Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

83806 miejsce

Manchester City. Tytuł w rękach mistrzów

Na papierze nie wygląda to imponująco: liderami byli w sumie przez trzy tygodnie, przegrali dwa - wydawało się - najważniejsze mecze sezonu, z Chelsea i Liverpoolem. Mimo to trudno wątpić, że są na właściwym sobie miejscu.

 / Fot. EPA/ANDY RAIN- Nigdy więcej w ten sposób - mówił dokładnie dwa lata temu otępiały z wrażenia Vincent Kompany. "Obywatele" zgarnęli mistrzostwo strzelając bramkę w doliczonym czasie gry ostatniego meczu sezonu. Tym razem nie trzymali tak długo w napięciu, choć do wyłonienia najlepszej drużyny Premier League znowu potrzebny był komplet kolejek.

Łatwo przykleić Manchesterowi stereotypowy zarzut, że po drodze na szczyt wchodzi do sklepu i wrzuca do wózka wszystko, co uzna za potrzebne. Cena nie gra roli, bo fundusze właściciela ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich pozwalają wykonywać nieskończoną liczbę manewrów na rynku. Można ulec iluzji, że na Etihad Stadium nikt nie marnuje czasu na budowanie drużyny, tylko wydziera piłkarzy, oferując tygodniówki w takiej wysokości, że konkurencja wycofuje się bez licytacji. W negocjacjach nie padają argumenty o gotowości do naciągania ścięgien i mięśni dla jasnoniebieskich barw, dominuje raczej model zlecenia: podpisz tu i tu, zobowiązujesz się do tego, zarobisz tyle, a jak wygrasz, nawet tyle. Fakt, że regulacje finansowego fair play nie są we wschodniej Anglii najmilej widziane, a wysokość wynagrodzenia jest najwyższa na świecie, nie przyciąga publiczności postrzegającej świat sportu staromodnie.

Wszystko by się zgadzało, gdyby tylko stan konta - a o niego też w tej zabawie chodzi - miał bezpośrednie przełożenie na wydarzenia na boisku. Gdyby zespół Roberto Mancieniego hurtem zgarniał trofea i bez plamy potu na koszulce kwalifikował się do fazy pucharowej Ligi Mistrzów. Gdyby Włoch nie musiał opuścić gabinetu, bo jego formuła miała zbyt wiele ograniczeń i oznaczała zbyt duży rozdźwięk między planem a jego wykonaniem, między możliwościami zespołu a tym, co prezentował.

To czego brakowało za jego kadencji, nastało dopiero przy Manuelu Pellegrinim. On nadał temu zespołowi ludzką twarz. Sprawił, że publiczność widziała piłkarzy z krwi i kości, z jeżdżącym wślizgami Pablo Zabaletą i harującym w środku pola Fernandinho. Faktom się nie zaprzeczy: Chilijczyk (to jego pierwsze trofeum w Europie) dysponował najszerszą kadrą i największym polem wyboru. Kogo miał wprowadzić do gry David Moyes, gdy kontuzjowani byli Wayne Rooney i Robin Van Persie? By zastąpić Ashleya Cole'a Jose Mourinho musiał przekwalifikować operującego na drugiej stronie boiska Cesara Azpilicuetę. Wyobrażacie sobie pierwszą linię Arsenalu, gdyby niezdolny do gry okazał się Olivier Giroud? Arsene Wenger na rozgrzewkę wysłałby nastolatka Sanogo. Pellegriniemu nie pasował Alvardo Negredo, wstawiał Edina Dżeko i na odwrót. Lewa obrona? W zależności od rywala mógł wybierać między Gaelem Clichy (wersja soft) a Aleksandarem Kolarovem (wersja sharp). Yaya Toure w wieku 31 lat rozegrał sezon życia. 20 bramek, niezapomnane rajdy jak ten z Crystal Palace, gdy w kilka sekund wykazał się wszystkimi cechami piłkarskiego rzemiosła, które nabywa się latami. Idealny piłkarz do znalezienia równowagi między bronieniem i atakowaniem, naturalny lider, którego trzeba w tej pozycji osadzić. Przypadek Manciniego pokazuje, że samo się nie zrobi. Rosnące cyfry w budżecie wymagają coraz większych kompetencji.

W Manchesterze mówi się o tym, żeby losy tej drużyny nie ograniczyły się do jednorazowego sukcesu i były przyczynkiem budowy długofalowego projektu. Jest baza, są środki i wykonawcy. Pierwsze filary można stawiać.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.