Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

180872 miejsce

Mamo, ja już byłem na ziemi!

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2006-12-02 22:22

Ten fenomen po prostu paraliżuje. Dzieci mówią wyraźnie, że pamiętają swoją śmierć i opisują „życie przed życiem”. I nie są to żarty, Ladies and Gentlemen!

Panie Robercie, pan ma taką ciekawą pasję, takie ciekawe życie... co najbardziej pana zaszokowało?

Ludzie bardzo często zadają mi to pytanie. Rozumiem to, bo... w końcu nie codziennie można spotkać kogoś, kto jest na tyle szalony, że swój wolny czas i pieniądze przeznacza na badanie tajemniczych zjawisk. Pomijając fakt, czy tego typu działanie jest racjonalne (na przykład moja rodzina uważa, że to moje niezwykłe hobby tylko przeszkadza mi w mojej dziennikarskiej karierze) to trzeba przyznać, że widziałem w swoim życiu naprawdę niebywałe rzeczy. Nigdy nie zapomnę pokoju, w którym kilka dni wcześniej uległo samospaleniu 1,5 roczne dziecko. Byłem tam dokumentując fenomen samozapłonu człowieka (obiecuję, drodzy czytelnicy Wiadomości24.pl, że to kiedyś opiszę) i na pewno ten widok zrobił na mnie wstrząsające wrażenie. Kilka razy byłem świadkiem bardzo dziwnych zjawisk na niebie i nikt mnie nie przekona, że zjawisko UFO to bzdury podawane naiwnym przez cwaniaków, widziałem stygmatyków i mieszkanie opanowane przez złośliwego poltergeista, a jednak... to wszystko blednie wobec zjawiska, które chcę opisać dzisiaj. Cóż to jest takiego? Ot drobiazg, opowieści dzieci. Powiecie – co za bzdura, dzieci fantazjują! Ale wstrzymajcie się z oceną do czasu, kiedy sami nie zetkniecie się z tym zjawiskiem. Wtedy ścierpnie Wam skóra i nie będziecie mogli długo dojść do siebie. Poczujecie się tak, jakbyście dotknęli wielkiej tajemnicy. Kto wie, może największej z największych...

Mamo, ja kiedyś umarłem... byłem w krainie aniołków i wróciłem!

Dzieci zaczynają mówić o tym od niechcenia. Tak, jakby nie było to nic ważnego. Na początku to są pojedyńcze słowa, niewiele znaczące zdania. Aż nagle w rozmowie z mamą dziecko potrafi powiedzieć, że kiedyś... Najlepiej wyjaśnię to na przykładzie, który sam miałem okazję zbadać. Kilka lat temu zgłosiła się do mnie kobieta, która potrzebowała pomocy w wyjaśnieniu zagadki związanej z jej własnym dzieckiem.


Chodziło o syna Adasia /imię celowo zmieniłem/, który opowiadał bardzo dziwne rzeczy. Poza tymi jednym szczegółem dziecko było jak najbardziej normalne, ale ta sprawa bardzo zaintrygowała całą rodzinę dziecka. Otóż jej syn w wieku dwóch lat zaczął wspominać, że kiedyś... zginął w wypadku samochodowym! Pierwsza reakcja rodziców była jak najbardziej prawidłowa – natychmiast przeprowadzili śledztwo, czy przypadkiem Adaś nie „naoglądał się telewizji”, w której akurat tragiczne wypadki samochodowe są stałym elementem serwisów informacyjnych. Wykluczono gazety, gdyż dziecko nie potrafiło czytać, pozostawała tylko telewizja, ale... słowa dwulatka wprawiały w zdumienie. Co mówił ten chłopiec? Opisywał bardzo szczegółowo wypadek. Jechał w samochodzie jako pasażer, auto uczestniczyło w kolizji. Potem zobaczył własne ciało leżące na ziemi, a następnie poruszał się tunelem w kierunku jasnego światła. Opis ten jest jakby żywcem wyjęty z książki Raymonda Moody`ego „Życie po Życiu”, ale to nie wszystko – Adaś opisywał, że na końcu tego tunelu była „cudowność”, wspaniała kraina, gdzie było „wielu aniołków”. Po pewnym czasie przyszedł na niego czas i musiał ponownie wrócić na ziemię. Na moje pytanie „dlaczego wrócił tutaj, skoro tam było tak cudownie” odpowiedział, że każdy musi powrócić, aby się... uczyć. Cytuję dokładną odpowiedź tego dziecka, gdyż byłem nią autentycznie zdumiony. Jest ona bowiem zgodna z tym, co wszystkie filozofie wschodu podają jako „sens życia”. Nie było szans, aby w katolickiej rodzinie ktoś przekazał temu dziecku główną ideę tłumaczącą tzw. „wędrówkę dusz” – to jest poza dyskusją.

