Facebook Google+ Twitter

Mamo, lubię cię na Facebooku, czyli spowiedź cyfrowego tubylca

Ojciec zagląda mi przez ramię, patrzy z podziwem na biało-niebieskie ikonki. Napięcie rośnie. W końcu pada pytanie: „to jak działa ten Facebook?”

GNU Free Documentation License / Fot. FrydolinPo wigilijnej kolacji ojciec pochwalił się, że wykupił reklamę Google. „Od tego czasu mam dwa razy więcej klientów z Internetu”. Po demonstracji działania „reklamy Google” pozwolił mi jeszcze sprawdzić pocztę na swoim komputerze. Otwieram więc skrzynkę, a tam – sterta powiadomień z reaktywowanego przed kilkoma dniami Facebooka.

Widać po „deaktywacji” zresetowały się wszystkie moje pieczołowicie dostosowane ustawienia prywatności, bo skrzynkę znów zalała biało-niebieska fala absolutnie nieinteresujących mnie wiadomości – a to jakiś młody, nieznany mi mężczyzna o egzotycznym imieniu „Burak” zaprosił mnie do grona swoich znajomych, a to jakaś znajoma-znajomej skomentowała zdjęcie, na którym przypadkiem znalazł się akurat kawałek mojego łokcia, który ktoś nadgorliwy otagował wcześniej „Emilia Korczyńska”.

Ojciec zagląda mi przez ramię, patrzy z podziwem na biało-niebieskie ikonki. Napięcie rośnie. W końcu pada pytanie: „to jak działa ten Facebook?” Wpisuję adres Facebooka litera po literze, bo dziewicza wyszukiwarka ojca nie włączyła natychmiast autouzupełniania. Czuję się trochę jak Wergiliusz, wprowadzając mojego cyfrowego imigranta w dziewiąty krąg piekła-pożeracza czasu.

Cyfrowy tubylec i cyfrowy imigrant

Termin „cyfrowy tubylec” został po raz pierwszy użyty przez Marca Prensky’ego, pisarza i twórcę edukacyjnych gier komputerowych, dokładnie pięć lat temu. Prensky wygłosił wówczas przemówienie „posłuchaj tubylców”, o wkraczającym właśnie w dorosłość pokoleniu, wychowanym w świecie wysokiej technologii oraz płynnie posługującym się Internetem, w przeciwieństwie do przedstawicieli starszej generacji. Generacji moich rodziców, dla których pojawienie się w domu komputera było w życiu istotną zmianą. Autor pomysłu nie spoczął na określeniu nowego zjawiska, lecz wysunął w nim także dość przewrotną tezę o znacznej odmienności „cyfrowych tubylców” od „imigrantów”. Tezę, która została niedawno potwierdzona naukowo.

Po czym rozpoznać cyfrowego imigranta od cyfrowego tubylcy? Choćby po niewinnych nawykach, jak drukowanie dokumentów w celu ich przeczytania czy dopytywanie się znajomych przez telefon, czy „e-mail już doszedł”. Również pytanie mojej okulistki – „ile godzin dziennie spędza pani przed komputerem?” świadczy o tym, że nie jest ona „tutejsza”.

No bo i jak jej teraz wytłumaczyć, żeby nie wystawiła mi od razu skierowania do ośrodka leczenia uzależnień, że jeśli jestem akurat w domu, to prawdopodobnie siedzę przed komputerem cały czas? Bo komputer zastąpił mi w ciągu ostatnich kilku lat wszystkie te rzeczy, które potrzebne mi były do wykonywania różnych obowiązków i oddawania się różnym przyjemnościom: komputer jest książką, podręcznikiem, słownikiem, zeszytem i długopisem; jest telewizorem z wideo, jest telefonem i pocztą; jest bankiem, księgarnią, kwiaciarnią, ba, może być nawet sklepem spożywczym. Czym nie może? Chłodziarko-zamrażarką. Czyli potrzebne są w domu w sumie dwa urządzenia.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Ciekawy tekst :-) Akurat dla mnie stał się interesujący dopiero po "ojcu zaglądającym przez ramię" - może dlatego, że akurat pytania o Facebooka, czy masę innych internetowych zwyczajów, znam z autopsji i niekoniecznie musiałam czytać ten akapit, niemniej jednak określenia takie jak m.in. "cyfrowy tubylec" są w moim słowniku nowością, a co sądzą naukowcy też miło się dowiedzieć. :) Fajnie, naprawdę. Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.