Facebook Google+ Twitter

Mamo, nie każ mi więcej cierpieć…

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2008-03-10 10:22

Zastępczy zespół Munchhausena to nic innego jak forma maltretowania dziecka przez rodzica. To trudna walka z bliskim, który wszystkimi siłami chce, żebyś naprawdę był chory.

Szpital im. Korczaka w Łodzi. / Fot. APPKinga ma 20 lat. I ciężki bagaż doświadczeń za sobą. Niszczyła ją własna matka, chora matka, która za wszelką cenę dążyła do tego, by ciało Kingi cierpiało z powodu różnych dolegliwości. Kinga mówi, że wszystko rozumie, że nie ma w niej żalu ani złości, i, że tak naprawdę mama nie chciała dla niej źle. Myślę o bólu, który przeszła ta dziewczyna. O miłości i nienawiści, o tym, że piąte to „Nie zabijaj”…

Twoje wspomnienia z dzieciństwa muszą być bardzo bolesne…

- Nie ukrywam, że było mi bardzo ciężko, że wielu rzeczy nie byłam w stanie pojąć. Zresztą do tej pory nie potrafię. Większość swojego dzieciństwa spędziłam w przychodniach, klinikach, szpitalach i na badaniach. Wiecznie czegoś u mnie szukano, chociaż wszystkie wyniki badań zawsze były dobre. Mama była przekonana, że COŚ mi jest i, że TO znajdzie. Nie dawała nigdy za wygraną, zabierała mnie do kolejnych lekarzy czy znachorów. A we wszystkim umacniało ją przekonanie, że skoro mój tata jest poważnie chory, to ja tak do niego podobna - też.

Przebywając w szpitalu wśród chorych dzieci na pewno napatrzyłaś się na cierpienie...

- Najgorsze były moje pobyty w szpitalu na dziecięcym oddziale zakaźnym. Tam zobaczyłam cierpienie i krzywdę dzieci. Pamiętam kiedyś, leżał obok mnie maleńki Bartuś z domu dziecka. Nikt się nim nie zajmował, nikt nie trzymał go na rękach. Pielęgniarki mówiły, że on nawet nie potrafi się uśmiechać. I te wszystkie dzieciaki chore na białaczkę wyglądające ze swoich izolatek. I ja. W szpitalu było niezwykle szaro i smutno. Byłam tak przestraszona tym co się działo, że z nerwów wymiotowałam w nocy. Bałam się tych wszystkich badań żołądka, jelit i różnych innych. To tylko potęgowało przekonanie, że coś ewidentnie mi jest.

To bardzo specyficzna choroba. Niewiele osób wie, na czym ona polega.

- Tak, niektórzy nawet nazywają ten zespół formą maltretowania. Polega na tym, iż opiekun wywołuje dolegliwości fizyczne i psychiczne u osoby od siebie zależnej.
Moja mama żyła i żyje nadal w strachu o moje zdrowie. Kiedy zaboli mnie brzuch od razu wzywa lekarza i żąda przeprowadzenia wszystkich badań. Często bolesnych i skomplikowanych. Ciągle drąży i szuka. Regularnie odwiedzałam też wszystkich specjalistów i całą rzeszę znachorów, zielarzy i tym podobnych „cudotwórców”.

Żaden lekarz nie reagował, żaden nie zauważył czegoś złego w postępowaniu twojej mamy?

- Niektórzy po prostu wywęszyli pieniądze. Każda łapówka dawana przez moją mamę ordynatorowi szpitala by przyjął mnie na oddział i zlecił badania, była w jej mniemaniu moim ratunkiem, ocaleniem. Myślała, że tak mi pomoże, że nie będę cierpieć, chorować, męczyć się. Zresztą ona potrafiła tak przedstawić moje dolegliwości, że lekarze naprawdę widzieli w tym objawy różnych chorób. Ja nie zabierałam głosu nigdy. Aż do matury. Wtedy wszystko się zmieniło.

Mama przestała widzieć w tobie te wszystkie choroby?