Sprawa tego dziecka była wyjątkowa także dlatego, że Adaś pamiętał... swoje wcześniejsze nazwisko, miejscowość w której mieszkał, a nawet imię swojej żony! Zacząłem szukać takiej rodziny i doszedłem do bardzo ciekawych ustaleń, ale w pewnym momencie... zabrakło mi odwagi. I gdyby ta historia była wyjątkiem, ale to zjawisko – uwierzcie mi – jest po prostu masowe. Wielu rodziców boi się o tym mówić.

Ten samolot spadł, a ja... zginęłam!

W archiwum Fundacji NAUTILUS (która od lat zbiera niezwykłe historie opowiadane przez ludzi z całej Polski) jest kilkadziesiąt relacji rodziców, którzy opisują niezwykłe historie opowiadane przez dzieci. Pozwólcie, że zacytuję fragment takiego listu:

(...) chcę podzielić się moim doświadczeniem z lat osiemdziesiątych. Moja córka miała ogromny lęk przestrzeni, zaczęła chodzić dopiero, gdy miała 16 miesięcy w dzień moich imienin. Miała silne, zdrowe nóżki, a lekarze nie wiedzieli jak jej pomóc. Ćwiczenia terapeutyczne były dla niej strasznym przeżyciem, nie mogła przejść odcinka 3 m. od terapeutki do mnie. W wieku 3,5 lat idąc wzdłuż potoku zaczęła opowiadać katastrofę lotniczą, w której zginęła, sytuację w samolocie opisywała mówiąc "my", a potem jak leciała „w dół do dużej wody". Dużo gestykulowała, miała przerażenie w oczach, brakowało jej słów, ale zastępowała je swoimi. Poraziło mnie to wtedy. Po prostu uwierzyłam i zaczęłam pytać. Moje odczucie było niesamowite, bo opowieść córki, która w tv widziała tylko bajki, a w przedszkolu była drugi dzień była b. wiarygodna i do dzisiaj czasem o tym myślę i zastanawiam się, jak tak małe dziecko mogło opisywać tak drobiazgowo katastrofę lotniczą (...)

A jeśli to jest... prawda?

Rodzice spotykający się z tym fenomenem to ludzie wiarygodni, często piastujący wysokie stanowiska, znani i szanowani. Nie opowiadają tych historii, aby zdobyć sławę i dostać się do mediów. Odwrotnie! Błagają, aby nigdy/przenigdy nie ujawnić ich prawdziwego nazwiska, gdyż boją się o reakcję rodziny, znajomych itp. Ciekawe, że dzieci z czasem zapominają o tym, co opowiadały w wieku 2-3 lat. Ilość wrażeń związanych z pójściem do przedszkola czy szkoły zaciera dawne wspomnienia. I można by całe zjawisko zbagatelizować i wzruszyć ramionami oskarżając dzieci o wybujałą fantazję, a jednak... moim zdaniem to byłoby zbyt proste. Łatwo jest tak zrobić, kiedy to zjawisko zna się tylko z opisu osób trzecich. Ja wielokrotnie miałem okazję wysłuchać zarówno dzieci, jak i ich rodziców. Kilka relacji mam zarejestrowanych na taśmach audio.

Zawsze, kiedy ponownie je przesłuchuję, mam ciarki na plecach...

Robert Bernatowicz

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Dlaczego niektóre tylko dzieci?
Aneta K. może też opowiada poprzednie życie?

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Zacząłem szukać takiej rodziny i doszedłem do bardzo ciekawych ustaleń, ale w pewnym momencie... zabrakło mi odwagi." niesamowite, badacz niemajcy odwagi zbadac do konca takiej sprawy. Niewiarygodne. Przeciez rozmowy z tamta rodzina mogły dać potwierdzenie na isnienie reinkarnacji! A tu co? minus

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 03.12.2006 07:48

Ile to dziecko ma dzisiaj lat? Czy cokolwiek pamięta? Napisz coś na temat wędrówki dusz :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.