Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

24835 miejsce

Marcin Rychcik opowiadał o spektaklu "Jeździec burzy"

Spektakl "Jeździec burzy" grany jest już 15 lat w Teatrze Rampa. W postać niepokornego Jima Morrisona, lidera zespołu The Doors, wciela się Marcin Rychcik. Jak wspomina ten okres i czy przypuszczał, że na tyle lat zwiąże się z tą postacią?

Marcin Rychcik / Fot. Weronika TrzeciakPrzed spektaklem, na którym byłam 27 lutego, miałam okazję spotkać się z Marcinem Rychcikiem, który nieprzerwanie od 15 lat gra Jima Morrisona. Artysta wspominał swoje początki na scenie Teatru Rampa, który w tym roku obchodzi 40-lecie.

Jak wyglądał casting? – Nie jest to jakaś historia zapierająca dech w piersiach. Dość zwyczajnie to się odbyło – wspominał Marcin Rychcik. – Reżyser ogłosił casting, o którym dowiedziałem się dość późno, na 2 dni przed. W takiej gazetce, roznoszonej i rzucanej na wycieraczkę. Zielona gazetka to się wtedy chyba nazywało. I Agata, moja ówczesna narzeczona, powiedziała mi: "o jaka szkoda, były castingi do musicalu o The Doors, jak zwykle spóźniłeś się. Nic nie wiedziałeś na ten temat" – dodał.

Na szczęście okazało się, że przeczytała pobieżnie, a casting miał się odbyć pojutrze. Kandydaci musieli przygotować 2 numery The Doors. Ale Marcin Rychcik nie musiał nic przygotowywać, piosenki miał w głowie – w wersji oryginalnej. Prześpiewał je i przyjechał na casting.

– Na castingu jak to na castingu. Mnóstwo osób bardziej lub mniej przypominających postać Jima spacerowało po kuluarach – wspominał Marcin Rychcik. – Pamiętam, że jedna z pań, którą zapytałem, czy reżyser jest zadowolony z castingu, powiedziała, że "nie, w ogóle nie, casting idzie słabo. Nikt nie jest przekonujący, wszyscy są za grzeczni". Szybko wróciłem do domu, założyłem taki stary prochowiec, w którym zwykle chodziłem, ale raczej jesienią, a to był kwiecień. Pamiętam, że było ciepło, było żarzące słońce. Założyłem glany, włożyłem w usta gumę do żucia – ten szczegół jest dosyć istotny. I wszedłem na scenę, z jednej strony koncentrując się, opanowując stres, z drugiej strony rzucając wszystko na jedną szalę. Grałem kogoś, kim nie jestem, grałem po prostu Jima. Grałem to może też źle powiedziane, tak ja sobie wyobrażałem, kim on jest. Próbowałem nim być – dodał.

Zaśpiewał jedną piosenkę, którą przygotował – "Light My Fire". Artysta pamięta, że było bardzo silne światło, punktowe, na proscenium. Jak zaczynał tę piosenkę, to praktycznie nic nie widział. W ostatnim rzędzie ktoś siedział na widowni.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.