Facebook Google+ Twitter

Manifa 2015. Warszawa, Trójmiasto, Poznań, Wrocław, Łódź. "Wszystkie jesteśmy u siebie"

8 marca na ulicach wielu polskich miast odbędą się tzw. Manify. "Wszystkie jesteśmy u siebie" - tak brzmi hasło stołecznego marszu. Feministki z Wrocławia zamierzają strajkować przeciwko pracy za grosze. W Krakowie motywem przewodnim będzie slogan "Feminizm dla zdrowia". Sprawdź, gdzie jeszcze odbędą się tegoroczne Manify.

 / Fot. Mateusz Maksiak/W24Warszawa

XVI Manifa w Warszawie odbędzie się pod hasłem "Wszystkie jesteśmy u siebie". Uczestniczki tegorocznej manifestacji spotkają się 8 marca o godzinie 12 w Alei Wyzwolenia. Przejdą obok miejsc ważnych na "feministycznej" mapie Warszawy: fundacji Feminoteka, fundacji MAMA, skłotu Syrena. "Towarzyszyć nam będą samby z całej Polski i barwna grupa happeningowa. Dla osób z dziećmi przygotujemy wraz z Fundacja MaMa także Kids Block, zaś dla osób z niepełnosprawnościami staramy się także o transport dostosowany do ich potrzeb" - czytamy na stronie Manifa.org

Trójmiasto

Trójmiejska Akcja Kobieca po raz szósty organizuje Manifę nad Zatoką Gdańską. "Tegoroczne święto obchodzimy w formie autobusowego przejazdu grupy TAK wraz z licznymi zaproszonymi gośćmi przez Gdynię, Sopot i Gdańsk" - czytamy w zapowiedzi. O 12 autobus przybędzie na Skwer Kościuszki w Gdyni. O 13 przejedzie z Gdyni do Sopotu. O 13.30 odbędzie się happening "Tak, odważę się!" na sopockim Monciaku (ulica Bohaterów Monte Cassino). O 14.30 Manifobus odjedzie do Gdańska, gdzie o 15 w Domu Zarazy przy Starym Rynku Oliwskim 15 odbędzie się analogiczny happening jak w Sopocie.

Poznań

Manifa w Poznaniu rozpocznie się 8 marca o godzinie 12 przy Starym Browarze na ulicy Półwiejskiej. "Chcemy wyrazić nasz głęboki sprzeciw wobec faktu, że w Polsce kobiety w różnym wieku wciąż borykają się z problemem nieściągalności alimentów na dzieci" - piszą aktywistki stowarzyszenia Konsola. Hasło tegorocznej Manify w Poznaniu to "Dość przekrętów w sprawie alimentów".

Wrocław

Feministki z Wrocławia 8 marca ogłoszą strajk. Manifa rozpocznie się pod pomnikiem Aleksandra Fredry o godzinie 13. "Strajkujemy, ponieważ nie chcemy pracować za darmo. Strajkujemy, ponieważ nie chcemy pracować za grosze. Strajkujemy, bo mamy dość tego, że nasza siła i energia są wykorzystywane do pracy, która nas niszczy" - czytamy w tegorocznym manifeście.

Kraków

11. Krakowska Manifa odbędzie się pod hasłem "Feminizm dla zdrowia". Rozpocznie się w sobotę w południe pod pomnikiem Adam Mickiewicza na Rynku Głównym. "My, wszystkie i wszyscy, mamy prawo do zdrowia, ale mamy też prawo do bycia chorymi, nie w pełni sprawnymi, nie zawsze produktywnymi. Mamy swoje granice wytrzymałości" - piszą organizatorki na facebookowej stronie wydarzenia.

Łódź

Dwunasta łódzka Manifa odbędzie się o godzinie 13 w Pasażu Schillera. Marsz ma potrwać około dwóch godzin. "Rewolucja - to brzmi groźnie! Ale nie mamy już cierpliwości, by potulnie czekać na godne warunki pracy, sprawiedliwość, respektowanie naszych praw i traktowanie nas z szacunkiem" - piszą organizatorki.

Bydgoszcz

Manifa w Bydgoszczy wyruszy po raz pierwszy. Marsz rozpocznie się o godzinie 14 na Wełnianym Rynku. Organizatorem jest Nieformalna Grupa Inicjatywna.

