

Basia, jedna z marzycielekO spełnieniu takiego marzenia decyduje zawsze lekarz. Na etapach realizacji danego projektu kontaktujemy się i pytamy, czy to marzenie może być realizowane w takiej formie. Zawsze jesteśmy w kontakcie z lekarzem, tak by dziecku nie zaszkodzić, lecz spełnić jego marzenie jak najpiękniej. Z dzieckiem jeździ zawsze rodzina. Założyliśmy sobie, że skoro marzenie ma przynieść radość dziecku, to radość bez rodziny byłaby niepełna. Przeważnie przy realizacji takiego marzenia jest również obecny wolontariusz, przede wszystkim jako opiekun, przewodnik. Musi to być osoba odpowiedzialna, wiedząca, czego się podejmuje. Trzeba opiekować się całą rodziną. Może się zdarzyć, że dziecko gorzej się poczuje, trzeba wówczas umieć zachować zimną krew.

Realizujecie marzenia osób poniżej osiemnastego roku życia...
– Bywa tak, że spełniamy marzenia dzieci już pełnoletnich, ale to wynika z jednego prostego powodu: założyliśmy sobie, że będziemy spełniać marzenia dzieci, które ze względu na wiek, czyli minimum trzy lata, są już w stanie ocenić, co to jest marzenie i bezpośrednio w kontakcie z nami, bądź przy pomocy psychologa mogą je wypowiedzieć. Natomiast spełnianie marzeń dzieci pełnoletnich zdarzają się w sytuacji, kiedy otrzymujemy ankietę przed 18. urodzinami marzyciela. Podobnie jest w sytuacji, gdy dziecko musi czekać, jak nasza Agatka. Jej marzenie, wyjazd do Rzymu, było wyrażone w marcu ubiegłego roku, w kwietniu, natomiast z jej zdrowiem ciągle układa się tak, że wyjechać nie można. Ale Agatka twierdzi, że kiedyś nadejdzie taki czas, że to marzenie będzie się mogło spełnić tak, jak ona to sobie wyobraża. Innego marzenia nie ma, więc czekamy. Prawdopodobnie już na przełomie kwietnia i maja marzenie będzie się mogło spełnić. Agatka skończyła osiemnaście lat w styczniu.

Czy zdarzało się Wam odmawiać dziecku? Mam na myśli sytuacje, gdy np. małe dziecko poprosiło o komputer.
Obok marzeń, które możemy spełnić, są też takie, których nie spełniamy. Nie zajmujemy się przekazywaniem pieniędzy, nie możemy refundować rehabilitacji ani leczenia, ani finansować leków. Założyliśmy sobie, że od tego są organizacje, które tego typu pomocą się zajmują. Dzieci do dziesiątego roku życia nie otrzymują od nas komputerów. Pani psycholog, która z nami współpracuje, powiedziała, że dziecko w pełni korzysta z komputera w momencie, gdy osiąga ten właśnie wiek. To oczywiście bardzo indywidualna sprawa, ale jeśli dziecko potrzebuje komputera mając mniej niż dziesięć lat, to pewnie do tego żeby grać albo oglądać filmy. Wtedy proponujemy inne rozwiązania: albo jakiś XBox, albo PlayStation, albo przenośnie DVD. Ponadto fundacja nie może spełniać marzeń polegających na otrzymaniu broni lub amunicji. Chyba, że chodzi o jakiś specjalistyczny kurs, na przykład kurs łucznictwa. Nie możemy pozwolić, by dziecko zrobiło sobie krzywdę... przez marzenie.

Czy zdarzały się przypadki bądź próby naciągnięcia fundacji?
Była trudna sytuacja, kiedy czteroletnia dziewczynka powiedziała nam, że chce mieć działkę Notatki przydatne podczas pracy wolontariuszy są dosłownie wszędzie. Fot.: U.A.Marczewska o powierzchni czterech arów. Po nieudanych próbach przekonania rodziców, że to dziecko ma wyrazić, co naprawdę chciałoby dostać czy zrobić, tego marzenia nie spełniliśmy. To jedna z nielicznych tego typu sytuacji. Czasem, gdy czujemy, że to nie do końca jest marzenie dziecka, długo z nim rozmawiamy albo przychodzimy kolejny raz na spotkanie. Jeśli to nie działa, bywają rozmowy z rodzicami, podczas których dzielimy się tymi spostrzeżeniami. I to najczęściej skutkuje. Przekonujemy rodziców, że należy pozwolić dziecku zamarzyć i spełnić nawet najbardziej egoistyczne pragnienie. Nawet gdy mama mówi, że ma już trzy rowery, to może jest potrzeba posiadania czwartego, za to własnego.