- Nie, to nie minie nigdy. Mogę jedynie nauczyć się pewnego rodzaju obrony przed kolejnymi „wymysłami” mojej mamy, ale tamtego dnia przed moją maturą nastąpił przełom. Mama kolejny raz zabrała mnie do lekarza, ponieważ w ośrodku zdrowia w moim mieście przyjmowała nowa lekarka. Młoda, świeżo po studiach. Gdy stanęła przed nią moja mama opisując moje dolegliwości i żądając badań, miałam łzy w oczach. Ona to zauważyła i poprosiła moja mamę żeby poczekała na korytarzu. Długo siedziałam w gabinecie, ocierałam łzy i po raz pierwszy rozmawiałam o tym, co się dzieje.

Nie zaczęłaś nigdy myśleć, że naprawdę na coś chorujesz? Przecież małemu dziecku po prostu można to wmówić.

- Do tej pory nachodzą mnie takie myśli, choć jest trochę łatwiej, bo jestem na studiach, z dala od domu. Zawsze bałam się mojej mamy. Ale im jestem starsza tym więcej potrafię zrozumieć. Historia nie zakończyła się. Mama nigdy nie zgodzi się na terapię, a ja za każdym razem, kiedy wracam do rodzinnego domu widzę jak bardzo chce zabrać mnie do lekarza, przebadać. Dalej jestem przerażona, gdy słyszę z jej ust: „będziemy się leczyć w wakacje”. A przecież jestem dorosła. Tylko strasznie znerwicowana i zmęczona, bo to się chyba nigdy nie skończy.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

Zespół Munhaussena znany jest jako jednostka chorobowa od 1980 r., tylko że polskie Akademie Medyczne to marcinowy, gdzie "uczył Marcin Marcina". W USA każda pielęgniarka pediatryczna jest szkolona w rozpoznawaniu symptomów w.w. a każdy lekarz obowiązkowo co 7 lat zdaje egzamin z aktualnej wiedzy. U nas dziewczyan osiągnęła pełnoletność i ŻADEN pracownik służby zdrowia nei umiał rozpoznać, że problemem jest mamusia-wampir. Ofiera mówi, że "to sie chyba nigdy nie skończy" i dorabia ideolo, że mamusia nei chciała dla niej źle (w takim razie, co sie robi osobie znienawidzonej?). Otóż panienka plecie nonsensy (skutki wychowania). Jako pełnoletnia osoba juz od 2 lat decyduje o sobie i nikt poza nią nie ma prawa nawet przez pomyłkę użyć frazy "będziemy sie leczyć" - gdzie owo "my" jest przejawem nie pluralis maiestatis lecz groźnym symptomem "
zlania się" psychicznego matki z jej potomkiem. Mamunia wampir czepie siły żywotne z wysysania córki, jej zawłaszczenai psychicznego i przeświadczenia, iż ma prawo do życia, ciała i duszy córki. A nie ma! Wystarczy, że córka powie krótkie NIE matce (bezwzględnie potrzebna psychoterapia wspierajaca samodzielność i trening asertywności!). Natychmiastowe odcięcie pępowiny jest warunkiem przeżycia. Jeśli córka nie zrobi tego - ma 100 % gwarancji że skończy w psychiatryku z ciężkimi zaburzeniami. Im póxniej się oderwie, tym gorsze skutki.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Masakra..biedna dziewczyna..

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) Mało znane, trudne do zdiagnozowania zjawisko... plus za poruszenie tematu

Komentarz został ukrytyrozwiń

PLUS
ważny artykuł. Hipochondryzm tylko, że nie o siebie a o najdroższą osobę. Rany!

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 10.03.2008 23:35

Niestety, a piętno na całe życie. Ten zespół nie jest znany... a z życia robi psychoze...

Komentarz został ukrytyrozwiń

+
Nie myślałam, że taka historia może mieć miejsce.

Komentarz został ukrytyrozwiń

+
o rany, szczerze mówiąc nie słyszałam nigdy takiej historii. Serdecznie współczuję..

Komentarz został ukrytyrozwiń

szok to naprawdę dobre słowo :(

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.