Facebook Google+ Twitter

Marilyn Manson - Eat Me, Drink Me

"Musisz ciągle się zmieniać, aby móc pozostać artystą, a ten album jest dla mnie największa przemianą" - te słowa Briana Warnera, lidera MM, sugerują nieuchronne zmiany w muzyce grupy.

Po rozliczeniu się w tekstach z religią, mediami i sztuką na poprzednich płytach, przyszedł czas na coś bardziej osobistego. Otóż wróg numer jeden moralnej części Ameryki, niedawny Antychryst, skandalista i kolekcjoner protez nagrał płytę o... miłości. / Fot. ...

Po znakomitym Holy Wood, w 2003 r. ukazał się, uważany za najsłabszy w dorobku grupy, The Golden Age Of Grotesque, następnie wyszła jeszcze składanka Lest We Forget, będąca klasycznym "best of" (z bonusem w postaci coveru Depeche Mode). Czyli trochę czasu od ostatniego studyjnego dzieła MM minęło. Nie dziwi więc, że pojawiły się głosy sugerujące twórcze wypalenie się artysty. W międzyczasie znacznie zmienił się skład zespołu, a istotny wpływ na kształt nowego wydawnictwa miało rozstanie Mansona z Ditą Von Teese.

To, co zawsze podobało mi się w twórczości MM, to umiejętne operowanie dwuznacznościami, posługiwanie się kontrowersją, by wzbudzić proces myślowy u słuchacza, ale również ofensywne podejście do tematu - mam na myśli przysłowiowe "otwieranie drzwi z buta", jakiego doświadczaliśmy choćby na Antichrist Superstar czy wspomnianym wcześniej Holy Wood. Na EM, DM trochę tego brakuje (poza "Mutilation is the Most Sincere Form of Flattery", który jest "zadedykowany" grupie My Chemical Romace), więcej jest tu, o zgrozo, urzekających ("Putting Holes in Happiness") melodii, nieco oldschoolowych aranżacji, solówek, słowem - nowe oblicze nieobliczalnego artysty. Oblicze, które podzieliło fanów MM na dwa obozy. Zważywszy na dotychczasowy wizerunek Mansona, pojawiły się oskarżenia o komercjalizacje, co w sumie łatwo zrozumieć - niepokorny muzyk nagle zamienia się w ckliwego romantyka? Niejakim potwierdzeniem takiego stanu rzeczy jest teledysk do "Heart Shaped Glasses", w reżyserii Jamesa Camerona - obraz na pewno zaskakujący, zwłaszcza w kontekście tego, do czego MM zdążył nas przyzwyczaić w tej materii. Wracając do płyty -
najbliżej "starego" Mansona robi się w "You and Me and the Devil Makes 3" oraz w "Are You the Rabbit?". Wokalnie też jest ciekawie i różnorodnie, zwłaszcza w "histerycznym" refrenie "Just a Car Crash Away".

W takim razie jak to jest z nowym obliczem króla kontrowersji? Najprościej dać się namówić na tytułową konsumpcję i wyrobić sobie własny pogląd. Ale należy pamiętać, że jest to płyta, którą powinno się kosztować na spokojnie, bez pośpiechu, by uniknąć niestrawności. Jako danie dość specyficzne, zasługuje na powolne delektowanie się, odkrywanie kolejnych smaków, spokojne przeżuwanie każdego kęsa. Gdy Wasze uszy będą już "nasycone", zdecydujecie, czy poprosić o dokładkę, czy nie.

Nie można EM, DM odmówić pewnego nastroju, który przekłada się na to, że ta upchana melodiami, pozornie przyjazna płyta z każdym kolejnym odsłuchem coraz bardziej uzależnia.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Przemknęła mi ta recenzja jakoś a właśnie zabierałam się za własną. Fantastyczna płyta, ciekawa recenzja. Plus.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.