Facebook Google+ Twitter

Marek Falenta: Nie jestem szaleńcem, padłem ofiarą baronów węglowych

Marek Falenta, biznesmen, który znalazł się w kręgu zainteresowania za sprawą głośnej afery podsłuchowej, w "Kontrwywiadzie" RMF24 stwierdził, że jest niewinny, nic nie wie o sprawie i padł ofiarą baronów węglowych.

 / Fot. Tomasz Jodłowski/PolskapresseJeden z najbogatszych ludzi w Polsce, a na pewno najsławniejszy w ostatnich dniach. Biznesmen z Lublina twierdzi, że nie przekazywał żadnych nagrań, nie znał ich zanim ujrzały światło dzienne i zapewnia o swojej niewinności: "Chciałem tylko sprzedawać tani węgiel dla 12 milionów Polaków." Ponadto Marek Falenta przekonuje, że mimo znajomości z Łukaszem N., menadżerem restauracji "Sowa & Przyjaciele" nie miał pojęcia o nagrywaniu rozmów gości tego czy innego lokalu do czego ten pierwszy przyznał się: "Mieliśmy kontakty. W momencie, jak przychodziłem do restauracji i miałem spotkania biznesowe Łukasz N. obsługiwał te spotkania." Falenta nie wierzy, aby ten człowiek miał cokolwiek wspólnego z podsłuchiwaniem i nagrywaniem kogokolwiek: "To jest akurat jeszcze nieoficjalna informacja, ja nie dostałem... (...) Ja takiego ustalenia nie dostałem i nic nie wiem w tej sprawie." Rzekomo Łukasz N. wskazywał na biznesmena jako bezpośrednio zaangażowanego w proceder, ale Falenta nic nie wie o zeznaniach menadżera restauracji.

Marek Falenta wyjaśnia, że znajomość z Łukaszem N. miała charakter branżowy: "Tak, około 5-6 lat temu mieliśmy taki epizod, że Łukasz został zatrudniony w otwartej rekrutacji jako jeden z dyrektorów regionalnych na region Mazowsza i przepracował u nas około 3-4 miesięcy, ten tzw. okres próbny." Nie zaprzecza też znajomości z Piotrem Nisztorem, dziennikarzem, który doprowadził do ujawnienia nagrań: "Tak, znam Piotra Nisztora. To również jest okres około pięciu lat, to są normalne dziennikarskie spotkania. Piotr wielokrotnie pisał o naszych firmach."

Konrad Piasecki przypomina swojemu rozmówcy, że mógł mieć powody, aby pokierować przedsięwzięciem z podsłuchami. Jego firma borykała się z poważnymi kłopotami. Miały miejsce aresztowania, podejrzenia o oszustwa i pranie brudnych pieniędzy. Motyw zemsty jaki mógł być przyczyną działania wydaje się być oczywisty: "Nie jestem szaleńcem i nie podjąłbym takiej akcji. Proszę mi wierzyć. Jestem na rynku od 17 lat, posiadam około 30 firm, zatrudniam dwa tysiące ludzi i na pewno nie podjąłbym czegoś takiego. Nie jestem samobójcą." Biznesmen twierdzi, że obraz całej afery jest postrzegany na opak. Kiedy premier mówił, że "rząd zaatakowali importerzy i dystrybutorzy węgla na dużą skalę", to według Falenty jest "dokładnie odwrotnie". Nie uznaje oskarżeń wskazując, że "sytuacja jest wywołana przez baronów węglowych, którzy dzisiaj kupują tanio węgiel od polskich kopalni i sprzedają go bardzo drogo indywidualnym osobom." Tak więc, przedsiębiorca przekonuje, że jest ofiarą zemsty baronów węglowych.

Przed wybuchem afery z podsłuchami miało miejsce wzmożone zainteresowanie firmą Falenty ze strony służb: "Bardzo nasiliły się działania w stosunku do naszej firmy Składy Węgla. Wszystkie służby się tym bardzo interesowały, w ciągu ostatnich paru tygodni mieliśmy wizyty praktycznie wszystkich służb specjalnych w Polsce. Bo było i CBA, CBŚ i ABW - wypytywali nas... (...) Mówili, że muszą napisać raport dla premiera w zakresie importu węgla rosyjskiego w Polsce i zadawali pytania." Marek Falenta zaklina się, że znajomości z Rosjanami to jakieś pojedyncze epizody w jego życia bez większego związku, zaś kontakty biznesowe również nie są nazbyt prężne i doszukiwanie się współpracy z obcym wywiadem jest niezbyt poważne: "Nasze kontakty - jakiekolwiek rosyjskie - zaczęły się od tego, że założyliśmy nasze oddziały jednej z firm na Ukrainie i w Rosji. To jest jedyne co nas wcześniej łączyło z Rosją, a do tej pory nie mieliśmy żadnych kontaktów." Przez 17 lat swojej pracy w biznesie nie zdążył nawet wyrobić sobie znajomości wśród czołowych polskich polityków, tym bardziej tych podsłuchiwanych: "Nie, nawet nigdy ich nie widziałem." Zaznacza też, że nie zajmował się finansowaniem żadnej kampanii wyborczej, zaś po ujawnieniu taśm dystansuje się do Platformy Obywatelskiej.

Wobec Marka Falenty prokurator zastosował poręczenie majątkowe w kwocie jednego miliona złotych. Dodatkowo nałożono na biznesmena zakaz opuszczania kraju i dozór policji. Według informacji Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga, prokurator zarzuca Falencie działanie przestępcze wespół z Łukaszem N. i Konradem L., które polegało na nieuprawnionym zakładaniu i posługiwaniu się urządzeniem nagrywającym oraz ujawnieniu utrwalonych rozmów innym osobom. Wzięto też pod uwagę możliwość działania zorganizowanej grupy przestępczej i szantażu. Marek Falenta nie przyznał się do winy.

źródło: RMF24

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Myślę, że po fakcie każdy może powiedzieć, iż jako organizator takiego przedsięwzięcia wypadłby lepiej. Główni bohaterowie wydają się być odrobinę "wątli" jako zorganizowana grupa przestępcza. Niby nikogo nie szantażowano, nie było okupów, wszystko dla wolności słowa czy w imię zasad demokracji. Brak nawet ośrodka "ubezpieczeń", czyli wtyczki, źródła w policji, które obstawia nagonkę tanią sztafetą. No, ale to jedyny znany przypadek "masówki" w Polsce.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mafia węglowa ? - takiej przecież nie ma.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marek Falenta: Nie jestem szaleńcem, padłem ofiarą baronów węglowych
========================================================

nA są u nas tacy? Czy to tajemnica? Co to za nowa masoneria?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.