Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

1488 miejsce

Marcin Zacharzewski: „Teraz nie oczekuję niczego“

Na kilka godzin przed spektaklem „Rewizor“ w Cieszynie spotkałam się z aktorem, Marcinem Zacharzewskim. Rozmawialiśmy o kryzysie, aktorstwie i tym, co jest w życiu najważniejsze.

Oprócz Pana aktorstwem zajmuje się także Pana brat bliźniak, Maciej. Pamięta Pan, który z was zafascynował się aktorstwem jako pierwszy? Jeden drugiego namawiał do pójścia tą drogą, czy jednak były to wasze samodzielne decyzje?
Rozmawialiśmy o kryzysie, aktorstwie i tym, co jest w życiu najważniejsze. / Fot. Fot. Zdjęcie nadesłane przez Marcina Zacharzewskiego
-W naszej rodzinie jesteśmy pierwszym pokoleniem aktorów. Bliźniacy do pewnego momentu życia wszystko robią razem, więc oczywistym dla nas było, że oboje będziemy zdawać do szkoły teatralnej. Na szczęście to właśnie te studia nas rozdzieliły: Maciek dostał się do Wrocławia, a ja do Krakowa.

Wśród aktorów bliźniaków bywa tak, że w sytuacjach podbramkowych jeden drugiego może zastąpić na scenie. Miał Pan kiedyś taką sytuację? Widzowie się wtedy zorientowali?

-Jedna z takich sytuacji miała miejsce na planie serialu „BrzydUla“. Jakiś dzień zdjęciowy kolidował ze spektaklem, w którym brałem udział. Maciek mnie zastąpił. Kiedy scenarzyści zorientowali się, że mam brata bliźniaka podchwycili to i napisali dla nas „bliźniaczy“ wątek w serialu. Ja zrewanżowałem się bratu i także go zastąpiłem i to w spektaklu „Kabaret magiczny Arsena Lupin“ w teatrze Stu, w którym graliśmy oboje.

Czy dajecie sobie wskazówki aktorskie?

-Oczywiście. Mam wrażenie, że częściej siebie krytykujemy, niż chwalimy.

W ramach przygotowania do naszej rozmowy natknęłam się na materiał, w którym przyznaje się Pan do tego, iż w swojej karierze miał moment zwątpienia, chciał Pan zrezygnować z dalszego uprawiania tego zawodu. Czym było to spowodowane?

-W życiu każdego aktora pojawia się moment zwątpienia. To zawód bardzo chimeryczny, wiele zależy od sczęścia. Są momenty sukcesu i szczęścia, ale często zdażają się chwile rozgoryczenia, braku pracy, niezadowolenia z siebie. Kiedyś nie miałem do tego dystansu i to powodowało frustrację. W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że to rodzina jest dla mnie najważniejsza i wtedy osiągnąłem spokój. Teraz inaczej podchodzę do tego zawodu.

Miał Pan wtedy inny pomysł na siebie? Czym chciał się Pan zajmować?

-Pomysłów było kilka. Myślałem m.in o tym, by prowadzić swoją restaurację. Chciałem udowodnić sobie, że nie muszę być aktorem, że potrafię robić coś innego.

Co było momentem kulminacyjnym, w którym przekonał się Pan o tym, że warto pozostać w tym zawodzie?

-Momentem kulminacyjnym były narodziny mojego syna. Zrozumiałem, że kiedy zainwestuję w rodzinę i w siebie, praca sama przyjdzie. Tak się stało.

Gdzie podczas grania czuje się Pan pewniej, na scenie, czy przed kamerą? Co pozwala na większą swobodę grania, a co wymaga większego skupienia?

-Trudno określić jednoznacznie. Zarówno w Teatrze jak i przed kamerą trzeba być bardzo skupionym. Myślę jednak, że dla mnie scena jest trudniejszym partnerem. Tam wszystko dzieje się na żywo i nie można pozwolić sobie na wpadkę. Jeżeli jednak tak się stanie trzeba zachować zimną krew i wybrnąć z tej sytuacji bez mrugnięcia okiem. Przed kamerą zawsze można poprosić o powtórzenie sceny.

Spotykamy się w Cieszynie w ramach Dni Teatru, zatem muszę zapytać, czy Teatr jest dla Pana miejscem ważnym, szczególnym?

-Tak. Teatr jest najważniejszym miejscem dla aktora i dla jego rozwoju. Myślę, że w Teatrze poznaje się dobrego aktora. Kiedy poradzi sobie w Teatrze, w filmie też da radę.

