Facebook Google+ Twitter

Manchester City - kolos na glinianych nóżkach

Potęga i siła Manchesteru City jest identyczna jak obietnice polityków przed wyborami. Piękna, chwilowa, sztuczna i nic nie znacząca.

Emmanuel Adebayor podczas badań przed transferem z Manchesteru City do Real Madrid. / Fot. EPAKto po przeczytaniu wstępu skusi się, by zerknąć na tabelę Premier League stwierdzi, że mam mało pojęcia o futbolu. Przecież Citizens znajdują się na trzeciej pozycji, ciężko dysząc za plecami Arsenalu (punkt różnicy). Do lokalnego rywala - United, mają nieco większą stratę, bo sześciopunktową. Pomińmy fakt, iż Obywatele rozegrali do tej pory jeden mecz więcej od wspomnianej dwójki.

City jest teraz w centrum uwagi kibiców i dziennikarzy bo „złamała” (choć na trochę) Wielką Trójkę, odseparowując od Czerownych Diabłów i Kanonierów, londyńską Chelsea. Wśród obserwatorów nie brakuje teorii, że to namiastka budowy potęgi na miarę wyżej wspomnianych ekip. Bullshit. Zobaczmy dlaczego.

Kibiców zespołu z Eastlands w ostatnim czasie "trochę" przybyło. Przypomina mi to nieco nagły napływ, a konkretnie mówiąc potop nowych "sympatyków" FC Barcelony. City zgarnęło wielu fanów wraz z przyjściem niejakiego Mansoura bin Zayed al-Nahyana, szejka stojącego za sterami arabskiego konsorcjum z Abu Zabi.

Jeden człowiek nie zaskarbiłby serc kibiców gdyby nie jego pokaźny budżet, który zapewnia niesamowitą frajdę dla niebieskiej części Manchesteru podczas okienek transferowych. Śmiem więc twierdzić, że fanów nie przyciągnęło nic innego jak pieniądze. Natomiast Barca jeszcze 2,5 roku temu mogła pomarzyć o tak ogromnej miłości ze strony fanatyków piłki kopanej. Zaczęła wygrywać praktycznie wszystko, co stanęło na jej drodze. Towarzyszy temu piękna i widowiskowa gra, która cieszy oko każdego (bez wyjątku), kto choć trochę zna się na futbolu.

Wracając do Manchesteru City. Bardzo rozbawiły mnie rewelacje w prasie, które opisywały bójki między podopiecznymi Roberto Manciniego. Najpierw doszło do rękoczynów między Jerome Boatengiem a Mario Balotellim, a ponad trzy tygodnie temu pobili się Emmanuel Adebayor i Kolo Toure. Atmosfera w tym klubie wydaję sie być toksyczna. Wszyscy dobrze pamiętają "aferę", w której główną rolę odegrał lider Citiziens - Carlos Tevez. Argentyńczyk zaczął przebąkiwać, że chętnie wróciłby do swojej ojczyzny, ponieważ czuje się nieszczęśliwy i zniesmaczony...futbolem.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Pieniądze nie grają tylko piłkarze i ich zaangażowanie jest ważne bo jak się ma pełno kasy i piłkarze zarabiają fortuny to nie ma walki.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Kolega
  • Kolega
  • 29.01.2011 16:51

Ja po Adebajorze plakac nie bede.

Komentarz został ukrytyrozwiń
KIBIC REALU
  • KIBIC REALU
  • 29.01.2011 16:49

City to dotychczas najbogatszy klub swiata no i przez to brakuje im osiagniec kupojom drogich zawodnikow .To znaczy ze ich szkulka pilkarska prawie niefunkcjonuje. Napisal 13-letni chlopiec

Komentarz został ukrytyrozwiń

City zawsze miało swoich kibiców, byli w cieniu United ale jednak byli - teraz stali się bardziej aktywni. Nie sądzę aby na mecze Citizens przechodziły "przerzuty". Oczywiście polskie fan-cluby Man City są śmiechu warte ale dotyczy to akurat wszystkich fan-clubów drużyn zagranicznych.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.