Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

177514 miejsce

Marek Niedźwiecki: - Wszystkie piątki mojego życia...

  • Źródło: Dziennik Zachodni
  • Data dodania: 2007-05-19 09:22

- Chciałem być cichym, szarym nikim w radiu, które gra muzykę - mówi Marek Niedźwiecki, prezenter radiowej Trójki

Wszystkie piątki spędza pan w radiu. 25 lat temu wymyślił pan listę przebojów i od tej pory jest pan gospodarzem tej audycji. Nie tęskni pan za wolnym początkiem weekendu?
- Kiedyś miałem gorzej, bo w radiu spędzałem wszystkie soboty. Najpierw przez to, że lista na początku była nadawana w soboty, a potem przez długie lata prowadziłem "Markomanię". Dlatego nie mam o te piątki żalu. Piątek nigdy nie był moim ulubionym dniem, choć zaczynał weekend, ale weekend kiedyś nie miał takiego znaczenia jak dziś. I nie mam za złe losowi, że mi te wieczory zabrał. Mógłbym nawet napisać książkę "Wszystkie piątki mojego życia".

Zdarzyło się, że rodzice nastolatków mieli do pana pretensje, że w piątki w domu jest za głośno, bo dziecko właśnie słucha listy?
- Tak. Szczególnie w czasach, kiedy lista była najbardziej popularna. Pod piątkowy wieczór układało się harmonogram nie tylko tego jednego dnia, ale całego tygodnia. To właśnie dlatego dyrekcja Trójki przesunęła program z soboty na piątek, żeby ludzie, którzy wyjeżdżali w sobotę rano z domu, nie mieli dylematu, co zrobić z listą. Ale czasy "głośne" chyba już minęły. Mamy lepsze materiały izolujące, bo jakoś nie słyszę w swoim bloku takich dramatycznych dźwięków, jak kiedyś.

Układa pan swoją audycję razem ze słuchaczami. Czy zdarza się, że na pierwszym miejscu ląduje coś, czego pan zwyczajnie nie lubi?
- Tak. Nawet kiedyś stwierdziłem, że nasze gusta z czasem bezpowrotnie się rozmijają. Może kiedyś będą zupełnie inne?

Czuje pan przepaść pokoleniową?
- Myślę, że tak. Albo może pewne rzeczy, które muzycznie akceptuję, jak smooth jazz i takie tam nudziarstwa, jak o nich mówię, to nie są piosenki na listę. Czasami udaje mi się namówić na nie słuchaczy. Basia Trzetrzelewska jest najlepszym tego przykładem. Nie starałem się jej nachalnie lansować, to stało się mimochodem. Ale lista nie polega na tym, że rzeczy na pierwszym miejscu są niedobre, tylko czasem nie trafiają w moje rejony. Kiedyś koleżanka mi powiedziała, że za jakiś czas będzie mnie interesował jazz, a potem przejdę już tylko na muzykę klasyczną. I rzeczywiście, coraz częściej słucham RMF Classic, wtedy, kiedy wszyscy mnie już denerwują. Tam przynajmniej nie ma wiadomości i paplaniny.

W dzieciństwie marzył pan, że zostanie "panem Markiem z radia". Marzenia się spełniają!
- Rzeczywiście to sobie wymarzyłem. I dzięki temu wiem, że nadzieje ze szczenięcych lat wciąż się mogą spełnić.

Zaczynał pan 25 lat temu. Dziś ma pan do dyspozycji nowe media. Chętnie pan z nich korzysta?
- Jestem za, ale jednocześnie czasami uciekam od nowości. Ludzie się dziwią, że rzadko używam telefonu komórkowego. Ktoś nawet mi wytknął, że w domu wyłączam komórkę, a przecież mógłby dzwonić ktoś w najważniejszej dla mnie w życiu sprawie. Ale ja na taki telefon nie czekam. Jestem za internetem, choć czasami daje mi popalić. To rodzaj uzależnienia. Wyczytałem gdzieś, że jak się odpowiada na pięć listów dziennie i czeka na następne, to jest już uzależnienie. A ja czasami odpowiadam na pięćdziesiąt i czekam na więcej. Myślę, że jak ktoś pyta mnie o coś konkretnego, to powinienem mu odpowiedzieć. Jak na razie nie "wsiąkłem" w mp3. Ale zdjęcia robię nowym aparatem, nie tradycyjnym.

Zdarzyło się kiedyś, że słuchacz wiedział o muzyce czy wykonawcy więcej niż pan?
- Oj, tak. To się zdarza coraz częściej i jest zasługą internetu. Ostatnio napisał do mnie słuchacz, układający swoją prywatną listę, zainspirowany moją. Napisał takie rzeczy, że zjeżyły mi się włosy na głowie. Zapytałem go, jak to możliwe, że ma te wszystkie płyty, o których nawet jeszcze nie słyszałem? Okazało się, że ich nie ma, ale tytuły wyszukał w internecie. Jeśli kogoś interesuje zespół Depeche Mode, to wie o nim znacznie więcej niż ja. Gorzej, jak mówię rzeczy nieprawdziwe albo niesprawdzone. Jeśli ja jeszcze nie wiem, że wyszła nowa płyta jakiejś grupy w Stanach, to cieszę się, że dowiedziałem się o tym od słuchacza. Od razu ją kupuję i ona leci do mnie następnym samolotem z Chicago.

Odszedłby pan z Trójki, gdyby inna stacja zaproponowała panu wielkie pieniądze?
- Propozycje dostawałem kilka razy - od różnych stacji, największych, mniejszych i stacji jazzowej. Nie chwalę się, ale przyznaję, że zazwyczaj były to propozycje lepsze finansowo od tego, co mam w Trójce. Nie przyjąłem ich, co znaczy, że tak naprawdę nie jestem odważny. Myślę, że nie przewidziałem tego bałaganu, który wkroczy w moje życie radiowca. Chciałem być cichym, szarym nikim w radiu, które gra muzykę. A to wymknęło się spod kontroli. Cały czas mam przeczucie, że pewnego dnia się obudzę i okaże się, że wszystko się skończyło. Jeśli przeszedłbym do innej stacji i, okazałoby się, że nie jestem tym panem Markiem, na którego oni czekali, to byłoby mi trochę przykro. Wolę więc zostać tu, gdzie mam sprawdzonych słuchaczy, którzy akceptują to, co robię.

Małgorzata Matuszewska/ama

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.