Jak wygląda praca wolontariuszy?
– Kandydaci na wolontariuszy przychodzą do nas, my zaś staramy się od początku ich zaangażować tak, by mogli stwierdzić, czy to naprawdę jest miejsce dla nich. Organizujemy pierwsze spotkanie z dzieckiem, by mogli je poznać i dowiedzieć się, jakie jest jego marzenie. Potem wolontariusze stają się odpowiedzialni za takiego marzyciela i wiedzą, że ich zadaniem jest go uszczęśliwić. Założenie, które ostatnio powzięliśmy, mówi, że osoby nowe przez dwa miesiące mają status wolontariuszy - obserwatorów. Chodzą "na marzenie" z kimś, kto już ma doświadczenie.

Skąd fundacja czerpie fundusze? Dostajecie datki, część ludzi przeznacza na was jeden procent podatków, ale czy to wystarczy?
– Wpłaty od darczyńców są przeznaczone są na działalność statutową fundacji, czyli na spełnianie marzeń. Zwracamy się do firm, które chętnie pomagają. Niekoniecznie chodzi o wsparcie finansowe. Nie zależy nam na pieniądzach, chociaż tak by było najłatwiej: powiedzieć, że potrzebujemy tyle i tyle. Szukamy kogoś, kto pomoże nie nam, ale dziecku. Takie działania firmy podejmują świadomie. Z jednej strony wpływa to dobrze na ich wizerunek, z drugiej - mają fundusze, które musza być przeznaczane na tego typu działalność, więc to kwestia dotarcia w odpowiednim momencie do odpowiedniej osoby. Czasem jest tak, że ludzie nas zaskakują – wpłacają pieniążki, a potem się okazuje, że to duża firma, która przeczytała o jakimś marzycielu i pomyślała, że spełni jego marzenie. W Krakowie do tej pory zdarzyło się chyba dwukrotnie coś takiego. Jeden chłopiec, Mateusz, chciał mieć laptopa. Przyszedł jakiś pan i powiedział, że spełni to marzenie, po czym wpłacił 4 tys. zł.

Na co macie największe zapotrzebowanie? Na wolontariuszy?

Marzeniem Agaty jest wyprawa do Rzymu. źródło: http://www.mammarzenie.org– Wolontariuszy nigdy dość! Im jest ich więcej, tym więcej spełnionych marzeń. Ale mamy też ulubioną działalność biurową (śmiech ), kontakty z mediami czy poszukiwanie sponsorów. Ostatnio dwunastka spośród krakowskich marzycieli chce gdzieś wyjechać. Dużo ważniejsze od pieniędzy jest zaangażowanie już tam, w konkretnym miejscu. Mamy panią w Madrycie, która raz została zaczepiona na gadu-gadu. Teraz pisze, że jeśli jest potrzeba, to ona pomoże. Więc my niewiele myśląc piszemy, że mamy taką potrzebę i pani na przykład przyjeżdża po kogoś na lotnisko.

***
Fundacja "Mam marzenie" ma status Organizacji Pożytku Publicznego. Oznacza to, że możesz przeznaczyć na nią 1 proc. swojego podatku.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

racja, Ula dzisiaj szaleje:) ale brawo za to, że wolny czas w TAKI sposób pożytkujesz. Duży plus:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Urszulo Agato jak ja Ci zazdroszczę tego wolnego czasu, którzy poświęcasz na pisanie :) Aż mnie skręca, że 1 i 2 są Twoje :):):)

Oczywiście + za ciekawy wywiad i jego "niepłaczliwość". Świetne wyczucie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

*

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.