Facebook Google+ Twitter

Mamo, tato, oto kalkulator

Przeciętny nastolatek patrząc na swoich najbliższych widzi w nich zagubione w ponowoczesnej rzeczywistości dinozaury. Czy taka sytuacja jest korzystna dla funkcjonowania dzisiejszej rodziny?

Rzeczywistość, w której ramach przyszło nam funkcjonować, jest niczym rwąca rzeka niosąca ze sobą zmiany i nową jakość każdego dnia. Choćbyśmy nie wiadomo jak starali się odgrodzić od świata pancerzem własnych przekonań i zasad, rzeczywistość poprzez najmniejsze szczeliny i zadry wedrze się do środka i będzie oddziaływać na nas w jakiś sposób. O ile nie jesteśmy mnichem w zakonie na szczycie góry, nie damy rady żyć „poza światem”, będąc jego częścią składową. A szkoda, bo niektóre istotne wartości zdają się uginać się pod naporem „nowego” świata.

Dziś, w świecie globalnej komunikacji młodzi ludzie mają możliwość posiadania przyjaciół w każdym zakątku świata, łączenia się w wirtualne grupy, odnajdywania w ich obrębie osób o podobnych zainteresowaniach, światopoglądzie czy po prostu intrygującej osobowości. I tam też najczęściej, a nie w rodzinnym domu, odnajdują oni poczucie wspólnoty oraz akceptację, tak potrzebną młodzieży, której porywisty charakter dopiero kształtuje się na wyboistej drodze ku dorosłości. Dlaczego tak się dzieje? Powód zdaje się być prozaiczny.

Przeciętny nastolatek patrząc na swoich najbliższych, widzi w nich zagubione w ponowoczesnej rzeczywistości dinozaury. Jego rodzice czy dziadkowie, czyli przedstawiciele pokolenia, dla którego internet czy telefon komórkowy nie były codziennością, stykają się codziennie z wyzwaniami, z którymi bez jego pomocy niejednokrotnie nie potrafiliby sobie poradzić. Cały świat przeszedł ostatnimi czasy ogromną metamorfozę. Niemal każda sfera życia wymaga znajomości obsługi elektronicznych urządzeń, których zasady funkcjonowania przeciętny młody człowiek łapie w lot. Bywa, że jego rodzice są tak samo bystrzy, lecz w znakomitej większości przypadków najmłodsi członkowie rodziny funkcjonują w gospodarstwie domowym jako tłumacze „nowego” świata. Sytuacja ta wynosi ich do rangi domowych wyroczni. To oni zazwyczaj pierwsi opanowują zasadę funkcjonowania bankomatu (co nie zawsze jest w pełni bezpieczne), nowo-zakupionego odtwarzacza DVD, czy pralki z milionem funkcji o obco brzmiących nazwach.

Następuje tutaj niebezpieczne przesegregowanie ról, ponieważ technologiczny boom stawia młodych ludzi na uprzywilejowanej pozycji. Ich umysły są otwarte na nowe rozwiązania, obyte ze światem szumu informacyjnego, gdzie wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie i prze do przodu w szalonym wyścigu straceńców. Nastolatek z mieszanką pobłażania i zniecierpliwienia tłumacząc rodzicom dzisiejszy chaos zdaje się lepiej go ogarniać, zdobywając tym samym złudne poczucie siły i kontroli.

Złudne, ponieważ w życiu nastolatka istnieje jeszcze ogromna ilość spraw, z którymi sam sobie nie radzi i potrzebuje rad czy wskazówek życzliwych osób z większym bagażem życiowych doświadczeń i zdobytą życiową mądrością, czyli najlepiej właśnie rodziców. Lecz co dzieje się, jeśli rodzice stracili już w jego oczach autorytet i na podstawie stopnia radzenia sobie z nowoczesną rzeczywistością, zostali przez niego uznani za nieprzydatne do niczego „eksponaty muzealne”? Wtedy szuka on rad i wskazówek w swojej grupie rówieśniczej, co nie zawsze okazuje się być dobrym pomysłem. Zagubiony nastolatek nawet w sprawach, w których rodzice mogliby się wykazać i odbudować swój autorytet, zapewniając mu tym samym poczucie bezpieczeństwa, nie dopuszcza ich do głosu, kojarząc ich jedynie z archaicznymi przedstawicielami świata przeszłości, zupełnie nieprzystającego do jego życia.

