Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

42566 miejsce

Marek Doniec. Jego hobby stało się sposobem na życie

Dwudziestosiedmioletni Marek Doniec, jako jeden z niewielu Polaków, odniósł sukces i zrobił międzynarodową karierę dzięki ciężkiej pracy i miłości do sportów ekstremalnych. Niewiele osób w naszym kraju ma szansę na podobną karierę.

http://commons.wikimedia.org/wiki/Image:Snowboarder_in_halfpipe.jpg GNU Free Documentation License. / Fot. Roland Zumbühl, ArlesheimSkatebording, BMX, Agressive In-line, Motocross, FMX, Free Skiing, Snowboarding – to nazwy sportów ekstremalnych bardzo popularnych na całym świecie. Większość z nich jest słabo lub w ogóle nieznana w Polsce. Kim są mistrzowie w tych dziedzinach?

Tony Hawk, kultowy deskorolkowiec pochodzący ze Stanów Zjednoczonych, który zarobił miliony dolarów na jeżdżeniu na deskorolce. Travis Pastrana, mistrz świata w jeździe dowolnej (FMX – Freestyle Motocross) na motocrossach. Dave Mirra jeździ na BMX-ie, zdobył więcej złotych medali niż większość jego kolegów razem wziętych. Saun White to jedyny sportowiec, który wywalczył złote medale w zimowej i letniej edycji X-Games, największych na świecie zawodach w sportach ekstremalnych.

Wszyscy ci ludzie kojarzą się z wielką sławą i dużymi pieniędzmi. Zarabiają robiąc to, co lubią. Sponsorzy sami się do nich zgłaszają i proponują wielomilionowe kontrakty za reklamowanie ich jedzenia, ubrań, butów, deskorolek, rowerów i wielu innych rzeczy.

Polak wśród elity


– Żeby jeździć na nartach, musisz mieć trochę pieniędzy od rodziców, albo pracować, ale jak pracujesz to masz mniej czasu. Tak naprawdę trzeba jeździć 360 dni w roku, żeby coś osiągnąć na arenie europejskiej, czy międzynarodowej – wyjaśnia Marek Doniec, wielokrotny mistrz w różnych dziedzinach sportów ekstremalnych.
Kolejny problem to miejsce do trenowania. Zdarza się, że zimą w Polsce nie ma śniegu, nie ma więc gdzie trenować. Zrozumiałe jest zatem, że narciarze przygotowujący się do sezonu muszą trenować w Austrii, Francji, Szwajcarii, co powoduje ciągły wzrost kosztów.

Marek Doniec, dwudziestosiedmiolatek z Katowic, jest jednym z niewielu Polaków, którym udało się wybić i dać się poznać światu. Marek uprawiał sport od dzieciństwa. Początkowo był to tenis, ale jako pasjonat bardzo szeroko pojętego sportu, ciągle szukał czegoś nowego. Gdy jego kuzyni i dobry kolega zaczęli jeździć na rolkach, on także zapragnął spróbować. Pierwsze rolki dostał od mamy i od tego, tak naprawdę, wszystko się zaczęło.

http://commons.wikimedia.org/wiki/Image:Towin.jpg Public domain. / Fot. Nick FranckeNajpierw była poręcz i pięć schodków przy akademikach, w katowickiej Ligocie. Tam właśnie Doniec stawiał swoje pierwsze kroki w rolkowym świecie. Później przeniósł się do odkrytego skateparku, znajdującego się również w pobliżu akademików. Tam skakał na rampach i wykonywał różnego rodzaju ślizgi na poręczach, murkach i wszystkich innych przeszkodach, jakie tylko nadawały się do jazdy. Jednak ślizgi nie dawały Markowi tyle satysfakcji, co efektowne wyskoki ponad half-pipem - wysoką rampą w kształcie przepołowionej rury. Później do wyskoków doszły różnego rodzaju obroty, a z czasem ewolucje, wykonywane do tego stopnia, że patrzącym aż włos się jeżył na głowie.

Marek odniósł sukces w ekstremalnej jeździe na rolkach, tzw. Agressive In-line. Wielokrotnie stawał na najwyższym stopniu podium. W pierwszych zawodach, w jakich wziął udział, zajął czwarte miejsce, natomiast rok później został mistrzem Śląska w jeździe ulicznej i w konkursie na najlepszy trik. W pierwszym Pucharze Polski, w którym wystartował, stanął na najwyższym stopniu podium. Owa wygrana spowodowała, że sponsorzy zainteresowali się Markiem i postanowili zainwestować w niego pieniądze. To pozwoliło mu jechać na międzynarodowe zawody do Monachium, gdzie zajął piąte miejsce. Kolejnym przystankiem były Mistrzostwa Europy, gdzie przybyli najlepsi sportowcy z całego kontynentu i tu był 29. Biorąc pod uwagę młody wiek i niewielkie doświadczenie na arenie międzynarodowej, należy traktować ten wynik jako dobry, a nawet bardzo dobry. Pierwsze występy Marka w zawodach były znakomite, co zapewniło mu tytuł Skatera roku 1999 – czyli najlepszego polskiego zawodnika jeżdżącego na rolkach. Przez następnych pięć lat było coraz lepiej. Na większości zawodów zwyciężał.