Manify w Katowicach i Szczecinie w tym roku nie odbędą się.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (25):

Sortuj komentarze:

Arturze, poruszyłeś jednocześnie wiele spraw, więc w odpowiedzi musiałabym napisać cały elaborat. Ograniczę się na razie do dwóch spraw.
Zwróć uwagę, że jeszcze w okresie międzywojennym to głównie mężczyźni byli urzędnikami i nauczycielami. Potem niejako odstąpili obie dziedziny kobietom, przy czym w okresie PRL-u płace w tych zawodach nie były powalające, a mężczyzn-nauczycieli i mężczyzn-urzędników inni panowie traktowali wręcz jako nieudaczników. Do przedszkoli też mężczyźni nigdy się nie pchali drzwiami ani oknami.
Zgadzam się z Tobą w kwestii praw ojców - uważam, że dzieci nie powinny być "z automatu" przyznawane matce, bo każda sytuacja jest inna. Natomiast nie godzę się na brak konsekwencji w egzekwowaniu alimentów (bez względu na to, która strona je płaci), ponieważ mają one zapewnić byt dziecku i nie mogą być narzędziem rozgrywek między rodzicami.
Co do całej reszty, to dyskusja jest o tyle trudna, że mężczyźni i kobiety bardzo się zmienili i te zmiany niekoniecznie poszły w dobrym kierunku. Osobiście uważam, że obie płcie zostały w pewnym stopniu zdeterminowane biologicznie i tego nie można ignorować. Kobieta-matka i mężczyzna-opiekun to nie jest stereotyp, tylko stan wynikający z tego, jak nas niegdyś ukształtowała Matka Natura. (Nb. nazywając to stereotypem wpisujesz się w nurt gender;) Co istotne, nikt nikogo nie obsadza w tych rolach na siłę, bo dotyczą one osób, które zdecydowały się na rodzicielstwo. Singiel nie jest ani gorszy, ani lepszy - dokonał innego wyboru, z którego wynikają inne zadania. Nikt też musi trzymać się kurczowo wersji "kanonicznej" (vide rodziny górnicze), ale tu zaczynają się schody w postaci ograniczeń związanych z pracą, o których już pisałam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Rzecz w tym, że mężczyźni nie chcą niczego, co wybiega poza ich biologiczne preferencje (nie uwzględniając wyjątków pod postacią zaburzeń osobowości bądź seksualności)

Nigdy nie widziałem i nie słyszałem o tym, by mężczyźni organizowali manifestacje z tytułu dyskryminacji przy staraniu się o niektóre prace. Świetnym przykładem może być tutaj praca z dziećmi w przedszkolu. Innym przykładem jest osadzanie etatów w urzędach pocztowych, urzędach gmin, urzędach skarbowych, czy niesławnym już ZUS-ie.
Nie słyszałem o manifestacjach, w których mężczyźni domagali by się dla siebie urlopów wychowawczych.
Dlaczego tak jest?
Odpowiedź jest nader prosta.
Pomimo narzekania na trudną sytuację związaną choćby z macierzyństwem i jego konsekwencjami, to wciąż istnieje stereotyp, że to mężczyzna ma zapewnić byt rodzinie. I to głoszą między innymi emancypantki.
Kolejną sprawą jest równe traktowanie kobiety i mężczyzny w sądach rodzinnych. Mężczyźni już na wstępie stoją na straconej pozycji i feministkom wcale to nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie.

Mamy więc do czynienia nie tylko z ogromną niekonsekwencją, ale wręcz totalną dysproporcją praw na niekorzyść rodzaju męskiego.

Wracając do kwestii finansowych, gdyż to jest najczęściej stosowana zasłona dymna. Z jednej strony chcą być traktowane dokładnie tak samo jak mężczyźni w kwestiach ekonomicznych z drugiej zaś strony oczekują, iż główny ciężar domowego budżetu będą dźwigać ich partnerzy i tego się od mężczyzn oczekuje. Ten stereotyp nie tylko jest tolerowany, ale wręcz umacniany.

Ta niekonsekwencja jest wyrazem totalnego szaleństwa, tworzenia sztucznych podziałów i problemów społecznych.
Moim zdaniem takie manify organizują kobiety o zaburzonej osobowości, kobiety, które zatraciły poczucie własnej wartości i nie potrafią zaakceptować swojej płci, zdolnośći do rodzenia dzieci i konsekwencji z tym związanych.

Biologicznie mężczyzna jest silniejszy, więc wykorzystuje się go do dźwigania ciężkich przedmiotów i ciężkich prac fizycznych a kobieta biologicznie jest tak skonstruowana (mówić dość nieelegancko), by mogła rodzić dzieci.

Zarówno w przypadku mężczyzn jak i kobiet niesie to ze sobą pewne konsekwencje, również na rynku pracy. Nie znaczy to jednak, iż jest to złe. To jest po prostu naturalne.

Konsekwencją tego naturalnego podziału jest również fakt, że mężczyźni statystycznie żyją krócej. Żyją w większym stresie, pracują dłużej, często ciężej i są obarczeni większym stresem związanym z obowiązkiem utrzymania rodziny.