W Cieszynie pojawia się Pan ze sztuką Teatru STU, „Rewizor“, która jest całą serią zabawnych absurdów i niedorzecznych sytuacji opisanych niemal dwa wieki temu przez Mikołaja Gogola. Co najbardziej podoba się Panu w tej sztuce?

-Jej aktualność i współczesność. Mówi o nas. Najbardziej podoba mi się, jak widzowie reagują na samych siebie. (Śmiech.)

Na scenie pojawia się Pan w roli Dimitrija. Jakby w kilku słowach opisał Pan swojego bohatera?

-Adaptacja Krzysztofa Jasińskiego jest przewrotna, to właśnie Dima stoi za działaniami Chlestakowa. Więcej nie powiem i zapraszam do Teatru Stu.

Teatr jest na pewno okazją do spotkań z publicznością. Czy widzowie często podchodzą do Pana po spektaklach? O co najczęściej wtedy Pana pytają?

-Widzowie najczęściej pytają, czy mogą poprosić o autograf i zrobić sobie ze mną zdjęcie.Czasem rozwija się ciekawa dyskusja. Niektórzy dziękują, a czasem ktoś mówi, że mu się coś nie podobało.

Jak reaguje Pan na taką krytykę?

-Bardzo dobrze. Nie ma się czym przejmować. Na tym polega sztuka. Jednych ma bulwersować, a drugich cieszyć.

Czy pojawiło się pytanie, które szczególnie Pana zaskoczyło albo rozbawiło?

-Czasem zdarzają się sytuacje, kiedy ktoś myli mnie z moim bratem.

Nie da się pominąć tematu serialu „Na dobre i na złe“, gdzie wciela się Pan w rolę Borysa Jakubka. Mówi się, że role lekarzy są najbardziej kojarzone przez widzów. Zgadza się Pan z tym stwierdzeniem?

-Tak. Bardzo często utożsamia się aktorów z postaciami, które odgrywają. Ludzie nie rozumieją, że my aktorzy jedynie wcielamy się w daną postać. Często zdarzają się porównania dla żartu. Zdarza się też, że obcy ludzie witają się ze mną jakby mnie dobrze znali, bo kojarzą mnie z serialu. (Śmiech.)

Zdarzyło się kiedyś, że na ulicy zwracano się do Pana per. „Panie Doktorze“ albo poroszono o przepisanie recepty? Z tego, co wiem, z Waszego planu pochodzi kilka takich sytuacji. (Marcin Rogacewicz i Piotr Garlicki) mieli podobnie.

-Ja nie miałem takiej sytuacji i bardzo dobrze, bo nie wiedziałbym, co z tym zrobić. (Śmiech.) Kolegom z planu jednak zdarzały się takie sytuacje.

Jak to jest u Pana z przyswajaniem nazewnictwa medycznego? Z rozmowy z Grzegorzem Daukszewiczem wiem, że czasem bywa trudno. Jak jest w Pana przypadku?

-Czasami można to traktowć jak tzw. „zbitki dykcyjne“. Powinny być wykorzystywane do ćwiczeń z dykcji w Szkole Teatralnej. (Śmiech.) Bardzo śmieszne sytuacje wychodzą na planie z wypowiadania takich wyrażeń „cholecystektomia“. (Śmiech.)

Czy macie obecnie na planie konsultantów medycznych?

-Oczywiście, że tak. Nie wiem, jakbyśmy sobie bez nich poradzili.

Może opowiedzieć Pan w kilku słowach o najbliższych losach Borysa? Medycznych i prywatnych…

-To pytanie powinno być skierowane do scenarzystów. Losy Borysa w rękach scenarzystów! (Śmiech.)

W jakich produkcjach będzie można Pana oglądać w najbliższym czasie? Częściej w Teatrze, czy w TV?

-Najczęściej będzie można mnie zobaczyć w Teatrze. Powstaje także produkcja związana z twórczością Tadeusza Kantora. W rolę Tadeusza Kantora wciela się Borys Szyc, a mnie będzie można tam zobaczyć w roli jednego z braci Janickich.

Jaka jest Pana wymarzona rola, a jakie jest nazwisko reżysera, u którego w produkcji chciałby Pan wystąpić?

-Kiedyś oczekiwałem wiele. Teraz nie oczekuję niczego. Samo przyjdzie.

(Rozmawiała Mariola Morcinková)




Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Interesujący wywiad.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zaciekawil mnie ten wywiad z przedstawicielem jak mowi sam chimerycznego zawodu aktora

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.