W każdym sporcie trzeba liczyć się z kontuzjami, szczególnie jeśli chodzi o sporty ekstremalne. Mimo dużego doświadczenia, w 2004 roku przytrafiła mu się poważna kontuzja, która spowodowała siedmiomiesięczną przerwę w treningach. Po rehabilitacji, będąc już zmęczonym zawodową jazdą na rolkach, szukał czegoś nowego. - Przechodziłem z Roces’a (producent rolek - przyp. red.) do Salomona, który jeszcze wtedy produkował rolki i narty, więc poprosiłem ich o narty. Spodobało mi się. Dostawałem także pieniądze na wyjazdy na narty – opowiada chłopak. W 2005 roku pokazał ile jest wart na nartach, zajmując pierwsze miejsce w serii zawodów organizowanych przez firmę Quicksilver.

Wygrany los


Sponsorzy pojawiają się, gdy zawodnik jest naprawdę dobry i wygrywa zawody. Dostaje sprzęt, ewentualnie żywność, której producentem jest dana firma. Do Marka szczęście się uśmiechnęło. O jego warunki treningowe, jak i zaopatrzenie, dbają wielkie korporacje, jak na przykład Salomon, znany na całym świecie producent sprzętu sportowego, poza tym Billabong, amerykańska firma odzieżowa inwestująca tylko i wyłącznie w doskonałych zawodników. Do tego dochodzi jeszcze amerykańska firma Dragon zapewniająca Markowi gogle i okulary. Nie brakuje także polskich firm, jak na przykład sieć sklepów odzieżowych CroppTown.

http://commons.wikimedia.org/wiki/Image:1handstand.jpg GNU Free Documentation License / Fot. Archeo3Sponsorów jest wielu, a dzięki temu, że Doniec wygrywa, ma finansowane wyjazdy zagraniczne. Może trenować gdzie chce i kiedy chce. - Jest bardzo fajny, duży skatepark w Berlinie, nazywa się Mellowpark. Jest bardziej BMX-owy, ale tym samym można więcej poskakać, a ja raczej ograniczam się do skoków, więc bardzo mi odpowiada – opowiada Marek. Zapytany o ulubione miejsce do trenowania na nartach nie potrafi jednoznacznie odpowiedzieć. Tłumaczy, że co roku każdy snowpark wygląda zupełnie inaczej. - W zeszłym roku najbardziej podobało mi się na zawodach we Francji. Zostały tam przygotowane chyba największe skocznie na świecie i było całkiem przyjemnie, ale na przykład w przyszłym roku może się okazać, że inna miejscówka bardziej mi się spodoba - dodaje.

Jak się okazuje z uprawiania sportów ekstremalnych można się utrzymać. Nie jest to najłatwiejsze, ale jednak możliwe. - Jeżdżąc na nartach można zarabiać w granicach dobrych kilkudziesięciu tysięcy rocznie – wyznaje Doniec, ale podkreśla, że - trzeba być naprawdę bardzo dobrym i przede wszystkim znanym w Europie. Dostawać pieniądze od europejskich firm, bo polskie nawet gdyby chciały, to nie mają takiego budżetu, żeby tyle płacić.

Kosztowne hobby


Polakom bardzo trudno dostać się na zawody, gdzie można się pokazać i zdobyć sponsorów - ich wsparcie jest niezbędne w przypadku sportów ekstremalnych. Poza tym warunki do uprawiania tych sportów w Polsce różnią się od tych panujących w Europie. Jeśli chodzi o sporty zimowe, jest o tyle ciężko, że śnieg jest tylko i wyłącznie zimą. Tymczasem w Alpach czy Dolomitach można jeździć na nartach przez cały rok.
Narciarstwo dowolne, to właśnie jedna z tych dyscyplin, w której bez sponsoringu nie da się obejść. Niezbędny jest specjalny ekwipunek. Mianowicie tzw. twin-tip, czyli specjalnie zaprojektowane narty wygięte z obu stron, co umożliwia jazdę przodem i tyłem. Poza tym wysokiej jakości wiązania, aby podczas skoków
i lądowań nie wypięły się narty. Dodatkowo odpowiednie buty, gogle, kask – dla bezpieczeństwa, oraz kije. W czasie treningów i zawodów ważne jest także wygodne ubranie, niekrępujące ruchów. Niezbędny sprzęt to wydatek w wysokości kilkunastu tysięcy złotych. Dla porównania najdroższa, składana z pojedynczo kupowanych elementów deskorolka kosztuje około 700 złotych, natomiast najdroższe rolki w sklepie kosztują niecałe 600 złotych.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

dxfcgvbr dwfer
  • dxfcgvbr dwfer
  • 09.04.2012 17:55

artykuł dobry, ale NAJTAŃSZE dobre rolki to wydatek 600 zł -.- a co do deskorolki to nie wiem, bo nie jeżdże

Komentarz został ukrytyrozwiń
mateusz kkk
  • mateusz kkk
  • 12.09.2011 16:43

Artykuł napisany niezle jest troche niespójnosci ale ogolnie przyjemnie sie czyta i przekłada sie na realia ale powiedzcie mi po co piszac artykuł głownie o freeski oraz agressiv roller wrzucone do artykułu sa zdjecia snowboardowe oraz skateboardowe :))

Komentarz został ukrytyrozwiń

plisik - ciekawy materiał i historia Marka :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.