Facebook Google+ Twitter

"Manuskrypt pisany na śniegu" - kryminał nie całkiem doskonały

Kolekcja Prozy Labirynty, którą od dłuższego czasu publikuje Wydawnictwo WAM pozwala czytelnikowi zapoznać się z najnowszymi dokonaniami światowej literatury współczesnej, w tym także tej popularnej, takiej jak książka L.G. Jambriny.

Projekt okładki książki jest dziełem Andrzeja Sochackiego. / Fot. www.wydawnictwowam.plFernando de Rojas, młody bakalarz praw pojawił się już jako główny bohater poprzednio opublikowanej przez Wydawnictwo WAM powieści Luisa Garcíi Jambriny "Kamienny manuskrypt". "Manuskrypt pisany na śniegu" jest w jakimś stopniu kontynuacją tamtej książki; nawet wspomina się w niej o rozwiązaniu przez Rojasa, wówczas jeszcze studenta prawa, zagadki śmierci profesora teologii i królewicza don Juana. Nieznajomość tej pierwszej części nie utrudnia jednakowoż w żadnym stopniu zrozumienia treści kolejnych detektywistycznych przygód Fernanda de Rojasa.

A zaczynają się one w sposób zdumiewająco okrutny. Oto jeden z urwisowatych mieszkańców Salamanki, (w tym hiszpańskim mieście, w lutym 1498 roku rozpoczyna się akcja powieści, którą autor w epilogu doprowadza do 1573 roku), uciekając przed strażnikami miejskimi chowa się w stojącej na ulicy glinianej kadzi. W chwilę potem z przerażeniem z niej wyskakuje, gdyż obrana przez Łazika z Tormesu kryjówka zawiera w sobie zwłoki studenta miejscowego uniwersytetu. Dodatkowo są one rytualnie sprofanowane przez pozbawienie dłoni. Jako iż ofiarą mordu jest scholar, śledztwo przejmuje rektor Studium Generale, Pedro Suárez, a w jego imieniu właśnie Fernando de Rojas. Wkrótce w Salamance dochodzi do kolejnych morderstw dokonanych w równie spektakularny i nie mniej przerażający sposób; kolejne ofiary tajemniczego mordercy (m.in. wróżbita Pero Mingo, dwórka Monroyów, posługacz z domu gry, syn arcybiskupa) pozbawiane są narządów zmysłu (oczu, uszu, języka), co stanowi wspólny element wszystkich zbrodni. Z czasem niebezpieczeństwo zagraża także samemu inwestygatorowi i jego pomocnikom. Tym bardziej, że zbrodniarz jest tuż obok nich. Tak blisko, że już praktycznie od 103 strony (na 300 składających się na "Manuskrypt pisany na śniegu", nie licząc podziękowań i bibliografii) nawet mało dedukcyjnie uzdolniony czytelnik domyśli się, kto tak naprawdę stoi za tymi krwawymi zbrodniami. warto jednak powieść Jambriny przeczytać do końca, choćby po to, by poznać motywy działania przestępcy, które - niestety - też okażą się przewidywalne. Te kluczowe dla powieści kryminalno - sensacyjnych są w mojej ocenie najsłabszą stroną "Manuskryptu".

Zdecydowanie lepiej jest z rekonstrukcją świata Salamanki, a w szerszym kontekście Hiszpanii przełomu XV i XVI wieku ze skomplikowanymi konfliktami stronnictw tworzonych przez szlacheckie rody, które Luis García Jambrina, jak na profesora Uniwersytetu w Salamance przystało odtworzył na podstawie wielu źródeł historycznych. W fikcyjny świat przedstawiony autor wprowadza postacie jak najbardziej rzeczywiste tamtych czasów, by wspomnieć choćby królową Izabelę Katolicką, arcybiskupa Santiago de Compostela czy patrona miasta, w którym dzieje się akcja powieści, Juana de Sahagúna. Walorem czysto praktycznym "Manuskryptu pisanego na śniegu" jest także to, iż w przeważającej części tworzą go dialogi, a te są zdecydowanie bardziej lubiane przez czytelników.

Luis García Jambrina, Manuskrypt pisany na śniegu
Przekład: Katarzyna Jachimska - Małkiewicz
Wydawnictwo WAM
Kraków 2013

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Tytuł niezwykle zagadkowy... Recenzja zdecydowanie zaciekawia wybraną pozycją. Dziękuję.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.