Każdy czymś za coś płaci. Kobiety przerwami w pracy z tytułu macierzyństwa, mężczyźni krótszym życiem.
Doprawdy nie wiem, czego można facetom zazdrościć. Chyba tylko umiejętności sikania na stojąco.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Arturze, przy ogólnie złej sytuacji na rynku pracy kobiecie będzie zawsze o tyle trudniej, że jest matką lub potencjalną matką, a to oznacza dla pracodawcy wyższe koszty i mniejszą dyspozycyjność.
Pytasz, czego te kobiety chcą. A gdybym zapytała, czego ci mężczyźni chcą, umiałbyś odpowiedzieć? Kobiety i mężczyźni to ludzie, mają naprawdę różnorodne potrzeby, niekoniecznie tożsame z tymi, którzy najgłośniej krzyczą.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Według mnie paradoks polega na tym, że w tej chwili kobieta musi walczyć o prawo do bycia kobietą. Równość równością, ale nie zmienimy faktu, że to ona zachodzi w ciążę, przez dziewięć miesięcy jest w "odmiennym stanie" (który może przebiegać bardzo różnie, bo to kwestia indywidualna), ona rodzi i krócej lub dłużej odczuwa skutki porodu. I choć prof. Środa twierdzi, że instynkt macierzyński to mit, to sporo kobiet czuje tak silną więź z maleństwem, że chciałyby przynajmniej przez pierwsze miesiące życia osobiście się nim zajmować. Negując to wszystko, działamy na własną niekorzyść.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marto, zgadzam si,ę z tym co napisałaś, ale dodam, że sytuacja przeciętnego mężczyzny również nie jest dobra. Pozwolę sobie na dalszą parafrazę i nadmienię, iż mam na myśli mężczyznę, którego marzeniem nie jest zostanie Biznesmenem Roku ani medialnym celebrytą.

Jak już pisałem wcześniej, rozumiem, że w miarę jedzenia apetyt rośnie. Pytanie, kto ma ochotę być pożartym.
Szkoda tego święta, gdyż w pewnym sensie manify je sprofanują.

Właściwie, to nie wiadomo czego te kobiety chcą? Władzy? Pewnie tak i nie tyle możliwości decydowania o sobie (bo to przecież mają zapewnione), co możliwości decydowania o innych.
O tym w jakich będziemy żyli relacjach społecznych. Gender? Homoseksualne małżeństwa? Adopcja dzieci przez homoseksualistów?
Przecież to są jedne z głównych haseł głoszonych właśnie przez feministki. Do tego dążą.

Czy zatem manify urządzane w dniu, gdzie od dziesięcioleci świętowana jest kwintesencja kobiecości nie stanowi to swoistej profanacji??

Dlaczego właśnie ten dzień feministki, orędowniczki bezpłciowości wytypowały sobie marsze pełne narzekań, krzyków i jątrzenia? Przypadek?

O nieeeeee...... . W takich sytuacjach nie ma przypadków. I dlatego zbiera mi się na wymioty.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie oszukujmy się, sytuacja przeciętnej polskiej kobiety wcale nie jest dobra. Mam na myśli kobietę, której marzeniem nie jest zostanie Bizneswoman Roku ani medialną celebrytką. Taką, która chce mieć rodzinę, dzieci i żyć w poczuciu bezpieczeństwa. Obecny rynek pracy nie jest dostosowany do zatrudniania kobiet-matek, elastyczne formy zatrudnienia są fikcją, obecną tylko na papierze. Dyspozycyjność kobiet ogranicza brak dostatecznej liczby żłobków i przedszkoli, a na pozostanie w domu większość kobiet nie może sobie pozwolić, bo mąż nie jest w stanie w pojedynkę utrzymać rodziny. I to jest sytuacja patologiczna, która sprawia, że coraz więcej polskich dzieci rodzi się poza naszym krajem.
Na pewno trzeba działać, ale działać rozważnie i skutecznie, tymczasem mam wrażenie, że nasze sztandarowe (tj. najgłośniej słyszalne) feministki od dawna zagubiły właściwy kierunek i straciły poparcie samych kobiet - tych najbardziej potrzebujących pomocy. Jeśli feministka publicznie oświadcza, że łączenie macierzyństwa z pracą zawodową jest proste (bo pierze pralka, sprząta sprzątaczka, a mąż - wykładowca zajmuje się dzieckiem), to w oczach wielu kobiet traci wiarygodność - pokazuje, że jest oderwana od rzeczywistości.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nikt nie neguje pozytywnego wpływu emancypantek na prawa kobiet, ale w czasach w których działały było o co walczyć. Kobiety nie miały praw. A teraz? Jakie to prawa mają mężczyźni, jakich nie mają kobiety? Walka się skończyła - mamy równouprawnienie. Kolejne protesty domagają się uprzywilejowania względem mężczyzn, a nie równego traktowania.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Gdyby EMANCYPANTKI ( kobiety - pan Dariusz nie zaprzeczy) nie wychodziły na ulice i nie manifestowały, do dzisiaj panie nie miałyby praw wyborczych, nie kończyłyby wyższych uczelni itd.

