Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

11245 miejsce

Mamo, nie potrafię schudnąć!

Usprawiedliwianie się, wiara w obciążenie genetyczne, bajki o chorej tarczycy – to zwykłe wymówki. Wszystko zaczyna się w głowię. Pora sobie uświadomić, że odchudzanie to ciężka praca.

Kiedyś tusza była oznaką wysokiej pozycji społecznej, dziś ma jedynie status choroby. / Fot. wikimediaZ odchudzaniem jest trochę jak z czytaniem książek, to proces rozłożony w czasie, pracochłonny, dobrze, kiedy się w pełni w niego zaangażujemy. Podobnie, dieta jest jak książka, często wybieramy tę, która cieszy się popularnością, jeśli nam się nie podoba, brutalnie i bezpowrotnie, porzucamy ją w połowie. Wybór diety nie powinien być uwarunkowany modą i uznaniem wśród gwiazd. Jeśli jakaś dieta działa na ciało A, wcale nie musi działać na ciało B, zaskoczeni?

Na świecie nie ma sprawiedliwości, wyraźnie widać to na przykładzie odżywiania. Mam masę znajomych, którzy nie muszą liczyć żadnych kalorii, opychają się słodkościami i bezkarnie wlewają w siebie kolejne piwo, a ja mam wyrzuty sumienia już po wypiciu pierwszej, chmielowej ambrozji. Bo każda kaloria spożyta poza planem diety, bla, bla, bla… Nawet dietetyk – psycholog (dwa w jednym) nie był w stanie mi tego wbić do głowy, ani prośbami, ani groźbami, ani obietnicami… Dlaczego? Bo nie chciałam go słuchać.

Wymówka numer jeden: Mam grube kości


Fakt, specjalne badania wykazały, że ze wszystkich członków rodziny moje kości są najcięższe, ale to i tak jedynie około 13% masy dorosłego człowieka. Reszta to woda i tłuszcz, wolałabym jednak wyniki tych pozostałych wartości mieć odwrotnie rozlokowane. Prawidłowy poziom tych wytycznych zmienia się zależnie z wiekiem, jednak poziom wody oscyluje w granicy 50%, a tłuszczu - tu ważna rolą odrywa płeć, kobieta jest w tej kwestii bardziej uprzywilejowana, – ale średnio u obu płci jest to 24%. Moje wyniki stanowczo odstawały od normy (nadal odstają, ale nie aż tak), więc najwyższy czas było coś z tym zrobić.


Wymówka numer dwa: Mam chorą tarczycę


Owszem, mam, to nie jest ani niedoczynność, ani nadczynność. To choroba, której nazwa brzmi jak nazwisko japońskiego zawodnika sumo – Hashimoto. To tylko potoczna nazwa, profesjonalnie nazywa się ją po prostu: przewlekłym zapaleniem tarczycy. Jak to już jest z popsutym narządem wewnętrznym człowieka, trzeba go leczyć, ale nie da się go wyleczyć. Chociaż mój lekarz twierdzi, że nawet da się żyć bez tarczycy. Podstawą leczenia jest codzienne przyjmowanie tabletek, pozwalających utrzymać gospodarkę hormonalną w normie. Nie boli, ale fakt, że może odbijać się na naszej figurze. Stała opieka endokrynologa jest w tym przypadku konieczna, nie da się jej ominąć, pomoc lekarza jest niezawodna. Pomógł mi utrzymać TSH i FT4 w normie, efekty były natychmiastowe. PS Od samych tabletek się nie chudnie, nie oszukujcie się.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Wzajemnie ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Powodzenia w zaakceptowaniu siebie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dario polecam małokaloryczą dynię - link
Mam jeszcze do przerobienia piękny, ośniokilowy okaz.

Komentarz został ukrytyrozwiń

W odpowiedzi na potencjalne pytanie - > Nie zamierzam wrzucać swoich zdjęć przed i po ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.