Co może zrobić rodzic, aby przerwać to zamknięte koło? W jaki sposób odbudować swój nadwątlony autorytet? Przede wszystkim powinien starać się zrozumieć świat, w którym jego dziecku przyszło się narodzić i żyć. Poznać język, w jakim wyraża swoje myśli i uczucia. Wniknąć niepostrzeżenie do jego rzeczywistości i pokazać mu się jako ktoś kompetentny i pomocny. Ktoś, kto może się jeszcze do czegoś przydać, coś wytłumaczyć, zaskoczyć swoją wiedzą. I udowodnić mu, że świat nie składa się z adresów www, Google nie udzieli mu odpowiedzi na wszystkie pytania, a ludzka twarz może wyrazić więcej, niż najbardziej bajerancki awatar. Choć, nawiasem mówiąc, znajomość internetu też byłaby tutaj dobrze widziana. Może jakiś szybki kurs komputerowy?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (10):

Sortuj komentarze:

Tekst nie jest oparty na bajaniu w stylu "wydaje mi się" i "tak słyszałem" ale na obserwacjach sytuacji w róznych rodzinach wokół mnie - powtarzalność tej sytuacji skłoniła mnie do napisania takiego a nie innego tekstu. Absolutnie nie sądzę, że jak ktoś jest po 30-ce, to nie radzi sobie ze światem opanowanym przez krwiożercze nowoczesne technologie ;) Po prostu często dzieje się tak, że rodzice sobie z nimi rady nie dają, a dla ich dzieci są one często podstawowym budulcem ich świata - wtedy mogą oni (mogą, nie muszą!) stracić wiele w oczach dzieci, jako osoby nie obeznane z czymś tak dla nich podstawowym i fundamentalnym.

Jest to jeden z moich pierwszych artykułów, pewnie zbyt emocjonalny i przesadzony, ale w takich wnioskach nie jestem odosobniony. Kilka dni temu trafiłem na esej guru cyfrowej edukacji - Marca Prensky'ego, w którym podzielił dzisiejsze społeczeństwo na „cyfrowych tubylców” i “cyfrowych imigrantów”. Dla ludzi urodzonych w latach 80. - cyfrowych tubylców - nowe technologie to naturalne środowisko życia, Cyfrowi emigranci to ludzie urodzeni wcześniej, nie znają języka nowych technologii, jest on wtórny, muszą się go dopiero nauczyć. Dla Prenskiego jest to bariera we współczesnej - nauczyciele, którzy gorzej orientują się w dzisiejszym świecie, coraz bardziej opartym na nowoczesnych technologiach mają uczyć dzieci, dla których jest on czymś dobrze znanym, przyswajają go automatycznie, z marszu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

poleciał plus... miał być minus. trudno.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tekst jest mocno przesadzony i oparty raczej na takim "bajaniu" i czymś w stylu "tak mi się wydaje", "tak słyszałem"... Nie poparłeś swoich subiektywnych wywodów żadnymi przykładami z życia... I niczego im nie przeciwstawiłeś.

Dlaczego przesadzasz zostało już powiedziane.

Poza tym jak można relacje z rodzicami opierać tylko na tym, czy potrafią włączyć komputer czy też nie i wysuwać wniosek, że jeśli tego nie potrafią to cały ich autorytet się posypał. Brakuje jeszcze tylko stwierdzenia, że brak umiejętności rodziców w obsłudze pewnych urządzeń wpływa na ilość ucieczek dzieci z domów xD

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja akurat zetknąłem się z rodzinami, w których zachodził właśnie taki związek, pomiędzy pewnym zagubieniem w nowoczesnym świecie a nadwątleniem autorytetu z tego powodu w oczach dzieci. Być może zamiast pisać o przeciętnym nastolatku, powinienem napisać, "zdarza się, że nastolatek" widzi w swoich rodzicach dinozaury. Mój błąd :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jestem 35-ciolatkiem, radzę sobie świetnie z komputerami, moi znajomi również, myślę że więcej ludzi w tym wieku radzi sobie niż nie radzi ze zdobyczami współczesnej techniki. Jeśli już to problem ten dotyczy ludzi jeszcze starszych, ergo zgadzam się z Agnieszką.