Pierwsze kobiety rozpoczęły studia w Krakowie w 1894 roku.Cztery - dokładnie. Bez prawa do zdawania egzaminów. Dlaczego tak późno? Otóż naukowcy uważali, ze kobieta ma mniejszy mózg od mężczyzny i nie jest w stanie przyswoić sobie wiedzy w takim zakresie jak panowie. Część kobiet była oburzona. A jakże! Krzyczały: chcemy zajmować się domem, rodziną, nie chcemy studiowania. Dzisiaj ich prawnuczki korzystają z dostępu do wiedzy na zasadach ogólnych.

Z feministkami jest podobnie. Dzisiaj spora część społeczeństwa obrzuca je błotem za kilkadziesiąt lat kobiety będą wywalczone przez nie prawa traktować jako coś oczywistego.

Tak, znam feministki. Nie identyfikuję się z ich wszystkimi postulatami, ale z większością.
Robią wiele dobrego dla kobiet - to moja ocena. Panowie macie prawo do swojej.
Czy to się komuś podoba czy nie i tak 8 marca ogłoszą swoje hasła. Mamy demokrację, prawda?

Ja proponuję wyjście z wąskiego tematu i zastanowienie się nad charakterem święta, jego przebiegiem, z szerszej perspektywy niż feministyczne spojrzenie na sprawy kobiet.

To mój ostatni komentarz, mam nadzieję, ze dam rade i się powstrzymam:) Tym bardziej, ze opinie Panów znam a nowych dyskutantów nie przybywa.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zna Pani feministki? Czy aby napewno są to feministki w tym znaczeniu o którym tu mowa? Mają rodzinę, dzieci, osiągają sukcesy zawodowe, a w wolnym czasie wychodzą na ulice manifestować, jak to źle i nierówno są traktowane, że mężczyźni je uciskają i traktują szowinistycznie, że należy walczyć o parytety? Jakoś nie wydaje mi się...

Może i przez lata obowiązywała wiedza, że chodzi o pożar - przyznam szczerze, że nigdy o nim nie słyszałem. Nie zmienia to jednak faktu, że dziś ta wiedza jest usystematyzowana i wiadomo, że o pożar nie chodzi. Tak więc dlaczego świętując mielibyśmy odnosić się akurat do tego tragicznego, aczkolwiek niezwiązanego z wydarzeniem tematu?

Obrona grup jak to Pani ujęła poniżanych i obrzucanych inwektywami jest o tyle zasadna, jeżeli jest co bronić. Skądś ta niechęć się bierze, a feministki nie są jedyną taką grupą.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ale podałam informację do linka. Przez lata obowiązywała wiedza, że chodzi o pożar. W czasach kiedy paniom wręczano rajstopy i goździki obowiązywała taka wykładnia. Dzisiaj wiemy, ze nie było tak do końca. Dlatego podałam dwa powody: pożar i sprzeciw.
"Dzień Kobiet – coroczne święto obchodzone 8 marca jako wyraz szacunku dla ofiar walki o równouprawnienie kobiet. Ustanowione zostało w 1910 roku. Dzień Kobiet w Polsce był obchodzony na szeroką skalę do 1993 roku[1]."
Jeden z Panów pozytywnie wyraził się o emancypantkach...
"Za pierwowzór Dnia Kobiet przyjąć można..." PRZYJĄĆ MOŻNA:) W starożytnych czasach to faktycznie kobietę ceniono tylko za: płodność i macierzyństwo. Dobrze, ze chociaż za to...

Proponuję powrót do mojego pierwszego komentarza. Ja stawiam na wolność. Niech kobiety świętują jak chcą...

A co do feministek, no cóż, zawsze będę broniła grup, które w dyskusji obrzucane są inwektywami, poniżane. Zdanie:"Pragnę zaznaczyć, że feministki to nie kobiety. To smutne, zakompleksione istoty niepotrafiące sobie poradzić w życiu..." Sorry, ale z takiego poziomu nie chce mi się prowadzić dyskusji.
Feministki, znam, znam. Wykształcone, prowadzące firmy, mające mężów, dzieci( przeważająca większość) Zakompleksione? Bez komentarza.

A może ktoś napisze i opublikuje 8 marca tekst w ramach, którego zastanowimy się jak powinno przebiegać święto w XXI wieku? Jaki powinno mieć kształt, charakter? Czy jest w ogóle potrzebne kobietom?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.