Facebook Google+ Twitter

"Marilyn, ostatnie seanse": Psychoanaliza gwiazdy

Jesteś sławna, piękna i bogata. Mężczyźni całego świata o tobie śnią, wydaje się, że masz wszystko, tylko co z tego, skoro ty wciąż nie wiesz jak żyć i być szczęśliwą.

"Marilyn, ostatnie seanse" / Fot. Fot. wydawnictwo ZnakMarilyn Monroe, gwiazda... to maska zgrabnie przybrana przez dziewczynę przerażoną sytuacją, w której się znalazła i która ją przerosła. To kamuflaż tak przerażająco wiarygodny, że w końcu zapanował nad nosicielem. Norma Jeane, czyli Marilyn Monroe zmarła dokładnie 46 lat temu. Co ją zabiło możemy się tylko domyślać, jedną z wersji rozwiązania przedstawia książka Michela Schneidera: "Marilyn, ostatnie seanse".

Francuski pisarz z wykształcenia psychoanalityk przyjął formę powieści, która z początku wydające się niespójna i pogmatwana; zostajemy zasypani datami i miejscami wyjętymi z życiorysu samej gwiazdy jak i jej ostatniego psychoanalityka, dr Ralpha Greensona. Z czasem jednak wszystko nabiera kształtu i z porozrzucanych po 400 stronach anegdot i historii z życia aktorki unosi się wyraźny obraz osoby wewnętrznie zagubionej i przerażonej.

Jak sam autor zaznacza, w jego dziele fikcja miesza się z faktami. Schneider wciela się w bohaterów i próbuje odgadnąć targające nimi emocje, jednak wszystkie dialogi i opisy zdarzeń pochodzą z udokumentowanych i wiarygodnych źródeł. Przede wszystkim niedostępnych dotąd taśm, które aktorka nagrywała dla swojego terapeuty. Psychologią to dzieło jest przesiąknięte, perspektywa jest tutaj narzucona przez zawód autora, który próbuje skupić się właśnie na psychologicznych aspektach życia Marilyn.

W "Marilyn, ostatnie seanse" uchwycono obraz gwiazdy nie takiej jaką znamy z "Pół żartem, pół serio", wręcz przeciwnie. Norma Jeane to postać łaknąca miłości i akceptacji, niestety nie rozumiejąca jej, przy czym jednocześnie przerażona zapomnieniem i obojętnością ze strony otoczenia jakie może kiedyś je dotknąć. Robi wszystko by ludzie ją pamiętali, bo dla Marilyn pamiętać, mówić o kimś, jest synonimem słowa kochać.

Paradoksalnie, choć wstydzi się swoich pornograficznych początków w Hollywood i robi wiele by zabłysnąć swoim aktorstwem, a nie tylko ciałem, wciąż nie potrafić przestać być sexy bo tylko taka nie czuje lęku. Kolejne filmy ją przerażają i regularnie korzysta z pomocy różnorakich psychoterapeutów. To nie pomaga, lekomania, alkoholizm i ciągła depresja doprowadzają do tego, co Monroe sama sobie przepowiedziała, gwiazda umiera za wcześnie, mając jedynie 36 lat.

Książkę Schneidera czyta się lekko, szybko i przyjemnie. To krótkie notki, każda ze swoją unikatową historią, gęsto na stronach goszczą gwiazdy Hollywood jak Frank Sinatra czy Clark Gable. Jest to raczej czytadło niż literatura wysoka. Choć można natknąć się na perełki w stylu: "[..] po paru aplikacjach nadtlenku wodoru i amoniaku miała zrobić sobie trwałą, by dodać włosom objętości przez elektrolizę." i pewne pretensje, książka bawi i wciąga. Marilyn jest tylko jedna i choć poznajemy dzięki zawartości "Marilyn, ostatnie seanse" mroczną stronę gwiazdy, zapamiętajmy ją jako Sugar z "Pół żartem pół serio", bo przecież pamiętać, to znaczy kochać. A na to uczucie, zasługuje ona jak mało kto.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.