Facebook Google+ Twitter

Manchester City - Borussia Dortmund. Starcie gigantów... lokalnych

Zwiastun zmiany w klubowej hierarchii czy rozdmuchana przez media rywalizacja mocarzy zaledwie lokalnych? Tak czy inaczej, zapowiada się pojedynek drużyn z ogromnym apetytem na sukces. Kto wygra - "polska" Borussia Dortmund czy bajecznie bogaty Manchester City?

Sonda

Jakim wynikiem zakończy się spotkanie?

 / Fot. PAP/EPA/KEVIN KUREKDo tej pory obie ekipy na kontynencie święciły triumfy incydentalnie, wiele wskazuje na to, że to najlepsze mają dopiero przed sobą. Ubiegłą edycję Ligi Mistrzów poświęciły na spenetrowanie jej realiów, bez nastawiania się na spektakularne wyniki. Nadrzędnym celem Manchesteru było wówczas odzyskanie tytułu mistrzowskiego po 44 latach, Borussii - umocnienie hegemonicznej pozycji w Bundeslidze, fundamentu dla podboju Europy. Dziś głośno rzucają wyzwanie najmożniejszym firmom, marząc o karcie stałego klienta w gronie klubowej elity.

Na szczyt dochodzili przeciwnymi szlakami: "The Citizens" - z natychmiastowym żądaniem sukcesów bez oglądania się na koszty; goście - długofalowo, przy zachowaniu racjonalnej polityki budżetowej i personalnej, obdarzając pełnym zaufaniem trenera z wizją na kilka lat do przodu.

Manchester bazuje na indywidualnościach, które na Etihad Stadium nagromadziły się z natężeniem ustępującym tylko Madrytowi i Barcelonie. Arabscy szejkowie, nieprzyzwyczajeni do słowa "odmawiam", skutecznie skusili piłkarskie znakomitości do partycypacji w budowie wschodzącej futbolowej potęgi. 17 mln euro, które BvB wydało latem na Marco Reusa, to dla nich kieszonkowe. W Westfalii osobiste ambicje zawodników złożone są na ołtarzu gry zespołowej, nikt nie patrzy na partnerów z wyższością. Co rok z Dortmundu wypuszczane bywają tylko jednostki (Nuri Sahin, Shinji Kagawa), bez uszczerbku na jakości zespołu. Ścisła selekcja, ocierająca się wręcz o skąpstwo, towarzyszy również procesowi jego wzmacniania (Reus, Schieber).

Ubiegłoroczni debiutanci w Lidze Mistrzów drugi raz z rzędu trafili do grupy śmierci. Inauguracyjny mecz z Realem był równie doskonałą reklamą rozgrywek, co marnotrawstwem własnego wysiłku, bo nie jest przesadą stwierdzenie, że każdy zdobyty punkt (a więc odebrany rywalowi) jest w tak bogatej konstelacji na wagę złota. Dziś każdy inny wynik niż zwycięstwo oznacza dla gospodarzy (niepokonani w europejskich pucharach na własnym obiekcie od 15 spotkań) dramatyczne utrudnienie sobie życia w najbliższych miesiącach. Tym bardziej, że sporo pracy czeka ich w Premier League. Są wprawdzie jedyną drużyną oprócz liderującej Chelsea bez porażki, ale nie mieszczą się na podium. Na męża opatrznościowego wyrasta wchodzący zwykle z ławki Edin Dżeko, specjalista od goli w sytuacjach ekstremalnych.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Ciekawy artykuł, choć mecz zapowiada się jeszcze ciekawiej:) pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.