Facebook Google+ Twitter

Manchester United - drużyna cierpiąca

Bezpieczna przystań, jaką przynajmniej do czasu miała być dla mistrzów Anglii Liga Mistrzów, staje się kolejnym odbitym portem. David Moyes już nie ma gdzie zacumować, a jego statek przecieka.

 / Fot. By André Zahn (André Zahn (User:Nic/de:Benutzer:Nic)) [CC-BY-SA-2.0-de (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0/de/deed.en)], via Wikimedia CommDwie najgroźniejsze akcje Manchesteru w meczu z Olympiakosem, który do wczoraj nigdy nie wygrał poza grupą: Robin Van Persie najpierw strzela w Danny'ego Welbecka, po chwili uderza nad poprzeczką (Holender publicznie skrytykował kolegów, że swoim ustawieniem utrudniają stwarzania sytuacji). Zegar boiskowy wskazywał już 80 minutę. Bezsilność aż parowała spod koszulek Czerwonych Diabłów, a za temperaturę wrzenia odpowiadał zespól zbierający odpady z zachodniej części kontynentu: m.in. niechcianego w La Liga Miguela Torresa, rezerwowego w każdym dotychczasowym klubie Davida Fustera, na ławce trenerskiej ze zwolnionym z Sevilli Michelem. Najbardziej rozpoznawalny w tym gronie Kostas Mitroglu w zimowym oknie transferowym powędrował do broniącego się przed spadkiem Fuhlam.

"The Chosen One" - takim transparentem publiczność na Old Trafford witała Davida Moyes'a. "The Fallen One" - tak jej część mówi o nim dziś. Szkot w pierwszym roku swojej pracy postanowił przetestować cierpliwość amerykańskich właścicieli. W końcu tempo zapanowania nad drużyną nie jest w Manchesterze cechą pożądaną ponad inne (136 lat - 20 trenerów), ale dziś, w erze permanentnego marketingu i potrzeby utożsamiania się z sukcesami czas płynie szybciej niż za początków jego wielkich poprzedników. Nawet jeśli ci nie mieli wyników, mieli rokujące predyspozycje. Kupowali czas. System gry, sposób selekcji, prowadzenie drużyny z ławki na dziś nie bronią Szkota. Broni go to, że dostrzeżono w nim cechy kontynuacji modelu, który wyniósł United do grona trzech najbardziej rozpoznawalnych piłkarskich firm świata. Tego nie widać z trybun ani z fotela. Decydenci na czele z Fergusonem mogli zabłądzić? Pewnie, ale nikt nie miał lepszego przeglądu sytuacji.

Nie można wykluczyć, że wartość kadry była po prostu była przeszacowana i gdy czynnik menadżerski przestał odgrywać nadrzędną rolę, nic go nie zastąpiło. Przecież w 90 proc. to ten sam zespół, który zakończył poprzedni sezon z 11 punktami przewagi nad drugim w tabeli Manchesterem City, a w europejskich pucharach dotrzymywał kroku Realowi. Tymczasem po żelaznej konstrukcji psychicznej nie zostało nawet rusztowanie, regres toczy każdą formację osobno i drużynę jako całość.

Nemanja Vidić i Rio Ferdinand tworzą najstarszą parę stoperów na tym etapie rozgrywek. Wiadomo, że dla nich to ostatnie miesiące w rolach pierwszoplanowych (pierwszy z racji chęci opuszczenia Old Trafford, drugi z racji wieku). Poza przebojowym Adnanem Januzajem (wczoraj na trybunach) młodzież nie wali do pierwszego składu. Skauci Machesteru już ruszyli w świat, rachunek za ich podróże i hotele będzie pewnie najwyższy w ostatniej dekadzie.

W rewanżu zobaczymy zespół pogodzony ze swoim schyłkiem albo szaleńczą szarżę, która na drodze do ćwierćfinału zakłada rannych i zabitych. Pewien klub w Polsce ma nadzieję, że w opiniowaniu trenerów Ferguson mógł pomylić się tylko raz.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Literówka w tytule !

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.