Komentarz został ukrytyrozwiń

(bo pamiętają czasy bez reklam)

Twój tekst jest passe i dotyczy raczej czasów sprzed kilkunastu lat, kiedy to rzeczywiście świat, a zwłaszcza nasz kraj, przechodził gwałtowne zmiany.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nadal nie mogę się zgodzić. Program nauczania w Polsce zawsze był przeładowany, w gruncie rzeczy nierwiele się zmieniło.
Ty jednak nie o tym napisałeś, tekst, nie o zalewie informacji, ale o tym, że współcześni rodzice nastolatka są dinozaurami i dlatego tracą autorytet, co jest bzdurą, choćby z dwóch powodów:
1. Radzą sobie z techniką nieźle
2. Potrafią pomóc nastolatkowi wybrać istotne informacje z gąszczu śmiecia, choćby z tego powodu, że nie przyjmują wszystkiego bezkrytycznie (

Komentarz został ukrytyrozwiń

Napisałem: "Lecz co dzieje się, JEŚLI rodzice stracili już w jego oczach autorytet..."- czyli chodziło mi o skrajne przypadki, w których taka sytuacja ma miejsce. Temat ten podjąłem, zaniepokojony obserwowanymi stosunkami pomiędzy gimnazjalistami właśnie a ich rodzicami.

Zdaję sobie sprawę, że większość 35, 40- latków radzi sobie z obsługą komputera i surfowaniem po naszej klasie i innych portalach czy też obsługą swojego konta bankowego przez internet. Miałem na myśli raczej to, że nigdy nie będą się oni czuli na gruncie rzeczywistości tak pewnie, jak ich dzieci, urodzone w tych arcyciekawych czasach i uznające wszystkie ich paradoksy za oczywiste i naturalne. Przykładowo przeciętnego nastolatka nie dziwi natłok informacji, wtłaczany mu do głowy codziennie przez media, bo nie zaznał nigdy innej sytuacji, nie pamięta telewizji bez reklam, czy też nieprzeładowanego informacjami programu nauczania.

Hmm, mam nadzieję, że choć trochę przybliżyłem paniom tok mojego rozumowania :) Nie mówię oczywiście, że mam rację. Po prostu zaobserwowałem sytuację niepokojącą i chciałem na jej temat posnuć trochę refleksji.

Pozdrawiam :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Lecz co dzieje się, jeśli rodzice stracili już w jego oczach autorytet i na podstawie stopnia radzenia sobie z nowoczesną rzeczywistością, zostali przez niego uznani za nieprzydatne do niczego „eksponaty muzealne”? "

Hola! Hola! Myślę, że mocno przesadziłeś! To, że niektórzy rodzice (jak twierdzisz) są do tyłu z opanowaniem komputera, bankomatu, dvd itp, to nie znaczy, że nie mają u swoich dzieci autorytetu. Autorytet u dziecka buduje się poprzez wyznawane wartości, rozsadek, postawę życiową...
Na pewno są ludzie, którzy nie posiadają żadego autorytetu tak samo jak są tacy dla których autorytetem jest ktoś kto jest modny, a nie mądry, ale generalizowanie( tak jak Ty to zrobiłeś), że "rodzice stracili już w jego oczach autorytet i na podstawie stopnia radzenia sobie z nowoczesną rzeczywistością, zostali przez niego uznani za nieprzydatne do niczego „eksponaty muzealne”?" to lekka przesada.
Poza tym AgnieszkaW ma rację piszac, że "dzisiejsi rodzice nastolatka to osoby ok. 35, 40-letnie i równie dobrze radzą sobie z ponowoczesnością jak oni".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie mogę się z tym zgodzić. Dzisiejsi rodzice nastolatka to osoby ok. 35, 40-letnie i równie dobrze radzą sobie z ponowoczesnością jak oni.
Chyba że piszesz o rodzicach którzy zostali nimi w wieku 50 lat dzięki wysiłkom lekarzy.
Przed napisaniem tekstu mogłeś choćby pójśc do przeciętnego gimnazjum i obejrzeć rodziców, chyba że pomyliłeś ich z dziadkami.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.