Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

36368 miejsce

Marcin umierał trzy godziny. Wstrząsająca relacja rodziców

  • Źródło: Dziennik Łódzki
  • Data dodania: 2008-03-27 13:31

Gdyby nie opieszałość pracowników pogotowia i szpitala, nasz syn mógłby żyć - podkreślają rodzice 16-letniego Marcina Zarychty z Żychlina koło Kutna. Sprawę zgłosili do prokuratury.

Ojciec z portretem swego syna... / Fot. Polska Dziennik ŁódzkiTo był wesoły, ale spokojny chłopiec. Chodził do liceum w Żychlinie. W tym roku nie opuścił ani jednego dnia. Do 29 lutego... - Tego dnia syn obudził mnie o 4 rano - opowiada ubrana na czarno Krystyna Zarychta, mama Marcina. - Mówił, że bardzo boli go brzuch i kręgosłup. Zadzwoniłam po pogotowie. Gdy przyjechała karetka, lekarka podała chłopcu zastrzyk, kazała zaparzyć mięty i dać lek na żołądek.

- Nie minęło pół godziny, a syn znów zaczął wić się z bólu - opowiada Sławomir Zarychta, ojciec Marcina. - Znów zadzwoniliśmy po pogotowie. Nie wiem, ile telefonów wykonałem nim dyspozytorka raczyła mi odpowiedzieć, że - być może - pogotowie zabierze Marcina do szpitala, gdy karetka będzie wracała po nocnej zmianie do Kutna. Ratownicy pojawili się o 8.25. Tuż przed 9 byli w Kutnie.

Tu - jak twierdzą rodzice - zaczęła się gehenna chłopca. Ojciec bezsilnie patrzył na cierpienia Marcina. - Leżał na kozetce za parawanem, wił się z bólu - wspomina. - Obsługa Szpitalnego Oddziału Ratunkowego potrzebowała aż 40 minut na sprowadzenie internisty. Gdy się znalazł i zlecił USG, zaczęły się ponadpółgodzinne poszukiwania chirurga. W tym czasie Marcin, krzycząc z bólu, spadł z łóżka. Pielęgniarka, zamiast mu pomóc, tylko się wydarła: "Czego udajesz, gówniarzu!". Boże, do dziś mam ten krzyk w uszach. Wtedy dopiero zlecono prześwietlenie - opowiada ojciec. Sławomir Zarychta czekał na chłopca na korytarzu przed pokojem RTG. Nagle zauważył wzmożony ruch w sali. - Pojawiło się kilku lekarzy. Pielęgniarki biegały z jakimiś urządzeniami.

Potem dowiedziałem się, że to był sprzęt do reanimacji… Marcinek zmarł o 11.15 - głos ojca się urywa. Zarychtowie nie mogą uwierzyć, że ich zdrowy, silny chłopak zmarł od tak, po prostu. Podkreślają, że pogotowie i szpital nawet nie dały szansy Marcinowi. Dlatego złożyli zawiadomienie do prokuratury. - Żądamy wyjaśnień - mówi mama Marcina. - Dlaczego ignorowano wezwania karetki? Dlaczego w szpitalu nie zajęto się synem należycie? Gdyby personel od razu udzielił Marcinowi pomocy, syn mógłby żyć.

Przedstawiciele szpitala twierdzą, że lekarze zrobili wszystko, by uratować Marcina. - Wątpliwości powinno rozwiać postępowanie prokuratorskie - mówi Romuald Stelmach, dyrektor placówki. Zastrzega, że dla dobra śledztwa nie może ujawnić szczegółów. - Mogę tylko powiedzieć, że chłopca raczej nie można było uratować. Nawet gdyby był w klinice w Warszawie - przekonuje.

W sprawie śmierci Marcina głos zabrało kutnowskie Starostwo Powiatowe, nadzorujące szpital. "Po przywiezieniu do szpitala natychmiast otrzymał pomoc medyczną" - czytamy w komunikacie starostwa.
Oświadczenia dyrekcji i starostwa nie przekonały rodziców. - Chcemy tylko sprawiedliwości - mówi cicho matka Marcina. Sekcja zwłok wykazała, że powodem śmierci chłopca było pękniecie tętniaka tętnicy głównej.

Zdaniem Witolda Szmigielskiego, wiceprezesa Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Primum Non Nocere, Zarychtom będzie bardzo trudno udowodnić, że sytuacja wyglądała tak, jak ją opisują. - Gdyby im się to udało, osobie odpowiedzialnej za zaniedbania mógłby być postawiony nawet zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci. Grozi za to do 8 lat więzienia. Dyrekcje szpitala i pogotowia będą się jednak bronić wszelkimi sposobami. Być może do śmierci doszło w związku z tętniakiem. Jednak nie można zaakceptować tak karygodnego traktowania pacjenta przez pracowników pogotowia i szpitala - podkreśla Szmigielski.

Pogrążenie w żałobie rodzice co dzień zadają sobie pytanie: Czy syn żyłby, gdyby karetka od razu zabrała go do szpitala, a lekarze poddali operacji? - Trzeba dać czas prokuraturze na zebranie materiałów, przesłuchanie świadków i powołanie biegłych - tłumaczy Witold Szmigielski.
Jolanta Sobczyńska

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Znieczulica panująca w naszym kraju coraz bardziej mnie przeraża.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.